„Przyjąć siebie. Jak być szczęśliwą kobietą?”

Gdy dowiedziałam się, że na rynku wydawniczym pojawiła się nowa książka Mai Moller, byłam jej bardzo ciekawa. Nie ukrywam, że od dwóch lat ogłaszam wszem i wobec, że jej wcześniejsza Pogoda ducha to najlepsza książka dla kobiet, jaką trzymałam w rękach. Możecie przeczytać o niej TUTAJ.

Gdy dotarł do mnie egzemplarz Przyjąć siebie, wszystkie inne publikacje rzuciłam w kąt. To była bardzo dobra decyzja! Książka Mai przyniosła mi w Wielkim Tygodniu wiele inspiracji, poprowadziła mnie za rękę w modlitwie i pokazała wiele przestrzeni w sercu, których boję się na co dzień dotykać.

Trudno w kilku zdaniach ująć czym jest ta publikacja. Autorka dotyka kobiecych zmagań – o to by być idealną w oczach Boga, innych i samej siebie. Dotyka to dobre określenie, bo pisze w sposób, który mnie osobiście wpadał prosto w serce – dając szerokie pole do własnej, głębokiej refleksji.

Jezus nie mówi: najpierw się ogarnij, a potem przyjdź do Mnie, żebym mógł posłać cię do innych. Mówi: przyjdź taka, jaka jesteś. Mówi: ucz się ode Mnie. Str. 69

Czym jest ideał i dlaczego autorka używa określenia, że moje osiągnięcia to nie JA? Jak patrzę na samą siebie – czy umiem odpuszczać, być dla siebie dobra? Czy potrafię odmówić komuś pomocy, gdy czuję, że nie daję już rady? Muszę czy chcę? Jak patrzy na mnie Jezus? Jak wpływa na mnie „bagaż” wyniesiony z rodzinnego domu? Moje ciało – czy mam prawo do przyjemności? Czym jest seks?

Wstyd a pewność siebie. Modlitwa w codzienności (pięknie Maja opisała postawę zatroskanej Marty, którą znamy z kart Ewangelii!). Pragnienia, decyzje, rozeznanie. Kryzysy w wierze, gdy widać na horyzoncie tylko karykatury Boga. Żałoba i towarzyszenie innym w bólu. Kościół i moje spojrzenie i miejsce w nim.

Przewija się wielość tematów, ale to nie przytłacza. Raczej czułam się prowadzona przez autorkę za rękę, po meandrach myśli i pragnień. Czytałam powoli, po kilka stron dziennie. I choć była we mnie pokusa by chłonąć te treści, dałam im czas na to, by je zasmakować wewnętrznie. By miały szansę nie tylko dotknąć myśli, ale i serca.

Świetnym zwieńczeniem każdego rozdziału jest wprowadzenie do medytacji ignacjańskiej, czyli modlitwy Słowem Bożym. Autorka proponuje konkretny fragment i podaje czytelniczce kilka myśli do refleksji. Jest to świetny sposób, by wejść głębiej nie tyle w treść, co w jej przeżycie i smakowanie wewnętrzne.

Jaki jest Bóg, który zaprasza cię do relacji z sobą? Czasem twierdzimy, że jest dobry i miłosierny, a jednocześnie nie rozumiemy, skąd w nas tyle lęku. Czasem mówimy z przekonaniem: On jest jak dobry Ojciec, więc o wszystko zadba, a jednocześnie żyjemy tak, żeby o własnych siłach zabezpieczyć absolutnie wszystko i absolutnie wszystko kontrolować. Pomyśl więc i spróbuj odsiać piękne słowa i deklaracje. Poproś, by On pokazał ci to, co na co dzień być może uciszasz i odsuwasz od siebie, bo jest niewygodne, bo nie wypada tak myśleć. Czego boisz się w relacji z Bogiem? W czym Mu nie ufasz? Jaki On naprawdę jest w twoim doświadczeniu? Str. 151

Jeśli można nazwać coś lekturą duchową, to z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że ta pozycja głęboko sięgnęła mojego ducha. Nie ma w niej moralizatorstwa, ale jest poczucie, że ktoś idzie podobną drogą i mnie rozumie. Nie ma tanich frazesów, ale jest głębia. Idealnie dobrana pozycja na czas budzącej się do życia przyrody, bo dodaje życia tam, gdzie brakuje życiodajnych źródeł.

Tytuł Przyjąć siebie. Jak być szczęśliwą kobietą?
Autor
Maja Komasińska-Moller
Liczba stron 240
Wydawnictwo WAM
https://wydawnictwowam.pl/prod.przyjac-siebie.25055.htm?sku=86219


Zapraszam
urbanska.madzia@gmail.com
Facebook
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Przejdź do paska narzędzi