Lubię Kościół uśmiechnięty. Taki, w którym miłość i życzliwość można zbierać garściami. Lubię Kościół, gdzie docenia się dobro, gdzie szuka się Jezusa. Wczoraj święto – msza w kościele parafialnym. Było blisko, męża nie ma, a mam chore oczy, więc „wyjątkowo” tutaj. Syn też chory, lekko niespokojny. Wierci się, nic mu się nie podoba. Nagle reaguje na łysego pana. Pan się uśmiecha, a Jaś – wytyka mu jęzor. Robi mi się
