Smutek

Kochany smutku. Ty wiesz jak wkraść się w ludzkie serce i je zatruć.
Tak często widzę smutne twarze mijanych przez mnie ludzi. Wiem, że wyglądam jak dziwoląg, gdy suszę zęby na wietrze. Wiem, że to nienaturalne, gdy ktoś zwyczajnie się uśmiecha.

Kochany smutku. Ty wiesz jak zamknąć człowieka w jego małym świecie. Ty wiesz jak zrobić z ludzkiego serca małą egoistyczną zimną kulę.
Tak często mi się nie chce, gdy ktoś prosi mnie o pomoc. Nie chce mi się odebrać telefonu, gdy ta rozmowa staje się koleją rzeczą do zrobienia. Dużo łatwiej jest zamknąć się w swoim małym świecie smutku. Bo przecież to ja jestem nieszczęśliwy! To ja jestem pokrzywdzony! To ja jestem biedny! Po co mi cudze biedy?

Kochany smutku, wkładasz w te usta tylko słowa negatywne. Pytam „co słychać?” i słyszę litanię rzeczy trudnych. Jakby łatwych i pięknych nie było. Smutku – jak ty to robisz?
Czy nie ma w życiu rzeczy pięknych? Czy nie ma rzeczy, które dają nadzieję i radość? A może nadchodząca wiosna? A może uśmiech dziecka? A może to, że mam co jeść i gdzie spać – nawet jeśli śpię mało?

Kochany smutku – weź ty się odwal. Ja cię wcale nie chcę!!

 

Może nie o smutku – ale o narzekaniu. Polecam obejrzeć do końca

http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/chajzer-i-wielki-w-nerw-polakow,225572.html

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Myśli poukładane

Jezus mówi coś bardzo oczywistego: że w każdej chwili na każdego z nas może się zwalić jakaś wieża, jak ta w Siloam (Łk 13,4), że mordercy przychodzą niespodziewanie, że każdego może dopaść zawał serca – więc nie można zwlekać z przynoszeniem owoców. Chwilę, która nam jest dana, trzeba wykorzystać. (str.62)

Ten i wiele innych fragmentów towarzyszą mi po lekturze książki ks. Adama Bonieckiego MIC „Powroty z bezdroży”.

Książka krótka, można ją pochłonąć w kilka godzin. Można też wziąć ją i czytać fragmentami – na cały Wielki Post. Bo tak właśnie jest napisana – by towarzyszyła w poście. Ale nie tylko post jest dobrym czasem na tę lekturę.

Według mnie daje światełka, myśli. Co z nimi zrobi czytelnik – tylko od niego zależy. Ja osobiście polecam. Wrócę do niej nie raz. Po to by dotykały mnie „kawałeczki”. Po to by móc się oderwać od pewnych oczywistości w rozumieniu Pisma. Po to by stawać się lepszym.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Butelki

Stałam z dziećmi przy kasie w naszym mini-markecie. Do kasy obok podeszła starsza pani z dużą reklamówką.

  • Chciałam zwrócić butelki, ale nie mam paragonu – powiedziała do ekspedientki.
  • Przykro mi, ale nie skupujemy butelek. Trzeba mieć paragon. Mówimy o tym zawsze.
  • Proszę, potrzebuję 3,5 na bilet do szpitala.

Po dłużej rozmowie kasjerka przyjęła te butelki i wypłaciła starszej pani 5 zł.

Zapakowałam się i wyszłam. Zobaczyłam tę babuśkę siedzącą na ławce niedaleko sklepu. Nie wyglądała zbyt dobrze.

  • Dobrze się pani czuje? – zapytałam
  • Tak, dziękuję. Nigdzie nie chcieli ode mnie tych butelek i musiałam skłamać, bo nie mam na bilet, a muszę do szpitala na zastrzyk jechać. Ja tych piw nawet nie kupiłam. To wnuki przyszły do mnie w sobotę, bo miałam urodziny. Powiedziałam im, że mogę dać im tylko kanapkę do poczęstowania, bo nic nie mam. Wypili u mnie to piwo i pomyślałam, że tak załatwię pieniądze…….

Opowieść starszej pani była dość długa i smutna. Najniższa emerytura, mieszkanie z synową, której się boi, fortuna zostawiana co miesiąc w aptece.
Chwilę szłyśmy razem. Pani na przystanek, ja do piekarni. Gdy się rozstawałyśmy powiedziała „ja panią przepraszam, że tak smęcę. Ale mnie już nikt nie słucha.” Chciała odejść. A ja chciałam jej coś dać, coś co pomogło by jej przetrwać do kolejnej emerytury.
Gdy wyciągnęłam portfel to powiedziała, że nie chce. Udało mi się ją przekonać. Ucieszyłam się, że choć tak mogłam jej pomóc. I że mogłam jej wysłuchać. Tak zwyczajnie, po ludzku. Jak człowiek człowieka. Czy to aż tak wiele?

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

Spotkanie Miłości

Jest czas Wielkiego Postu. Czas, gdy częściej mówi się o nawróceniu, pokucie, o spowiedzi. Nie to, że w innym czasie się nie mówi. Moim zdaniem poza okresem postu mówi się zdecydowanie mniej.

Sakrament spowiedzi wydaje mi się być wielką kością niezgody wśród chrześcijan. Nie tylko w Kościołach chrześcijańskich poza Kościołem Katolickim. Myślę, że wśród samych katolików także.

Znam bardzo wiele osób, które z tego sakramentu nie korzystają, bo: ksiądz do niczego i też grzesznik, bo w Biblii nie napisali wprost, że komuś mam do ucha swoje grzechy gadać, bo nie zgadzam się z nauczaniem Kościoła odnośnie któregoś przykazania i rozgrzeszenia nie dostanę, bo… Ile ludzi tyle powodów.

Miałam w swoim życiu taki czas, że do spowiedzi nie chodziłam. Bardzo długo. Żyłam w przekonaniu, że nic złego nie robię i mi niepotrzebny. Z perspektywy lat widzę, że kierował mną lęk – przed odrzuceniem – przez Boga i księdza. Potem nastał czas, gdy „uczyłam” się spowiadać. Z lepszym i gorszym skutkiem pracowałam nad rachunkiem sumienia (różne problemy z nim mam do tej pory). Miałam to szczęście, że ten czas zapoczątkował we mnie szukanie stałych spowiedników. Przez te kilka lat było ich pięciu. Każdy z nich nauczył mnie czegoś cennego.
Na szczęście razem ze stałymi spowiednikami odszedł do lamusa konfesjonał. Nie, nie jestem ich wielką przeciwniczką. Ale we mnie konfesjonały budzą negatywne uczucia. Wolę spowiedź twarzą w twarz choć kiedyś wydawało mi się to nieosiągalne.
Dużym problemem była dla mnie też formułka spowiedzi. Że więcej grzechów nie pamiętam, że… nie, nie jestem jej przeciwniczką. Ale wolałabym by już na zawsze była dla mnie środkiem, a nie celem.

Dziś spowiedź jest dla mnie SPOTKANIEM. Nie, nie z kapłanem. Choć jego osoba jest bardzo istotna i uważam, że trzeba modlić się o dobrych spowiedników i takich sobie szukać. Nie przekonują mnie twierdzenia, że „w mojej okolicy nie ma dobrych spowiedników”. Jeśli nie ma to zmień okolicę. Sama jeżdżę do spowiedzi do innego miasta niż to, w którym mieszkam. Mam niedaleko i mam samochód – więc może łatwo mi mówić? Może… Modliłam się o spowiednika i jak miałam przekonanie, że to ma być TEN kapłan to zwyczajnie do niego poszłam i poprosiłam o spotkanie. Owszem, mało nie dostałam zawału, bo nigdy wcześniej z nim nie rozmawiałam. Nie wiedziałam jak mnie przyjmie. Ale jego serce też już było gotowe na spotkanie ze mną. Jezus nie bez powodu pokazał mi konkretnie tego człowieka. Proście, a dostaniecie….

Dziś spowiedź jest dla mnie czasem, gdy mogę złapać się za płaszcz Jezusa. Jest czasem, gdy mogę się do Niego przytulić. Tak jak moi synowie, gdy coś nabroją. Jest czasem, gdy mogę powiedzieć Mu o swoich słabościach, o moich lękach i o moich walkach. Jest czasem radosnym mimo moich ludzkich ograniczeń. Tak, lubię się spowiadać. Lubię czuć się kochana. A ten sakrament jest dla mnie największym doświadczeniem Jego bezwarunkowej miłości.

 

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Modlitwa dziecka

W ostatnim „Szumie z nieba” trafiłam na bardzo ciekawy artykuł Hanny Szalińskiej o modlitwie i wierze dziecka („Abrakadabra – czy wielka obietnica” z numeru dostępnego tutaj http://odnowa.jezuici.pl/sklep/2017/968-Pliki-Szum-z-NIeba-nr-2017-1.html). Z każdym kolejnym zdaniem dostrzegałam jak modlitwa mojego trzylatka jest bardziej prosta, ufna i bezpośrednia niż…moja modlitwa.

Mnie dorosłemu nie wypada przecież krzyczeć, że chcę ładną pogodę by iść na spacer. Ja dorosła nie pomodlę się by dziadkowi odrosła ręka. Ja dorosła będę liczyła na siebie jadąc zatłoczoną ulicą, gdy moje dziecko mówi a poprosimy Jezusa żeby przestał padać deszcz?.

Mój jakże ufny trzylatek bardzo długo modlił się Ojcze nasz, któryś jest na ziemi. Nie mogłam mu wytłumaczyć i wtłoczyć wersji „poprawnej”, „który jesteś w niebie”. W końcu zapytałam „o co ci Jaśku chodzi z tym jesteś na ziemi?”. Odpowiedź jakże prosta – mówiłaś, że Jezus jest zawsze ze mną, a ja jestem przecież na ziemi, a nie w niebie. W niebie są anioły. I dziadek. A ja jestem tutaj z Jezusem przecież. No przecież….

Ostatnio częściej modliliśmy się spontanicznie. Jaś prosił o zdrową rękę dla dziadka, o zdrowie dla babci (i żeby mogła do nas przyjechać i się ze mną bawić – co by nie było 🙂 ). Ale jedna prośba rozbawiła mnie do łez i żeby Pan Jezus był zdrowy i Jego Mama Maria też. No więc czego mogę Wam życzyć? I sobie też?

Módlmy się z dziećmi. Może czegoś się od nich nauczymy?

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

Przytul mnie!

Niedawno obchodzono międzynarodowy dzień przytulania. O samym przytulaniu też sporo ostatnio czytałam, bo zaintrygował mnie pewien artykuł *

A właściwie zaintrygowało mnie to:

„10 sekund przytulania dziennie może prowadzić do reakcji fizjologicznych w organizmie, które:

  • zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób serca,
  • redukują stres,
  • redukują zmęczenie,
  • pomagają zwalczać infekcje,
  • zmniejszają ryzyko wystąpienia depresji.”

Skoro ma tyle plusów to dlaczego tak rzadko się przytulamy?

Przyznaję – lubię się przytulać i być przytulana, ale nie przez wszystkich. Kiedyś miałam ten problem z ludźmi we wspólnocie. Każdy chciał się przytulać, a ja nie miałam na to najmniejszej ochoty. Czasem czułam, że narusza to moją intymną strefę komfortu. Że wchodzi mi w serce z butami. Jeszcze gorzej czułam się, gdy obcy mi ludzie chcieli głaskać mój brzuch, w którym rozwijali się wtedy moi synowie. Takiemu zachowaniu stawiam opór.

Sporo jest jednak ludzi, których przytulenie działa na mnie kojąco. Mąż, dzieci, przyjaciele. Dzieci są tak otwarte i bezpośrednie, że mówią wprost, gdy potrzebują poczuć bicie serca drugiego. Dlaczego mnie dorosłej jest tak trudno to zrobić? Skąd te opory, obawy, lęki przed wyśmianiem czy odrzuceniem? Skąd ganienie siebie za to, że potrzeba przytulenia jest tak silna? Nie wiem… A Ty?

*źródło: http://dziecisawazne.pl/ludzie-potrzebuja-dotyku-innej-osoby-zyc-szczesliwie-czuc-spelnienie/

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Rodzicem być

Miał być wpis o chrzcie. Był – teraz o byciu rodzicem. Nie tylko biologicznym.

W Polsce przyjęło się, że dzieciom się nie odmawia. Jest moda, że jak poproszą cię byś został rodzicem chrzestnym to wypada się zgodzić. Nawet jak nie wierzysz Bogu, nawet jeśli nie planujesz pomóc w chrześcijańskim wychowaniu, nawet jeśli w ogóle nie chcesz pomóc w wychowaniu dziecka – zgadzasz się. Bo dziecku się nie odmawia.

Biedne są dzieci, które swoich chrzestnych znają tylko z pierwszej Komunii, ślubu i ewentualnie bierzmowania (choć to już rzadziej). Zdarzają się tacy rodzice, którzy zjawiają się raz do roku – w urodziny bądź w święta. Są tacy rodzice, których dziecko nie zna bądź nie pamięta. Pytanie – dlaczego??

Przecież bycie rodzicem chrzestnym to zobowiązanie. To przywilej. To obowiązek i obietnica złożona Bogu, dziecku i jego rodzicom.

A jakim chrzestnym ja jestem?

Mam dwoje chrześniaków. Za oboje się modlę. Chcę być obecna w ich życiu. Czasem są pewne trudności – np. gdy rodzice dziecka nie chcą utrzymywać z nami kontaktu albo gdy czekają TYLKO na prezenty nie czekając na nas. To są realne przeszkody i problemy z którymi trzeba się zmierzyć. Nie zostawić dziecka. Czasem można dać tylko i aż modlitwę. Czasem można dać całego siebie.

Chciałabym być rodzicem obecności. A Ty?

P.S. Nic tak dobrze nie podsumuje jak słowa Bernadki (dziękuję Ci za nie!).

„A co do bycia rodzicem chrzestnym. To fajna sprawa. Trzeba przyznać że jest to też odpowiedzialna rola, bo bycie chrzestnym nie ma być dbaniem o sprawy materialne dziecka, jak większość uważa, lecz nauczaniem o Bogu ( oczywiście tylko jako pomoc rodzicom, bo na nich spoczywa najbardziej ten obowiązek) i kształtowaniem duchowości młodego człowieka w kierunku Jezusa. ”

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Spotkanie

Widziałam tę panią przed sklepem nie raz. Zawsze lekko zgarbiona prosiła o pieniądze na jedzenie. Coś mnie od niej odpychało, mijałam ją więc.

Wczoraj zobaczyłam ją znów. Gdy wchodziłam do sklepu usłyszałam jak ktoś odezwał się do niej tak, jakby była śmieciem, a nie kobietą. Jakby nie była człowiekiem.

Nie wiedziałam czy coś jej dać, zwykle nie daję. Pomodliłam się trochę i wiedziałam, że moje serce nie da mi spokoju jeśli jej nie pomogę.

Wyszłam ze sklepu, ale jej już nie było. Rozejrzałam się i zobaczyłam jak idzie na przystanek. Schorowana, ledwo ciągała za sobą nogami. Pobiegłam za nią.

  • Chciałam coś pani dać, ale już pani nie było – powiedziałam wyciągając to co miałam w portfelu.
  • Dziękuję. – powiedziała zaskoczona i bardzo smutna kobieta – Dużo zdrówka życzę, naprawdę dziękuję. – mówiła z przejęciem, takim wzrokiem, który mówił, że te pieniądze były jej potrzebne bardziej niż mnie.

Przytuliłam ją. Odruchowo. I odeszłam. Nie chciałam by widziała jak płaczę. Gdy szłam to widziałam jak patrzy na mnie z oddali. Nie zrobiła kroku. Stała na środku chodnika i patrzyła w moją stronę. A ja płakałam. To było wyjątkowe spotkanie. Dwóch kobiet.

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Uroki macierzyństwa

Wczoraj mój starszy synek skończył trzy lata. Serce mi się uśmiechało, że jego urodziny przypadły w Niedzielę Radości w Adwencie 🙂 Z radością dziękowałam wczoraj za niego. Za te całe 3 lata.

Pamiętam czas, gdy na niego czekałam. Tyle było niewiadomych. Czy sobie poradzę? Jaki będzie? Jak będzie wyglądała nasza codzienność?

Początki były trudne. Poród był długi, ciężki. Gdzieś do tej pory słyszę słowa lekarza „ratujemy najpierw matkę”. Mimo, że było ciężko – wiem, że byliśmy pod dobrą opieką. Mimo, że na sali porodowej darłam się na św.Ignacego, że mnie olał to wiem, że chyba cała ekipa świętych walczyła o Jasia. Przybiegł lekarz, który mimo ryzyka wiedział co zrobić – dziś możemy się sobą cieszyć. I tak już całe trzy lata.

Ciągle się uczę. Często upadam. O, jak bardzo chciałabym nie krzyczeć. Jak bardzo zawsze chciałabym być cierpliwa, kochająca i na każde zawołanie. Ale jestem tylko człowiekiem. Jestem tylko matką.

Gdy ktoś mi mówi, że pewnie nudzi mi się w domu od „siedzenia” to gotuje się we mnie. Od miesiąca próbuję znaleźć czas by tu coś napisać. Moje życie mało ma wspólnego z siedzeniem i nudą. Jak życie każdej matki. A to wie tylko druga matka. Albo dojrzała kobieta, która wie ile wyrzeczeń kosztuje życie w rodzinie (np. niejaka Krysia :)). Nie ukrywam (bo nie ma czego…), że od zawsze największym wsparciem w mojej macierzyńskiej drodze jest matka chrzestna Jasia. Madziu – dziękuję. Jesteś mi wsparciem i wzorem jeszcze zanim począł się Jaś. Cieszę się, że mamy wspólne dzieci 😉 i że nie musimy przed sobą zakładać masek idealności i nieskazitelności. Że mogę Ci szczerze powiedzieć co i jak, a Ty świetnie mnie rozumiesz. Wspólne imię, wspólne dzieci – zobowiązują 😉

Dziś jestem pełna szacunku dla matek z większą ilością dzieci – Dagmaro, Madziu, Haniu – podziwiam i szanuję. Wiem ile musicie dawać z siebie każdego dnia. Wiem, że jest to dla Was naturalne i że robicie to z miłości. Wiem, że czasem tak jak ja macie dość i tak jak ja nie zamieniłybyście się z nikim na nic. Wiem, że jesteście najbardziej zmęczone na świecie. I najbardziej szczęśliwe. Dziękuję, że jesteście.

Wszystkie mamy – jesteście wspaniałe. Mimo zmęczenia, nie bycia idealnymi. Jesteście wspaniałe. Dałyście życie. Życzę Wam i sobie byśmy potrafiły to życie dawać naszym pociechom każdego dnia.

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Chrzest – pierwszy dar.

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie pytanie, które zadał mi znajomy. Co ci daje Kościół? – zapytał. Daje mi bardzo wiele. Dziś zacznę od początku, od podstaw. Kościół dał mi chrzest.

Kościół dał mi mój chrzest. Przyjął mnie do siebie. Rodzice o to zadbali – jestem im za to wdzięczna. Teraz, kiedy sama mam dzieci, wiem jakie to uczucie trzymać przy chrzcielnicy swoje maleństwo. Skarb, który jest tak drogi, że oddało by się za nie swoje życie. Tak drogi, że oddaje się je Bogu w nadziei, że Bóg oszczędzi mu w życiu jak najwięcej cierpienia. Skarb, za który nie raz obrażałam się na Boga. Kłóciłam się z Nim, gdy moje dzieci cierpiały. Krzyczałam, gdy walczono o życie starszego synka, który się rodził z powikłaniami. Bóg wie jak bardzo potrafię Mu nawrzucać jeśli chodzi o moje dzieci. Dlatego oddałam Mu moje skarby. Nikomu innemu nie oddam ich z takim zaufaniem.

Mam czwórkę dzieci – dwoje biologicznych, dwoje chrześniaków. O ile mam to szczęście, że rodzice chrzestni moich dzieci to super ludzie, którzy nadają się do swojej roli, to wiem, że nie każde dziecko ma tyle szczęścia. Często rodzi się we mnie bunt, gdy sakrament chrztu daje się dziecku z tradycji, a rodzicami chrzestnymi dziecka zostają ludzie, którzy nie powinni nimi być. Ale o tym już wkrótce 🙂

Ja dziś dziękuję za swój chrzest. Bez niego nie byłabym tym kim jestem dziś.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj