Zabić smutek

Przez jakiś czas zbierałam opinie od znajomych i przyjaciół o tym jak pomagać drugiej osobie, która pogrąża się w smutku. Przyszło ponad 20 odpowiedzi. Od osób różnej płci, różnej profesji, różnego stanu życia (osoby żyjące w małżeństwie, ksiądz oraz single). Jestem niezmiernie wdzięczna każdemu z Was! Dziękuję, że potraktowaliście moją prośbę poważnie i że poświęciliście swój czas. Wiele z wypowiedzi, które otrzymałam wymagały poświęcenia sporej ilości pracy, pisania w nocy (dzięki Ania!) i różnych innych wyrzeczeń. Jestem Wam ogromnie wdzięczna. Jeśli, drogi Czytelniku, nie należysz do tej grupy, a chciałbyś dodać coś od siebie – zostaw proszę swój ślad w komentarzu pod tym postem lub na moim profilu na fb.

Jak pomagać osobie w smutku?

  1. Cicha obecność – ta odpowiedź pojawiała się w prawie każdej wypowiedzi. Czyli wydaje się być najważniejsza! Ale czy tylko ja tak mam, że trudno słuchać i nie komentować? Przyjąć i nie udzielać rad? Pozwalam sobie zacytować kilka fragmentów Waszych wypowiedzi.
    – Bycie przyjętym bez osądu przez drugiego…
    – Jeśli chodzi o to co my możemy więcej zrobić, to po prostu być przy tej osobie, słuchać jej, jeśli będzie chciała nam opowiedzieć o swoich myślach i emocjach, ale nie pocieszać i nie negować jej uczuć, mówiąc np. „weź się w garść” lub „wszystko będzie dobrze”. To wymaga też od nas dobrej kondycji psychicznej, bo takie rozmowy mogą być obciążające, zwłaszcza jak nam na kimś zależy, ale sami nie bawmy się w psychoterapeutę, leczenie specjalistyczne zostawmy specjalistom.
    – Uśmiech! Pytania o samopoczucie, tak żeby ta osoba wiedziała, że jej smutek nie jest obojętny. Propozycja spaceru, wspólnej herbaty.
    – Można spróbować zaprosić osobę w depresji do wyjścia do kina, np. na komedię. Tak żeby nie było cały czas możliwości rozmowy, bo osoba w depresji może tylko o tym mówić, a tak pomyśli o czymś innym – jak np. film. Wysyłać do osoby chorej na depresję jak najwięcej niezapowiedzianych gości.
    – Człowieka, który po prostu jest i daje pewność, że w razie czego można na niego liczyć, ale podkreślam na niego, a nie na teksty w stylu „wszystko będzie dobrze”, „wiem co czujesz”, „nie przejmuj się” itd.
    – Czasami trzeba dać się wygadać drugiej osobie, czasami wypłakać, czasami przytulić, a bywa i tak że najlepszym sposobem na pomoc w danej sytuacji jest z tą osobą po prostu pomilczeć.
    – Człowiek zostawiony sam ze swoim wewnętrznym bólem zwykle jeszcze bardzie się w nim pogrąża. A jeśli wiesz, że są obok ludzie, którym na Tobie zależy i którzy akceptują Cię bez żadnych warunków, to świat nie wydaje się już taki straszny. Razem zawsze jest łatwiej. I nie ważne czy są to członkowie najbliższej rodziny, przyjaciele czy sąsiedzi.
  2. Rozmowa – kiedy ktoś poza wysłuchaniem potrzebuje rady. Są sytuacje, gdy spojrzenie drugiego człowieka wydaje się szczególnie cenne. Sama mam dwie takie relacje (i o dziwo te relacje są z mężczyznami!), które zmieniają moje spojrzenie. Moje kobiece spojrzenie jest często nacechowane uczuciami, ci mężczyźni widzą i kalkulują. Potrafią dać takiego kopa, że od razu staję na baczność, a smutek idzie w zapomnienie. Choć na chwilę 🙂
  3. Modlitwa – ta odpowiedź też powtarzała się bardzo często. Można modlić się podczas rozmowy, w ciszy. Można podczas spotkania położyć na kimś dłonie i modlić się wstawienniczo (UWAGA! Modlitwa wstawiennicza to długi temat. Długi i trudny. Modlić się można zawsze. Tylko trzeba to robić tak by jeszcze bardziej nie skrzywdzić – ale o tym może jeszcze kiedyś napiszę). Można przyjąć za kogoś Komunię (wersja katolicka ;)), można też poprosić o wstawiennictwo świętych. Pewien kapłan powiedział mi kiedyś zdanie, które mocno we mnie zapadło – gdy masz z kimś trudną rozmowę, wyślij przed sobą Anioły. One ci pomogą. Czy działa? Sprawdź sam! 🙂
    A na koniec coś jeszcze. Coś co na tyle mnie zaintrygowało, że postanowiłam zacytować. Dziękuję Autorce za te myśli. Zgadzacie się z tym?
    Ogólnie rzecz biorąc, może zabrzmi to nieco okrutnie, ale uważam, że nie da się pomóc ludziom w smutku. Nie da się, ponieważ, zarówno smutek, jak i radość, jest czymś, co wybieramy. Jeśli wybieramy radość, możemy być radośni nawet w największym nieszczęściu. Jeśli wybieramy smutek, możemy zobaczyć go tam, gdzie każdy inny człowiek zobaczy radość. Moim zdaniem to kwestia naszych emocji, naszego otwarcia, usposobienia, ale również bardziej „prozaicznych” rzeczy – głosu, hormonów, pogody, splotu okoliczności.(…)Smutek (kryzys) ma to do siebie, że wciąga, robi takie wygodne gniazdko (co jest też paradoksem, bo niby to nic miłego), z którego ciężko wyjść.(…) I jeszcze jedna ważna rzecz moim zdaniem – zbytnie skupianie się na negatywnych emocjach zwalnia nas z poczucia odpowiedzialności za swoje życie. Ne mam tu na myśli np. naturalnej żałoby, którą trzeba przeżyć i która – wiadomo – nie zajmie nam 2 dni, czy o takich „Zwykłych” smutaskach, które szybko mijają. Ale człowiek, który cały czas pogrąża się w negatywnych myślach zwykle przerzuca na innych odpowiedzialność za swoje położenie i nie robi nic, by je zmienić.

    Temat smutku jeszcze powróci – w trochę innej odsłonie – zapraszam wkrótce.

    Jeśli uważasz ten wpis za wartościowy – śmiało podaj dalej!

Informacje o Magdalena Urbańska

Kobieta, żona, matka, przyjaciółka. Pozytywnie nastawiona do świata. Spędzam czas na dbaniu o siebie i innych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Zabić smutek

  1. Kornik pisze:

    Ciekawy wpis Madziu.
    Św. Maksymilian Kolbe nawet w obozie śmierci był szczęśliwy-to jest świętość być szczęśliwym w trudnych okolicznościach. Ale bycie szczęśliwym to nie odczuwanie smutku, czy radości. Św. Kolbe raczej nie skakał z radości w obozie. Bycie szczęśliwym gdy jest trudno-to oprócz jakiejś wewnętrznej pracy nad sobą, to również zaufanie Bogu i Jego łaska.Albowiem wiara jest NIEZASŁUŻONĄ łaską. A z wiary płynie zaufanie.
    Osobiście nie zgadzam się, że zawsze każdy z nas może wybrać:bycie szczęśliwym albo nieszczęśliwym, smutnym/wesołym.
    Trzeba być świętym, żeby być szczęśliwym w trudnych okolicznościach życia. Można oczywiście o taką świętość się modlić i nad nią pracować. Ale też trzeba wiedzieć, że czasem po prostu to nie wyjdzie, bo jesteśmy słabi.
    Poza tym istnieją zewnętrzne okoliczności, które wpływają na nasze samopoczucie i stan ducha-leki (np hormony, kto ich nie brał, nie zrozumie), choroby psychiczne, depresja która jest fizycznym brakiem czegoś tam w mózgu.
    Bycie szczęśliwym nie zawsze jest kwestią wyboru.

    • Magdalena Urbańska pisze:

      Nieszczęśliwy a smutny to chyba nie to samo, co? Trochę inny kaliber 😉 bo widzę, że używasz tych słów naprzemiennie… Dziękuję za bardzo dobry komentarz!

  2. kloszard pisze:

    Jak bardzo szczęśliwy jest smutek ,że darzymy go tak wielka atencją i rośnie w siłę i staje się wielki i potężny.Niszczy jak jad wstrzyknięty przez węża. Co z jadem?…antidotum ale nie jakaś maść bo to nie pomaga. Konkretne lekarstwo. Kopniak w tyłek, wyciągnięcie za włosy ale nie ,próba wejścia w smutek bo po chwili będzie dwóch smutasów.

  3. Krysia pisze:

    Ja odwołam się do cytatu z Pisma Świętego: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, zachowywać Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść. ” (Pwt, 30, 15-20) Choć denerwują mnie te słowa i są dla mnie niewygodne, to jednak zgadzam się z tym wersetem i uważam, że za często wybieram śmierć – smutek, pogrążanie się w zamartwianiu się, przesadnym troszczeniu się o to, co przyniesie jutro, dogłębnym analizowaniu problemów innych ludzi…I nie chodzi o to, by nie odczuwać smutku, ale by powierzać go Bogu i na przekór uwielbiać w trudnych sytuacjach – uczę się tego i przynosi to pozytywne rezultaty np. gdy popsuło nam się auto na autostradzie, zaczęłam uwielbiać w tej sytuacji Boga. Samochód nie został cudownie naprawiony, ale ja miałam niesamowity pokój w sercu, przyjęłam zupełnie inną postawę. Kolejnego dnia mieliśmy jechać na wymarzony urlop, a była sobota wieczorem, kiedy dojechaliśmy do moich rodziców, aby tam przenocować przed długą trasą. Mój tata zaprowadził auto do znajomego mechanika( trzeba było kupić nowy alternator), który zrezygnował dla nas ze swoich planów i naprawił auto idealnie na czas. Niekiedy choroba też może być błogosławieństwem, pamiętam jak modliłam się z grupą wierzących ludzi za chłopca chorego na raka kości…Tata był obecny na sali, mama nie chciała być z nami, obraziła się na Boga. Na pogrzebie swojego syna, mama powiedziała ” Dał Pan i zabrał Pan.
    Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” ( Hi 1,20-22).
    Wracając do smutku, myślę, że musimy się bronić przed nim, żeby nas nie pochłonęła rozpacz. Możemy go odczuwać na poziomie emocji, ale nie powinniśmy pozwolić, by zawładnął naszym umysłem i doprowadził nas do skrajnie pesymistycznej postawy. A odnośnie depresji, często zastanawiam się, czy nie jest to duchowa choroba właśnie i pozwalanie, by smutek drążył umysł jak krople wody skałę..i powoli zabierał całą radość duszy. Pewnie są jakieś skrajne wyjątki, ale myślę, że wielu przypadkach słowo „depresja” jest stanowczo nadużywane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *