Chwile z życia

Wózek

Idąc dziś z dzieckiem do biblioteki spotkałam kogoś wyjątkowego. Przejeżdżał zwyczajnie drogą. Pan w wieku ok. 40 lat zatrzymał się i zapytał przez uchylone okno: – Pomoże mi pani wyciągnąć z samochodu wózek? – Wózek? – zapytałam zdziwiona, a w głowie pojawiło się „jakiś pomyleniec czy co? jaki wózek? jaja sobie ze mnie robi? niech sobie sam wózek wyciąga…” – Tak, wózek – odpowiedział i się uśmiechnął. – OK, nie

Zauroczenie?

Gdy wracałam dziś z krótkich zakupów z Jaśkiem pewna starsza pani zajrzała mi do wózka i z wyrzutem powiedziała: – A gdzie czerwona wstążka? Zauroczą pani dziecko. – On jest tak uroczy, że nic mu nie grozi – odp żartem. Na co zbulwersowana już troszkę pani zaczęła mi wmawiać, że czerwona wstążka jest niezbędna, że zauroczenie to poważna sprawa itd… Ja jej na to, że nie wierzę, że czerwona wstążka

Post?

Kiedy cztery miesiące temu przyszedł na świat mój syn Jasiu byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Patrząc teraz na niego – nadal się tak czuję… Choć moje życie zmieniło się tak diametralnie, że czasem zastanawiam się gdzie ja jestem?. Za mną kolejna nieprzespana noc. Dzień z tych trudniejszych, gdy Jaś nie śpi i płacze co jakiś czas. Gdy nie chce jeść i gdy moja bezradność sięga zenitu. I choć znam przyczynę

Trąd

Wracając w weekend pociągiem SKM do domu usiadłam na wprost pewnego młodego mężczyzny. Na pozór zwyczajny, zlewający się z tłem… Gdyby nie to, że ciągle się drapał pewnie nawet bym nie zwróciła na niego uwagi… Pojawił się lęk. A co jeśli on mnie czymś zarazi? Dlaczego ma taką skórę? Złapana na swojej własnej myśli, zbeształam sama siebie. Naszła mnie refleksja… Ile osób pomyślało podobnie jak ja? Ile osób odsuwało się

ciemność…

Tak bardzo boję się ciemności… Tej zewnętrznej, gdy chłód i zapach pleśni unosi się jak mgła w moim nosie, na twarzy, na szyi. Tak bardzo boję się ciemności… Tej wewnętrznej, gdy śmierć wydaje się być wybawieniem. Tak bardzo boję się ciemności… Tej w relacjach, gdy mam wrażenie, że nikt i nigdzie nie wyciągnie do mnie dłoni z filiżanką kawy. Tak bardzo boję się ciemności… Że zapominam, że istnieje Światło…

Macierzyństwo

Ten wpis powstaje już od dawna. We mnie. Trudno wyrazić mi słowami to czym teraz żyję. Mam w sobie małego chłopca, który niebawem przyjdzie na świat. Jaś jest dzieckiem upragnionym, małym cudem, o którym lekarze mówili, że nigdy się nie przydarzy. A jednak czuję teraz bardzo mocno jak prostuje swoje kończyny sprawiając, że mój brzuch wygląda jak wzburzona tafla wody. Moje dziecko, moje wypełnienie kobiecości, bycia żoną, wypełnienie chrześcijaństwa. Jaś

Mój kościół…2

Ostatnio pisałam o moim patrzeniu na Kościół jako wspólnotę – dziś chciałabym opowiedzieć historię pewnego miejsca… Jest na ziemi taki piękny jej kawałek z duszą. Sanktuarium w Matemblewie. Nie będę pisała o historii powstania tego miejsca, bo to można znaleźć tutaj https://www.matemblewo.pl/?modul=strony&strona=70. Chciałabym raczej powiedzieć czym jest dla mnie. Prawdą jest to, że 15 września 2012 to miejsce nabrało dla mnie szczególnego znaczenia, gdy wraz z moim Mężem powiedzieliśmy sobie

Mój Kościół

Mój Kościół jest miejscem walki. Walki o relacje – z Bogiem, z samym sobą, z drugim człowiekiem. Nie jest miejscem, o którym pisze Agata www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,1210,do-katolikow.html ani nie jest miejscem sporu o tańczące feretrony https://www.deon.pl/po-godzinach/michalki/art,143,bardzo-nietypowa-katolicka-tradycja.html. Długo i często zastanawiałam się nad tym jaki on naprawdę jest. Jaka ja jestem w Kościele, w którym żyję. Świadomie piszę Kościół przez „K”, a nie „k” – choć jest jeden budynek, który jest dla mnie

B…jak być.

wystarczy…Być – takie krótkie słowo, a ma w sobie tyle treści… Ostatnio widzę u siebie i też u ludzi, których spotykam, że trudno jest zwyczajnie być… Łatwo słuchać i jeszcze łatwiej dawać mądre rady – choć często są niepotrzebne… Trudniej zwyczajnie być. Trudniej jest zwyczajnie posiedzieć przy dobrej kawie na mieście i spędzić czas nie narzekając. Trudno jest się zwyczajnie spotkać, choć to tak naprawdę nie jest kwestia braku czasu.

A … jak anonimowa atrakcyjność…

Anonimowa atrakcyjność w oczach kobiety, którą spotkałam w weekend w pociągu SKM była niesamowita. Cisza, spokój, refleksja… Oczy pełne pokoju i spokoju. Pełne wiary i ufności. A patrzyła niby tak zwyczajnie… Wiele się dzieje przez ostatnie tygodnie – kolejne studia, nowe życie, które się we mnie rozwija, nowi fajni ludzie, których poznaję – atrakcyjność codzienności wzrasta. Na zajęciach w sobotę pan psycholog (dzięki Rafał…) polecił nam opisać swoją opowieść –

Przejdź do paska narzędzi