Prezentowy szał książkowy – dzień matki, dziecka i ojca

Pytaliście mnie ostatnio o pomysły na prezent książkowy na nadchodzące święta – a jest ich sporo!

Ranking bardzo subiektywny, ale szczery 🙂 Jeśli masz ochotę – korzystaj!

Jeśli szukasz czegoś innego, zamkniętego w jakiejś konkretnej tematyce – daj znać w komentarzu bądź na facebooku, może uda mi się coś podpowiedzieć!

 

26.05  Dzień Matki

Na rynku jest wiele dobrej literatury dla kobiet. Długo myślałam nad tym, co zaproponować na Dzień Matki. Zadałam sobie pytanie – co sama chciałabym dostać bądź podarować swojej Mamie?
Mam cztery propozycje!

1. Niczego nie musisz udowadniać – dlaczego możesz przestać tak bardzo się starać Jennie Allen
Wydawnictwo WAM – moja recenzja tutaj https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/05/02/niczego-nie-musisz-udowadniac/

2. Szlak Kingi Katarzyna Targosz
Wydawnictwo eSPe – link do recenzji https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2017/11/28/podazajac-szlakiem-kingi/


3.
Uwolniona przez wiarę. Jak odrzucić siedem kłamstw, które wmawiają sobie kobiety Saundra Dalton-Smith
https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/04/03/uwolniona/


4.
Być mądrą mamą Alina Wieja
https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/02/10/madra-mama/

1.06 Dzień Dziecka

Na stronie Wydawnictwa PROMIC znajdziesz masę dobrych książeczek dla dzieci – ja nigdy się na nich nie zawiodłam! Polecam serię Pomocne elfy  i Twój anioł z nieba.

Jeśli szukasz Pisma Świętego dla dzieci polecam te dwa wydania. Jedno dla przedszkolaka (po lewej), drugie dla dziecka w wieku szkolnym (kupiłam chrześniakowi na I Komunię i jestem zachwycona!). Oba z wyżej wymienionego wydawnictwa PROMIC.

Jeśli szukasz fajnych zagadek, czegoś kreatywnego – dla maluchów polecam serię Wydawnictwa WAM – u nas robiły furorę! https://wydawnictwowam.pl/prod.arka-noego.11784.htm?sku=79284

23.06 Dzień Ojca

Jestem kobietą – nie recenzuję lektur typowo dla mężczyzn.

Polecam jednak bardzo dobre książki podróżnicze – ta spodoba się na pewno.
Białoruś imperium kontrastów Artur Zygmuntowicz
Wydawnictwo Bernardinum, moja recenzja tutaj https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/04/26/bialoruskie-kontrasty/

Powieść, która będzie we mnie na długo – bardzo męska, a zarazem z czułością i wiarą. Jedna z lepszych jakie czytałam…
Wysłuchaj mnie, proszę Paweł Cwynar
Wydawnictwo Bernardinum, link do recenzji https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2017/10/30/wysluchaj/

Opublikowano Recenzje | Otagowano , | 1 komentarz

Z życia blogera :)

Zdarzają się sytuacje, że osoby, odwiedzające dłużej tego bloga zaczynają pytać o różne rzeczy. Mnie to zawsze ogromnie cieszy – lubię dostawać zwrotne informacje o tym co robię i czego potrzebują ci, którzy to czytają.

Dlatego powstało pierwsze w moim życiu Q&A!
Dziękuję za wszystkie pytania – jeśli będą kolejne, pomyślę co z nimi zrobić 🙂

Startujemy!

1. Skąd pomysł by twój blog był na platformie deon.pl – przecież jest tyle innych darmowych?

Pomysł był spontaniczny, kilka lat temu zobaczyłam, że jest taka opcja i zwyczajnie z niej skorzystałam. Od dawna lubię czytać artykuły  z tego portalu, choć niektóre potrafią mnie irytować (jestem wrednym czytelnikiem, wiem…).
Teraz nabrało to trochę innej formy – czasem teksty z bloga trafiają na główną stronę Deon.pl. Mnie to zawsze ogromnie cieszy – piszę przecież po to, by mnie czytano. I tak moja miłość do Deon.pl dojrzewa z czasem i szczerze mówiąc nie chcę nic zmieniać. Bardzo cenię sobie współpracę z Redaktorami Deonu (i ogromnie dziękuję im za otwartość i każdą pomoc!).

2. Dlaczego nie komentujesz aktualnych wydarzeń, np. śmierci Alfiego?

Zdziwiło mnie trochę to pytanie, przyznaję.
Pewnie dlatego, że moje blogowanie ma trochę inne filary – piszę o tym co widzę w relacjach do siebie, Boga i drugiego człowieka. Drugą nogą tego bloga są książki chrześcijańskich wydawnictw. Nie czuję tego, by było to dobre miejsce na aktualne wydarzenia. Poza tym jest jeszcze coś, dobra – przyznam się. 🙂
Jestem bardzo emocjonalna i mam niewyparzony język. Często mylę się w osądach. A internet nie zapomina. Nie komentuję nic na bieżąco, bo to nie byłoby dobre ani dla mnie, ani dla czytelników. I niech tak zostanie…

3. Gdzie poznałaś jezuitów, o których tak często mówisz i dlaczego to oni przekonali cię swoją duchowością?

Kurczę! Wyjdzie, że stara jestem, a niech tam!
Poznałam Jezuitów 12 lat temu. To był początek moich studiów pedagogicznych. Szukałyśmy z przyjaciółką Kornelią wspólnoty dla siebie i wyszukiwarka pokazała nam DA Ster w Gdyni. Tak się zaczęło… Potem były praktyki w LO Jezuitów, wspólnota charyzmatyczna Uwielbienie, posługiwanie modlitwą wstawienniczą i o uwolnienie wg 5 kluczy. U Jezuitów poznałam mojego męża i zawiązałam masę przyjaźni, które trwają od lat. Tam ochrzciłam moje dzieci, tam się spowiadam, tam jeżdżę teraz na spotkania dla małżeństw.

Czym mnie Jezuici przekonali? Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy to KONKRET. Tak, Jezuici są konkretni. Znam takich, którzy tym konkretem mogą zabić 🙂 Dla mnie to jest jednak bardzo dobre – taka przeciwwaga do mojej rozchwianej emocjonalności 🙂
Duchowość ignacjańska przez ostatnie lata pomogła mi wiele poukładać w życiu. Korzystanie ze spowiedzi u jezuitów daje mi wzrost. Tak! Od kilku lat spowiadam się tylko u nich (kurcze, właśnie zdałam sobie z tego sprawę!). Jestem im wdzięczna. Szczerze? Czuję, że Kościół bez nich nie byłby dla mnie tym samym Kościołem. U nich zobaczyłam, że Bóg nie jest surowym sędzią, ale moim Tatą. Wracam niedługo na rekolekcje ignacjańskie – i ogromnie się z tego cieszę!

4. Skąd masz czas na czytanie przy dwójce małych dzieci?

To pytanie lubi wracać 🙂 Czytam, gdy moje dzieci śpią. Wtedy, gdy bawią się ze sobą. Piszę, gdy jedno śpi (w dzień), a drugie ma wtedy swój czas na bajki z traktorami (taka faza!). Mam taki patent – dopóki siedzę z nimi na podłodze mogę czytać i czytać. Ale, gdy się podniosę – koniec czytania 🙂
Nie oznacza to, że mój dom porasta kurzem i dzieci chodzą zaniedbane. Na wszystko jest czas, trzeba go tylko dobrze wykorzystać.
Nie oglądam telewizji, odinstalowałam aplikację fb z telefonu – mam więc czas na książki. Polecam!

5. Dlaczego recenzujesz książki chrześcijańskich wydawnictw?

Zaczęło się niewinnie od maila z Wydawnictwa eSPe – to był impuls. Od kiedy jestem mamą  i nie mogę być aktywna w Kościele tak jakbym tego potrzebowała, szukałam „drugiej nogi” swojej formacji. Czułam, że muszę znaleźć coś, co pomoże mi nie uschnąć. Postawiłam na książki. Nie żałuję. Nie ukrywam też, że moja współpraca z wydawnictwami wygląda tak, że nie biorę wszystkiego, co mi proponują. Za bardzo szanuję swój czas i nerwy. Jeśli coś wydaje mi się wartościowe z opisu – sprawdzam, czy mówią prawdę.
Potrzebuję lektury duchowej na najwyższym poziomie i dlatego robię to co kocham.

A skąd książki podróżnicze? Bo je uwielbiam! Wydawnictwo Bernardinum mnie w tym względzie mocno rozpieszcza – dla mnie to dobra odskocznia od codzienności i też dobry przerywnik w czytaniu trudniejszych lektur związanych z duchowością.

6. Dlaczego jako katoliczka czytasz książki protestantów i w dodatku je tak chwalisz?

Są dobre. Dlatego je czytam i jak się nie zawiodę, to chwalę. Chrześcijaństwo nie zamyka się na Kościele Katolickim. Ekumenizm to nie martwa teoria (chyba?!).
Wg mnie warto je czytać – nie spotkałam się jeszcze z książką, która wprost negowałaby nauczanie KK, a często dostaję takie, które są bardzo wartościowe i warte zauważenia.

7. Czy (ile) zarabiasz pisząc recenzje?

Nie zarabiam na pisaniu recenzji. Dostaję darmowe egzemplarze książek – to bez wątpienia jest ogromny „zysk” w rozumieniu finansowym, bo książki tanie nie są. Nie jestem polonistą ani teologiem. Nie czuję się na dzień dzisiejszy na tyle kompetentna by żądać wynagrodzenia za moje kudłate myśli 🙂

Taka mała dygresja, bo czasem o to pytacie. Nie sprzedaję przeczytanych książek i nie będę tego zmieniać. Zabrania tego nie tylko prawo podatkowe, ale i moje sumienie. Dostaję coś za darmo, więc nie mam zamiaru na tym zarabiać. Tyle w temacie 🙂

8. Czy rzeczywiście masz taką dobrą kawę w ekspresie?

Mam! Najprostszy na świecie ekspres przelewowy (koszt ok.120 zł) parzy świetną kawusię z rana, w południe i kiedy tylko chcę! 🙂 Często moje dzieci robią mi wczesne pobudki (4 czy 5 – co za różnica? :)). Bez kawy nie da się żyć! Nie no, kilka razy pościłam – i na odstrzał poszła kawa. To są jednak odosobnione przypadki 🙂
Kawa i książki – bez nich nie umiem żyć.

9. Czy polecisz jakieś dobre książki na dzień matki/ojca i dzień dziecka?

Tak, zapraszam jutro – będzie osobny wpis!

10. Dziesiątego pytania nie było – jeśli je masz, daj znać!

 

 

 

 

Opublikowano Chwile z życia | Otagowano , , | 4 komentarze

Małżeński labirynt

Małżeński labirynt to kolejna publikacja Wydawnictwa PROMIC, która mnie zaskoczyła…

Zazwyczaj nie lubię czytać książek o małżeństwie, które napisali księża. Nie dlatego, że o małżeństwie nic nie wiedzą – mam wrażenie, że wielu wie bardzo dużo. Myślę, że głównie dlatego, iż książki napisane przez świeckich pisane są prostszym i bardziej „ludzkim” językiem. Ks. Piotr Kieniewicz MIC zaskoczył mnie mocno i pokazał, że można nie tylko o małżeństwie wiedzieć, mówić wprost i tak, że chce się to czytać, ale również tym małżeństwem żyć – mimo, że wybrało się inny stan.

Autor jest bioetykiem, gdy zobaczyłam stopień naukowy przed jego nazwiskiem (dr hab.) spodziewam się lektury trudnej. Tak jednak nie było. Mimo, że porusza wiele tematów ważnych i trudnych, opisane są przez człowieka nie oderwanego od codzienności życia. Myślę, że zasługą tego może być m.in. to, że pracował z małżeństwami w Licheniu. Choć niewątpliwie świadczy to o wielkim sercu, otwartym umyśle i patrzeniu przede wszystkim na drugiego człowieka – o czym przekonywałam się nieustannie podczas lektury.

Często rozmawiam z ludźmi o wartości chrześcijańskiego małżeństwa. Lubię rozmawiać o nim z moją niewierzącą koleżanką, która twierdzi, że logiczne argumenty potrafią złamać jej niewiarę. Gdy opowiadałam jej o tym co czytam, stwierdziła, że sięgnie po Małżeński labirynt mimo swoich kościelnych antypatii – czuję, że nie zawiedzie się ani trochę…

Ks. Piotr Kieniewicz MIC zaczyna wprowadzać nas w małżeńską codzienność od zdefiniowania podstawowych pojęć i odwołania się do encykliki Humanae vitae. Szczerze mówiąc pierwszy raz czuję, że rozumiem… Czytałam już kilka innych odniesień do tej encykliki i zawsze miałam wrażenie, że albo nijak ma się to do mojego życia małżeńskiego albo napisane jest tak, że nadal nic nie rozumiem, bądź stawia się mnie w roli kobiety – inkubatora. Można jednak mówić i tłumaczyć inaczej – tak, że pojawiają się nie tylko wspomniane już logiczne argumenty, ale także głębokie przeświadczenie, że Humanae vitae niczego mi nie zabiera – wręcz przeciwnie.

Dalsza część książki była dla mnie…ekscytująca! Tak, opowieść o małżeńskim dialogu, w którym autor mówi o mowie ciała, zrozumieniu drugiej strony, szukaniu kompromisu i zamykaniu się fochem. Niezwykłe były dla mnie przykłady domowych rytuałów i choćby wytłumaczenie tego jaką wartość ma obrączka (którą założyłam ponownie po tej lekturze!).

Ksiądz podejmuje trudne tematy małżeńskich finansów, różnic między kobietą i mężczyzną czy poszanowania kobiecych „gorszych” dni. Można zrozumieć PMS? Autor udowadnia, że można!

Wspólna modlitwa, pragnienia i potrzeby, różnice między seksem a współżyciem, pornografia – tematy, o których trudno mówić ze smakiem, a jednocześnie jasno i subtelnie. Autorowi bez wątpienia się to udało.

Wspólnota małżeńska nie jest dziełem przypadku, nie jest czymś, co się „uda albo nie uda”, w zależności od tego, czy zgrają się charaktery i indywidualne upodobania. Jest natomiast owocem ciężkiej pracy, która tak naprawdę zaczyna się od rezygnacji z nieustannej autopromocji na rzecz budowania wspólnoty. Wbrew pozorom nie chodzi o fatalistyczne porzucenie pięknych ideałów i zgodę na szarą, smutną i pozbawioną perspektyw koegzystencję, ale na wejście całym sercem w komunię z drugim człowiekiem, by wspólnie stworzyć nowe, wspaniałe dzieło.
Str. 90

Nie ukrywam, że dla mnie najbardziej wartościowe były jednak dwa ostatnie rozdziały – o rodzicielstwie i niepłodności. Od płodności, po wychowanie i odejście dziecka z domu – również odejście związane z jego śmiercią. Dla mnie są to tematy trudne, o których chętnie słucham bądź czytam, jeśli ktoś potrafi mówić o nich tak, bym nie czuła się oceniona z góry. Tutaj oceniona się nie czułam, choć były takie momenty, że byłam lekturą mocno dotknięta.

Cieszę się, że trafiłam na tę książkę – uważam, że powinna być lekturą obowiązkową na kursach przedmałżeńskich i chętnie będę polecać ją znajomym małżeństwom. Idealny prezent dla nowożeńców! Dziękuję Wydawnictwu PROMIC za lekturę!

Tytuł Małżeński labirynt
Autor Piotr Kieniewicz MIC
Wydawnictwo PROMIC
Liczba stron 264
Cena 25 zł

Opublikowano Recenzje | Otagowano , , , , , , | 2 komentarze

Być, czuć, smakować.

Zadanie dla nas na najbliższe dwa tygodnie.
Startujemy 5.05.2018, kończymy 18.05.2018 r.

➡️Na czym polega to zadanie i czemu ma służyć?

Służyć ma odpoczynkowi, większej samoświadomości. Osoby wierzące mogą szukać tutaj również miejsca do spotkania z Bogiem.
Na czym polega zadanie?
„Popatrz na swoje życie i na to, jak spędzasz czas: co jest twoim najbardziej kuszącym uzależnieniem? Nazwij swoje tanie wino.”
Jennie Allen

ZADANIE

Przez najbliższe dwa tygodnie znajdź chwilę (bądź kilka takich chwil) na odłączenie się od świata wirtualnego. Na jak długo jesteś w stanie wyłączyć telefon, tablet, komputer?
Co zrobić z tym czasem? Można sięgnąć po książkę, wyjść na spacer, pobawić się z dzieckiem, kupić i pomalować kolorowankę, pójść na lody z koleżanką/przyjaciółką/.

Być, czuć, smakować.

 

Pomysł na to konkretne wyzwanie powstał we mnie po lekturze książki Jennie Allen „Niczego nie musisz udowadniać – dlaczego możesz przestać tak bardzo się starać” – polecam jej lekturę! Książka jest z Wydawnictwo WAM, dostępna m.in. w Empiku.

„Bo chodzi o to: chcę pragnąć Boga bardziej. Chcę zwracać się do Niego w modlitwie każdego ranka, gdy tylko otworzę oczy, zamiast sięgać po telefon. Kiedy doznaję rozczarowania, chcę pragnąć Jego pocieszenia, a nie śmietankowych lodów z kawałkami ciasteczek. Chcę cieszyć się z Jego miłości do mnie, a nie próbować znaleźć ją u ludzi, którzy nigdy nie będą w stanie mnie usatysfakcjonować.
Tanie wino tego świata zawsze wysycha. Zawsze zostawia nas w niespełnieniu”
Fragment z książki „Niczego nie musisz udowadniać – dlaczego możesz przestać tak bardzo się starać”, str.120, Jennie Allen

Opublikowano Chwile z życia | Otagowano , , | Skomentuj

Niczego nie musisz udowadniać

Czy jestem wystarczająco dobra? Czy jestem…?

Pytania sięgające do zamkniętego dotąd zakamarka serca wydzierały ze mnie bolesną prawdę – tak, nie czuję się wystarczająco dobra.

To pytanie było pierwsze, wracało od czasu do czasu, bym o nim zbyt szybko nie zapomniała…

Jennie Allen to żona pastora, kobieta bardzo doświadczona i pracująca nad sobą i swoimi lękami, oczekiwaniami, patrzeniem na świat. To ona zadała mi to i wiele innych pytań w książce Wydawnictwa WAM Niczego nie musisz udowadniać – dlaczego możesz przestać tak bardzo się starać.

Przeczytałam wiadomość z Wydawnictwa WAM o książce stojąc w korku. Zobaczyłam tylko tytuł publikacji, musiałam odłożyć telefon by jechać dalej. Przez głowę przeszły mi myśli w stylu: tytuł bardzo do mnie, ciekawe jednak o czym jest ta książka. Myślałam, że to poradnik jakich wiele – trochę o wszystkim, trochę o niczym… Gdy przeczytałam jednak całą wiadomość, postanowiłam to sprawdzić – zapowiedź była bardzo przekonywująca…

„Próbujesz sprostać oczekiwaniom za wszelką cenę?” – to tylko początek… Zapewniano mnie, że uwolnię się od presji, która mnie tłamsi i nie będę musiała ciągle żyć w biegu ku ogarnięciu chaosu. Obiecano mi, że uda mi się zaakceptować swoje pragnienia i nauczę się je zaspokajać w Bogu. Sugerowano cel – jedyny, słuszny: poznać i pokochać Jezusa.

Czy lektura tej książki rzeczywiście mi to dała? Nie, nie dała.

Czytając tę publikację bardzo mocno poczułam, że żadna książka mi nie pomoże. Pomocy szukać muszę w innym miejscu. Ta lektura pokazała mi gdzie jej szukać, jak to zrobić i…czego tak właściwie mi potrzeba.

To nie jest zwykły poradnik. To podróż przez życie Jennie Allen, która opowiadając o swoich doświadczeniach, prowadziła mnie przez moje własne ograniczenia, lęki i oczekiwania. Choć wydawać by się mogło, że polska katoliczka i amerykańska żona pastora mają ze sobą mało wspólnego… Okazało się jednak coś zupełnie odwrotnego.

Często stajemy się odrętwiałe, bo myślimy, że nie poradzimy sobie z ciemnością: ciemnością w nas samych, ciemnością wokół nas. Nasze serca zmęczyły się dźwiganiem bólu i zaprzestanie wszystkiego wydaje się łatwiejsze. Wierzymy w kłamstwo, że pełne życie to życie bez bólu. Ale gdy tkwimy w ciemności, rozpaczliwie szukamy Boga – nie Jego wyobrażenia, ale Jego samego. On tam jest, zaraz za naszą wizją o doskonałym, wygodnym życiu. Str.217

Autorka w nietypowy sposób odwołuje się do Biblii. Słowami i jakby spojrzeniem biblijnych postaci opowiada np. spotkanie Samarytanki z Jezusem (z jej perspektywy), czy Marii (siostry Łazarza). To właśnie opowieść Marii dotknęła mnie najbardziej. Opowiada o swoich uczuciach, o tym jak zwątpiła, gdy umarł jej brat. Po tym rozważaniu autorka prowadzi czytelnika przez myśli o strachu i nadziei. Prowadzi przez doświadczenia swoje i swoich najbliższych, stając mi się bliska i „swoja”. Każdy taki rozdział kończy modlitwą, pytaniami obok których nie da się przejść obojętnie, zachętą do rozmowy z przyjaciółką i zadaniem, którego wykonanie może stać się kamieniem milowym ku większej wolności. To jednak jeszcze przede mną…

Nie da się przeczytać tej lektury szybko i bez refleksji. Ona potrzebuje czasu – jak każda zmiana w życiu. Czy damy sobie ten czas – zależy od nas. Pojawiła się jednak publikacja, która może być w tym niezwykle pomocna. Będę do niej wracać, gdy wrócę z rekolekcji. Polecam każdej kobiecie, która potrzebuje spełnienia; połączenia, by nie czuć się samotną; odpoczynku; zakończenia bierności, by podjąć ryzyko; zamiany strachu na nadzieję; zastąpienia wstydu łaską i pustki powołaniem. Sięgając po nią po raz kolejny, będę o tym mówić – uważam, że warto!

Dziękuję Wydawnictwu WAM za książkę, po lekturze której nie będę już taka jak przedtem.

Tytuł Niczego nie musisz udowadniać – dlaczego możesz przestać tak bardzo się starać.
Autor Jennie Allen
Wydawnictwo WAM
Liczba stron 304
Cena 36,90 zł (obecnie 33,21 zł u Wydawcy)

 

Opublikowano Recenzje | Otagowano , , , | Skomentuj

Zaginiona

Z zapartym tchem poznawałam ostatnio pewną policjantkę. Nazywa się Nikki Boyd i prowadzi śledztwa mające na celu odnajdywanie osób zaginionych. Spotkałam ją w fantastycznej powieści Zaginiona autorstwa Lisy Harris. Choć jest to drugi tom z serii „Akta Nikki Boyd”, a o pierwszym wcześniej nie słyszałam, czułam się porwana jej treścią i fantastycznymi splotami wydarzeń.

Wcześniejszy tom pt. Wendeta jest odrębną historią, choć gdy czytałam jego opis zauważyłam, że obie historie są ze sobą połączone.

Spokojnie można jednak sięgnąć po Zaginioną, bez obaw, że któryś z wątków będzie niejasny czy niespójny z całością.

Lisa Harris stworzyła opowieść niesamowitą. Weszłam dzięki niej w świat poszukiwań, przestępczości zorganizowanej, ludzkiej zachłanności, ale również nałogu, żałoby, bólu, strachu i … miłości. Wszystko to stworzyło jedną wspaniałą i niebagatelną przygodę, która wciągała mnie jak magnez i nie mogłam się od niej oderwać. Wydawnictwo Dreams bez wątpienia wiedzie u mnie prym w powieściach trzymających w napięciu, a przy tym niosących głębokie, szczere przesłanie – o tym, że Bóg jest i się o nas troszczy.

Choć odniesień do Boga w tej powieści na pozór nie widać. Czasem tylko agentka Boyd pyta Boga „czy to właśnie tak mam umrzeć?”. Wielokrotnie stawała twarzą w twarz ze śmiercią – chciano ją zastrzelić, wysadzić na łodzi, porwano ją i grożono uduszeniem. Straszne prawda? Tak się tylko na pozór wydaje. Każda z tych sytuacji miała dla reszty powieści i samej postaci ogromny sens.

Agentka Nikki nie bez powodu pracuje w dziale poszukiwań osób zaginionych – przed laty Łowca Aniołków uprowadził jej siostrę, której dotąd nie odnaleziono. Czy policjantka trafi na jego trop?
Choć żyje w ciągłym poczuciu straty i winy, jest idealnym śledczym.

Opowieść krąży głównie wokół zaginionej Lucy Hudson – w jej domu znaleziono zwłoki, później zabito również jej męża. Wszystko to zatacza ogromny krąg – mąż Lucy zostaje zamordowany na łodzi należącej do przyjaciela policjantki. Czy mężczyzna ma z tym coś wspólnego? Dlaczego jego teść porywa łódź, a potem zostaje zamordowany? Czy agentka jest obiektywna?

W powieści pojawia się bardzo wiele barwnych postaci. Każda z nich wnosi coś wartościowego i intrygującego do fabuły. Dużym plusem publikacji jest to, że wszystko jest niesamowicie spójne, pełne, wciągające, intrygujące.

Czytając o kolejnych wydarzeniach wchodzimy też w głąb ludzkiej psychiki – przedstawionej w sposób mistrzowski! Lęki, brak wiary i nadziei, miłość, przemiana – w każdej postaci można odnaleźć kawałek swojej historii.

Mnie ta powieść zachwyciła. Mam nadzieję sięgnąć kiedyś po inne publikacje Lisy Harris – spodziewam się, że mogą być równie dobre i intrygujące. Idealna lektura na wolny wieczór! Zapewniam, że wieczór ten będzie długi – sama nie zdołałam odkleić się od książki.

Dziękuję Wydawnictwu Dreams za kolejną przygodę pełną niewiadomych i wodzącą mnie za nos, aż do ostatniej strony lektury!

Tytuł Zaginiona
Autor Lisa Harris
Wydawnictwo Dreams
Liczba stron 368
Premiera 17.04.2018
Cena 34,90 zł

 

Pierwsze zdjęcie jest własnością Wydawnictwa.

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Opublikowano Recenzje | Otagowano , , , | Skomentuj

Białoruskie kontrasty

„Podróż na Karaiby będziecie wspominać przez pół roku. Wizytę na Białorusi – przez całe życie” – to jedno z pierwszych zdań, które przeczytałam w książce Białoruś imperium kontrastów i pomyślałam, że zapowiada się bardzo ciekawa podróż. Jak zwykle się nie zawiodłam…

To opowieść z czterech podróży napisana przez Artura Zygmuntowicza. Nie jest to pierwsza publikacja autora – ma na swoim koncie książkę poświęconą Polsce Wschodniej Ziemia o ludzkiej twarzy oraz Piłeczki w palcach żonglerów, która odsłania kulisy funkcjonowania korporacji farmaceutycznych w Polsce. Kilka dni temu na rynek trafiła białoruska historia, w planach wydawniczych autora jest również cykl reportaży z Mołdawii i Zanzibaru. Przyznam, że z wielką chęcią sięgnę po inne publikacje Zygmuntowicza.

Autor jest mistrzem wprowadzania dygresji, co zwykle bardzo irytuje mnie podczas lektury. Tutaj było zupełnie inaczej. Podróżnik pisze w taki sposób, że każdą kolejną stronę pochłaniałam z lekkością i nieukrywaną przyjemnością. Wiele książek podróżniczych wydanych przez Bernardinum jest dobrych, tą zaliczyłabym do najlepszych.

Skąd taki tytuł? O jaki kontrast chodzi?

Kiedy poznawałam kolejne strony opowieści widziałam ją jednak bardzo wyraźnie. Białorusini zarabiają mało, a wydają wiele (nie zaciągając długów!); państwo jest opiekuńcze, a zarazem nie znosi sprzeciwu i pokazuje swą władze za pomocą pałek; prezydenta jedni kochają, drudzy nienawidzą; kontrast stanowi wygląd stolicy w stosunku do wiosek przypominających dwudziestolecie międzywojenne; urzędnicy białoruscy zawsze mają rację i potrafią to udowodnić, a przeciętny obywatel odda swoją ostatnią koszulę, kiedy tylko zaufa przybyszowi.

Wiele różnych aspektów – przyroda, zabytki (i sposób o ich dbanie, a raczej brak dbałości białoruskiej władzy), ludzie, białoruskie święta, środki transportu, typowe dla Białorusinów patrzenie na świat i wyjątkowe fast foody – o tym wszystkim dowiedziałam się z kartek opowieści.

Autor porusza wiele dziedzin opisując je w krótkich reportażach, których dopełnieniem jest wiele fantastycznych fotografii.

Cztery podróże, w tym dwa na rowerach. Wciągające opowieści o przygodach na przejściach granicznych (w tym również takim ze złamaniem prawa i okłamaniem granicznika). Opowieści o ludziach, z którymi podróżuje autor – niezwykle szczere, proste, wciągające. Chce się więcej i więcej – czułam się trochę jak kolejna uczestniczka tych wypraw.

Do tej pory Białoruś kojarzyła mi się tylko z silną władzą Łukaszenki. Po lekturze książki jest zupełnie inaczej. Nie tylko na Łukaszenkę patrzę teraz inaczej. Poznałam Białoruś jako państwo pełne kolorów, pięknych miejsc, niesamowitych postaci i władzy, która ma ogromny wpływ na społeczeństwo (nikt się temu nie przeciwstawia, a KGB wie o wszystkim i wszystkich bardzo wiele!).

W Areszcie Śledczym nr 1 w Mińsku wyrok śmierci wykonuje się strzałem z pistoletu w tył głowy. Rodzina straconego nie jest informowana o miejscu pochówku, a jedynie o fakcie stracenia skazanego. Wokół budynku Aresztu Śledczego panuje spokój. Nikt nie protestuje, nikt nie manifestuje poparcia. Ludzie przechodzą obok aresztu, rozmawiając przez komórki lub jedząc lody. Miejsce jak inne. Str. 184

Wiele opisywanych sytuacji mocno mnie rozbawiło. Autor bardzo barwnie opisuje również to co widział, słyszał, a nawet to co jadł (śmiałam się w głos czytając o piwie nazwanym „szczochami szatana”). Pewna lekkość, pasujące do reszty dygresje, duże poczucie humoru – wszystko to sprawiało, że często i chętnie wracałam do lektury.

Czy jest jakiś minus? Tak, jeden. Opowieść się szybko skończyła, a szkoda…

Dziękuję Wydawnictwu Bernardinum za kolejną fantastyczną podróż!

Tytuł Białoruś imperium kontrastów
Autor Artur Zygmuntowicz
Wydawnictwo Bernardinum
Liczba stron 304
Cena 44,90 zł


Grafika należy do Wydawnictwa, pozostałe zdjęcia są mojego autorstwa.

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Opublikowano Recenzje | Otagowano | Skomentuj

Ciszo przemów!

 

Cisza – gdy wypowiesz jej imię – znika

Nie pamiętam skąd pochodzą te słowa. Szukając w internecie ich autora, nie znalazłam zbyt wiele… Pamiętam jednak sytuację, gdy użyłam ich po raz pierwszy.

Na drugim roku studiów miałam zajęcia z autoprezentacji. Wykładowczyni kazała przygotować nam pięciominutową wypowiedź do zaprezentowania na forum grupy. Pamiętam, że nie bałam się grupy – byliśmy wtedy bardzo zgraną paczką. Bałam się jednak naszej wykładowczyni – nie dawała nam powodu do tego, by ją lubić…

Nie bardzo wiedziałam o czym mogłabym powiedzieć. Pomyślałam wtedy, że podzielę się wrażeniami z rekolekcji, na których byłam w wakacje. Szybko jednak zrezygnowałam. Został mi szczątkowy pomysł – cisza. Tak! Temat ciszy wydawał mi się być najlepszym pomysłem. Zawsze w razie gdyby język zaczął mi się plątać – został temat rekolekcji, a o nich mogłam gadać bez końca, a w końcu związany był z ciszą bardzo.

Dziś temat ciszy do mnie wraca – po kilku latach przerwy jadę niedługo na rekolekcje ignacjańskie. I serce już się rwie, tęskni, pragnie…

Cisza jest nie tylko milczeniem. Jest stanem umysłu, serca, patrzenia na świat.

Cisza w codziennym życiu może wydawać się niemożliwa – sama jestem matką dwójki małych dzieci. Każda matka wie, że dzieci i cisza raczej w parze nie chodzą.

W sklepach głośno grająca muzyka, w samochodzie odruchowo włączone radio, na ulicy szum. A w domu? Dzieci, może telewizor, zmywarka, YouTube?

Dla mnie cisza to nieustanna nauka uczenia się bycia z sobą. Nie tylko chwila bez dzieci i radia (którego w domu nie słucham). To także chwila bez mediów społecznościowych i telefonu. Tylko ja i ona. Bez miliona galopujących myśli o tym, co jeszcze dziś trzeba załatwić. Taka cisza jest trudna.

W ciszy głośniej słyszę siebie – swoje pragnienia, troski, zranienia. Ona potrafi bardzo mocno boleć.

Czy można żyć w ciszy, nawet gdy wokół jest głośno? Można!

Cisza jest w nas, nie wokół nas. Zewnętrzne czynniki mogą pomóc nam ją odnaleźć, ale tak naprawdę to moje nastawienie jest tu kluczowe.

Czasem udaje mi się usiąść na chwilę, zamknąć oczy i zwyczajnie posiedzieć. Takie chwile dają mi niesamowicie dużo sił. Gdy uda mi się wyjść na samotny spacer (na wsi naprzeciwko mojego osiedla) słyszę często siebie, nawet gdy wokół coś się dzieje – widzę to, ale nie jest mnie to w stanie wybić z rytmu.

Jestem ja, wiatr we włosach, cisza i Bóg – jeśli Go do tej ciszy dopuszczę. To też jest dla mnie bardzo trudne. Co wydarzy się jeśli coś w tej ciszy jednak usłyszę?

Dzięki niej czuję się spokojna. Chcę jej więcej. Ciszo, przyjdź, rozgość się, zostań…

 

Fot.z pixabay.com

 

Opublikowano Chwile z życia | Otagowano , | Skomentuj

Zwiastunka miłości

Św. Maria Magdalena. Zwiastunka miłości eucharystycznej to nieszablonowa opowieść o wielkiej Apostołce. Publikacja, która mnie zaskoczyła i pokazała jak pisać o świętych, by do nich nie zniechęcać…

Ks. Sean Davidson stworzył fabułę zgodną z nauczaniem Kościoła i Pismem Świętym, a jednocześnie bardzo wciągająca, bliską ludzkiemu sercu.

Gdy czytam opowieści o świętych, miewam problemy z przyswojeniem języka używanego przez autorów. Osobie, która nie jest ani teologiem, ani nie pracuje w żaden sposób naukowo, ciężko przychodzi czytanie traktatów i opisów zawierających skomplikowaną terminologię. Czytając Św. Marię Magdalenę miałam wrażenie, że autor opisuje bardziej kogoś kogo zna, niż abstrakcyjną postać, o której gdzieś kiedyś słyszał.

Autor nie mówi językiem łatwym. Opowiada jednak w taki sposób, że pobudza serce do dalszej lektury – moje serce niejednokrotnie poruszał bardzo mocno. Jego dobór słów i sposób narracji sprawiają, że lektura jest przyjemnością, a nie drogą przez literacką mękę.

Choć początek książki wcale tego nie zapowiadał… Czytając rozdział „Jedna kobieta czy trzy?” zastanawiałam się czy cała książka będzie tak głęboką analizą biblijną. Okazało się jednak, że było to tylko pewne wprowadzenie w dalsze, bardziej duchowe rozważania.

Kolejnych sześć rozdziałów mocno mnie zaskoczyło – bardzo pozytywnie. Nie do końca nazwałabym to medytacją. Czułam się raczej poprowadzona za rękę przez wydarzenia z życia świętej i Jezusa – w chronologicznym porządku, od czasu, gdy się spotkali, do zmartwychwstania Jezusa. Rozważania bardzo proste, ale głębokie. Mówiące o głównej bohaterce, ale również o współczesnym traktowaniu Jezusa i Najświętszego Sakramentu – wszystko połączone w sposób nienachalny i po mistrzowsku spójny.

Kilka fragmentów dotknęło mnie na tyle mocno, że odkładałam lekturę i „chodziłam” z tekstem resztę dnia.

Od momentu, w którym ujrzała oblicze tego świętego człowieka, całą sobą rozumiała, że Bóg, o którym ów nauczyciel mówił, jest Dobrocią. Zawsze przeczuwała, że Stwórca jest surowym Sędzią, do którego nie odważyłaby się zbliżyć, teraz jednak pojęła sens słów psalmu, który słyszała tyle razy w młodości i który zawsze był dla niej zagadkowy: „Pan jest łagodny i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy, Pan jest dobry dla wszystkich” (Ps 145, 8-9). Teraz prawda tych słów stała się dla niej jasna jak światło słonecznego dnia. Str. 68

Nie jest to jednak tylko opowieść o relacji Jezusa z Marią Magdaleną. Autor, opierając się na opisach biblijnych, przedstawia różne sytuacje, które były Ich udziałem. Pokazuje jak wielkie przebaczenie i uwolnienie płynie ze szczerego spotkania z Chrystusem. Daje przykłady tego jak święta bardzo kochała Mistrza i pomimo ludzkiego sprzeciwu np. namaściła Go publicznie.

Nie są to suche opisy czy psychologiczne analizy zachowań świętej. Nazwałabym to raczej wejrzenie w jej kobiece, poranione serce, które dostrzegło to, czego nie widzieli w Jezusie inni.

Warto, żebyśmy sami zadali sobie to pytanie: ile spośród 1440 minut w ciągu dnia poświęcam na myślenie o Jezusie, a jak wiele czasu spędzam na myśleniu o ulotnych, doczesnych sprawach materialnych? Str.123

To jedna z tych publikacji, które zostają we mnie jeszcze długi czas po zakończeniu lektury. Bardzo dziękuję za nią Wydawnictwu PROMIC!

Tytuł Św. Maria Magdalena. Zwiastunka miłości eucharystycznej
Autor Ks. Sean Davidson
Wydawnictwo PROMIC
Liczba stron 248
Cena 25,90 zł

Opublikowano Recenzje | Otagowano , , , | 2 komentarze

Kwiaty Boga

Kolejna wartościowa lektura od Wydawnictwa Dreams za mną… Tym razem to nie powieść, ani duchowość.

Kwiaty Boga to opowieści kilkunastu kobiet, którym życie nie ułożyło się tak, jak marzyły. Puszczalskie? Nieodpowiedzialne? A może zagubione, poranione? Bohaterki, których historia zaczyna się odmieniać w łódzkim Domu Samotnej Matki. Wiele kobiet, wiele spojrzeń, sporo ran i bólu. I miłość, którą znalazły tam, gdzie się jej nie spodziewały.

Każda historia jest inna. Wiele z nich łączą rany i zaniedbania z dzieciństwa, molestowanie. Często odnosiłam wrażenie, że wiele z tych historii łączy wspólny mianownik – poszukiwanie miłości.

Bohaterki znajdywały tę miłość, lecz nie tam gdzie marzyły… Kolejne zawody miłosne i kolejne ciąże. Różne miałam odczucia czytając ich historie. Czasem irytowałam się, myśląc – niech ona się ogarnie! Potem przychodziła jednak refleksja: a co jeśli nie potrafi?

Słyszałam już wiele podobnych historii, gdy podczas studiów odwiedzałam Dom Samotnej Matki w Gdańsku Matemblewie. Dla wielu kobiet było to pierwsze miejsce, w którym otrzymały bezinteresowną pomoc. Wiele z nich otrzymywało tam wsparcie nie tylko fizyczne, mieszkaniowe, bytowe – ale również psychiczne i duchowe.

Podobnie działa DSM w Łodzi – poznajemy ten ośrodek z opowiadań kobiet.

Bardzo szczere wyznania. Wielokrotnie ściskało mnie za serce. Tyle bólu i walki o życie swoje i dzieci! Ostatnia historia, opowiedziana przez siostrę Magdalenę dotknęła mnie szczególnie mocno…

Pod koniec stycznia 2015 roku Karolina bardzo chciała spotkać się z córeczkami. Ona sama na wózku inwalidzkim, dziewczynki biegające i śmiejące się do mamy. Zobaczyła, jak się zmieniły, że są szczęśliwe i kochane, w rodzinie, w której chciała, by były. Wiele razy w czasie choroby starszą córką, Zosią, opiekowała się księgowa domu samotnej matki razem ze swoim mężem. Zabierała ją do siebie – do domu – na weekendy, a później na całe tygodnie. Tamten dzień styczniowy był pożegnaniem Karoliny z córeczkami. Myślę, że wiedziała, że nie musi już walczyć, że może się poddać, odpocząć, bo jej dziewczynki są bezpieczne. Str.141

Wszystkie te opowieści – mocne, trudne, dające do myślenia. Nie jest to lektura do poduszki. Warto jednak po nią sięgnąć i poznać świat oczami tych, które na co dzień doznają więcej ocenienia i odrzucenia niż zrozumienia… To prawdziwe Kwiaty Boga – postarajmy się tak na nie spojrzeć…

Dziękuję Wydawnictwu Dreams za egzemplarz recenzencki!

Tytuł Kwiaty Boga
Autorkami są bohaterki książki, wybór Małgorzata Kotwica
Wydawnictwo Dreams
Liczba stron 144
Cena 19 zł

Zdjęcia są własnością Wydawnictwa

Opublikowano Recenzje | Otagowano , , , , , | 1 komentarz