Modlitwa permanentnie niedospanej matki

Ciężko mi w takie dni jak dziś. Najpierw starszy syn wędrował między swoim, a naszym łóżkiem w poszukiwaniu chusteczki, przytulenia i wody. Gdy już zasnął, obudził się młodszy, a jego krzyk rozległ się po całym mieszkaniu. Pomyślałam – znowu zęby? Jezu, daj mi siłę przetrwać tę noc.

Przetrwałam, choć w ciągu dnia kilka razy zdarzyło mi się westchnąć Jezu, ja już nie wyrabiam. Tak właśnie wygląda moje życie z Nim. W codziennym niedospaniu, przy krzyku dzieci i spalonym obiedzie. W chaosie i biegu, ale we mnie. Szczerze, do bólu, bez myślenia co pomyślą inni.

Kiedyś było łatwiej. Duszpasterstwo akademickie, później wspólnota charyzmatyczna dawały mi przestrzeń w rozwijaniu swoich zdolności i wrażliwości na delikatnie tchnienia Ducha. Dziś widzę jednak, że było tam dużo mnie samej, a mniej Boga. On nie zawsze był mi na tej modlitwie potrzebny.

Gdy po raz kolejny miałam wrażenie, że moje życie wewnętrzne kona, mój spowiednik poradził: weź kubek z kawą, poczuj jego ciepło i pomyśl, że taki właśnie jest Bóg. Ciepły, mocny, dodający sił. Zacznij z nim żyć zamiast szukać Go tam gdzie chcesz by był. On w Tobie jest, nie szukaj go już.

Choć te słowa były dla mnie jak miecz, zobaczyłam jak wiele wkładam energii w szukanie czegoś, czego nie ma. Z czasem zaczęłam dostrzegać Jego. Przed trudnymi decyzjami pytałam wprost: co mam robić? Gdy zobaczyłam objazd na jedynej znanej mi trasie, zapytałam którędy mam teraz jechać, Jezu? Nie, nie usłyszałam głosu z nieba. Nie zobaczyłam nic nadzwyczajnego. Pojechałam „na czuja” i trafiłam na miejsce przed czasem.

Nie mam wyznaczonego czasu na modlitwę. Korzystam z chwil, gdy młodszy syn śpi, a starszy bawi się klockami. Mam wtedy chwilę by usiąść przy stole w kuchni i poczytać, pośpiewać, posłuchać, posiedzieć w ciszy. Lubię taki czas, gdy siedzę przy kawie w milczeniu i dziękuję Bogu za to, że jest. Zwyczajnie, bo to, że jest udowodnił mi nie raz.

W życiu niedospanej matki są dni, gdy chce mi się płakać. Mam takie chwile, gdy myślę, że zaraz wystawię moje piszczące dzieci na balkon i zamknę za nimi drzwi. Zdarza mi się wtedy burknąć pod nosem do Maryi, by pomogła zatrzymać mi moje niepohamowane emocje, by pomogła mi przetrwać choćby do wieczora… Często wtedy przychodzi cisza – jeśli nie na zewnątrz, to wewnątrz mnie. Każdego dnia uczę się jak oddawać Jej swoje matczyne serce. Mimo, że wiem, iż daleka droga przede mną, to bardzo chcę nauczyć się żyć tak jak Ona.

Nie mam czasu (albo sił) na różaniec, koronki, litanie. Wieczory są trudne, gdy świat często wiruje mi przed oczami. Myślę wtedy, że może kiedyś? I przytulam śpiące dziecko, kładąc rękę na jego głowie. Wiem, że moje słowa mają moc, proszę więc Jezusa by dał mu spokojny sen, ochronił przed każdą ciemnością i chorobą i błogosławił tak jak ja nie potrafię.

Ciągle uczę się żyć – jako żona, matka, ale przede wszystkim jako córka. Jego córka. Która ufa, kocha, naśladuje.

 

#mojamodlitwa

Comments

    1. Post
      Author
  1. Bernadka

    O wow. Piękny ten wpis. I taki prawdziwy. My matki często odkładamy modlitwę na potem, tak mija cały dzień, wieczór i czasami okazuje się,że nie miałyśmy chwili dla Boga, chwili dla Chrystusa ani Matki Bożej, chwili na krótką rozmowę, na akt zawierzenia. W życiu jednak nic bez obecności Ojca nie jest takie jak powinno być. Chrystus powinien być dla nas drogowskazem, naszą ostoją. Nie potrzebujemy odmawiać litań, długich modlitw. Wystarczy by powiedzieć chociażby Jezu, ufam Tobie czy Ty jesteś moim Panem Jezu, Tobie zawierzam swoje życie, swoją codzienność. I taka właśnie prosta, szczera, płynąca z głębi serca modlitwa będzie najlepsza.
    Życzę Tobie Madziu, sobie i wszystkim matkom byśmy zawsze miały czas na modlitwę, na wyciszenie i refleksję.

Pozostaw odpowiedź Magdalena Urbańska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.