Katastrofa na plaży

Wydawnictwo PROMIC wydało kolejny, siódmy tom z serii „Twój Anioł z Nieba” – tym razem pod tytułem „Katastrofa na plaży”. Rodzina Dobrzyńskich (rodzice z trójką dzieci) wybrała się na wspólny urlop nad morze. Jednym z głównych bohaterów jest Antek.

Mimo wakacji nie wszystko układa się po myśli chłopca. Jest bardzo smutny, ponieważ musi bawić się sam. Rodzice zajmują się głównie najmłodszym dzieckiem – małą siostrzyczką bohatera. Na pomoc przyjacielowi przylatuje jego Anioł Stróż. Czy to będzie oznaczać koniec kłopotów chłopca? Antek wpada na pomysł, że będzie wyręczał wszystkich w obowiązkach – tak by rodzice znaleźli dla niego czas. Niestety nie wychodzi mu to zbyt dobrze – katastrofa to idealne określenie jego działań. W końcu przyznaje tacie, że brakuje mu towarzystwa rodziców. Ten obiecuje mu lody tylko we dwoje, co zmienia diametralnie nastrój Antka. Bajka kończy się opisem wspólnej budowy fortu przez całą rodzinę na plaży.

Dla mnie ta opowieść niesie ze sobą bardzo ważne przesłanie – każde dziecko potrzebuje zainteresowania i chwili z rodzicami na wyłączność. Myślę, że jest to szansa dla każdego rodzica – spojrzenie na świat oczami dziecka.

Mój 4 letni synek chętnie słuchał opowieści, choć nie wszystko z niej rozumiał. Polecam lekturę bardziej dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Nas zainspirowała ona do kolejnej rozmowy o aniołach, którzy są dla nas pomocą w trudnych sytuacjach.

Dużą zaletą tej publikacji są obrazki – bardzo ładne i współgrające z tekstem. Duże litery mogą być też pomocne początkującym czytelnikom w samodzielnej lekturze. Tę pozycję bez wahania polecam!

Dziękuję Wydawnictwu PROMIC za lekturę!

Tytuł: „Katastrofa na plaży”
Autor: Edmond Prochain
Wydawnictwo: PROMIC
Liczba stron: 64
Cena: 14,90 zł

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Opublikowano Bez kategorii | 12 komentarzy

Małżeństwo na 9 sposobów!

Mark Gungor to autor, który mnie solidnie rozbawił. Choć książka „9 małżeńskich porad, a każda warta MILION DOLARÓW” jest pozycją z wartościowymi treściami, to zawiera w sobie taką dawkę dystansu i dobrego humoru, że chce się więcej i więcej. Ilość pozytywnego przesłania jest odwrotnie proporcjonalna do objętości tej publikacji. Nie jest to opasły tom, ale zawiera w sobie wiele życiowej mądrości.

Mark jest pastorem, doradcą rodzinnym i mężem od przeszło 40 lat. Łącząc ze sobą wszystkie te funkcje daje w nasze ręce dzieło, po które mogą sięgnąć narzeczeni i małżeństwa z różnym stażem.

Książka składa się z dziewięciu rozdziałów, każdy z nich to jedna rada. Choć czyta się ją błyskawicznie, można ją też dawkować – np. po jednym rozdziale by treść bardziej oswoić i wcielić w życie.

Każdy rozdział wzbogacony jest obrazkami, które mnie bardzo się podobają.

Rady dotyczą codziennych sytuacji – np. tego byśmy byli dla siebie mili i cierpliwi czy byśmy nie zamykali się w małżeństwie przed innymi ludźmi. Nawet jeśli komuś wydaje się, że jest idealnym małżonkiem – ta książka może to zmienić!

Pozbądźcie się bezsensownego sposobu myślenia w rodzaju: „Jeżeli naprawdę mnie kocha, to z pewnością się domyśli, jak się czuję!”. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Szczerze? Twoje podszyte emocjami biadolenie może być tak wyczerpujące i irytujące, tak nudne i dokuczliwe, że po jakimś czasie ta druga strona nawet nie będzie chciała próbować Cię zrozumieć. Będzie mieć na tyle dość odczytywania twoich „mistycznych” sygnałów, że w końcu się podda. (str.60)
Znasz to skądś? Bo ja tak… Niejednokrotnie czułam się dotknięta jego słowami – nie tylko tymi powyżej.

Zachęcam do lektury wszystkich traktujących poważnie swoje narzeczeństwo i małżeństwo oraz doradcom życia rodzinnego. Z pewnością rozpali iskrę, która może zmienić się w wielki ogień małżeńskiej miłości i da nowe spojrzenie na rzeczy z pozoru do tej pory znane.

Dziękuję Oficynie Wydawniczej VOCATIO   za lekturę!

Tytuł: „9 małżeńskich porad, a każda warta MILION DOLARÓW”
Autor: Mark Gungor
Wydawnictwo: VOCATIO
Liczba stron: 88
Cena: 24,90 zł

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Opublikowano Bez kategorii | 16 komentarzy

Odkryj w sobie piękno!

Po pierwszej ciąży miałam brzuch poryty przez rozstępy jakby napadły mnie dzikie psy – moja samoakceptacja spadła na samo dno. Nie, nie chodziło o rozstępy. Chodziło o to, że moje życie się zmieniło. Nie wysypiałam się, nie miałam tyle czasu dla siebie co wcześniej. Czułam się złą matką, bo zdarzało mi się myśleć często o tym czego JA potrzebuję – nawet jeśli nie było to w moim zasięgu.

Z drugą ciążą przyszło jeszcze więcej rozstępów. I pozostała fałda skóry, która sprawia, że niektórzy pytają kiedy urodzi się trzecie dziecko (wszak czasem wyglądam jak w piątym miesiącu ciąży). Nie, nie jestem w ciąży. Ot, taka mała pamiątka po dwóch już przebytych.

Dziś mam jeszcze mniej czasu. Teoretycznie mniej się realizuję. Czasem mam dość, mam chęć ucieczki. Choć zmieniło się wiele. Jestem piękna. Jestem wartościowa. Myślę też o sobie.

Jak to się stało?

Ktoś mi powiedział – zatrzymaj się, zadbaj o siebie, rozwijaj swoje pasje.

Czy on uważał, że jestem brzydka? Ależ skąd! Mówiąc „zadbaj o siebie” nie chodziło mu o mój wygląd (choć może też i o niego, kto wie?). Po rozmowie z nim szukam czasu tylko dla siebie. Moje akumulatorki ładują się wtedy tak szybko, że mogę wrócić do codziennych obowiązków z nową parą. Mniej krzyczę, więcej widzę, prawdziwie się uśmiecham. Widzę siebie.

Zatrzymaj się, zadbaj o siebie, rozwijaj swoje pasje.

Na początku pomyślałam: dobre, ja przecież nawet do WC spokojnie nie mam czasu iść! Za jego radą zaczęłam patrzeć jak wygląda mój dzień i ile czasu „marnuję” na rzeczy niepotrzebne. Telewizji nie oglądam, ale tablicę na fb potrafiłam przeglądać długo. Po co? Nie wiem… Wyczyściłam na fb wszystkie niepotrzebne kontakty, grupy do których bezmyślnie zaglądałam, strony, na które wchodziłam bez celu. I nagle zobaczyłam, że mam chwilę by usiąść i poczytać – a ja tak kocham książki! Potem znalazłam inne zapchajdziury. I je zlikwidowałam. Czas nie jest z gumy. Ale to my decydujemy na co go wykorzystamy.

Zatrzymaj się, zadbaj o siebie, rozwijaj swoje pasje.

Czasem zapominam jaka jestem cenna. Wierzę w kłamstwo, że do niczego się nie nadaję. Czasem mam momenty zwątpienia. Wtedy pozostaje mi tylko i aż „Jezu, Ty się tym zajmij!”.

Zatrzymaj się, zadbaj o siebie, rozwijaj swoje pasje.

Przedwczoraj zapytałam mojego męża jaka jest moja największa zaleta. Jego odpowiedź mnie zaskoczyła. Tak rzadko patrzymy na siebie przez pryzmat swoich zalet, ważniejsze wydają się braki. Może przyszedł czas by zapytać siebie i innych – jakie są moje największe zalety? Może już czas znaleźć przestrzeń tylko dla siebie? Może warto zainwestować w swoją pasję by jeszcze bardziej twórczo żyć? A może by tak spojrzeć na siebie łaskawszym okiem – wszak największe piękno jest w nas, a nie na zewnątrz… Może warto żyć? – tak po prostu.

 

Zdjęcie autorstwa W.K. Fotografia

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Opublikowano Bez kategorii | 16 komentarzy

Autosugestia?

Autosugestia. Chrześcijańska sztuka pozytywnego myślenia” – nie jest zwykłym poradnikiem o tym jak dobrze i efektywnie żyć. Choć tytuł książki na początku mocno mnie zniechęcał, do sięgnięcia po lekturę przekonało mnie nazwisko jej autora.

Autosugestia, pozytywne myślenie – nie kojarzy mi się z chrześcijaństwem. Słysząc to, czuję raczej: samodoskonalenie, złudne myślenie, utopia, oszukiwanie siebie. Czy myślenie pozytywne zawsze jest myśleniem prawdziwym? A przecież tylko prawda wyzwala i pomaga dobrze się rozwijać. Autosugestia to nic innego jak powtarzanie sobie pewnych zdań o sobie samym czy wzorców zachowań, nie zawsze prawdziwych. Co więc autosugestia ma wspólnego z chrześcijaństwem?

Choć w książce Anselma Grüna znaleźć można wiele cennych rad, ta pozycja ma w sobie coś wyjątkowego. Sięga do źródeł – do Boga i mądrości Ojców Pustyni. Autor to mnich benedyktyński, z solidnym wykształceniem psychologicznym. Wcześniej natknęłam się na kilka jego publikacji, ciekawa więc byłam tego co chce powiedzieć o autosugestii.

Grün traktuję temat bardzo poważnie i kompleksowo. Pisze, że negatywne myślenie wpływa na całą naszą codzienność – postrzeganie siebie, sposób tworzenia relacji, poczucia bezsensu i nieszczęścia. Nieuporządkowany stosunek do uczuć ma wpływ na smutek, gniew i apatię. Nie jest to jednak traktat o magicznym myśleniu „będzie dobrze”, bo co jeśli jednak tak nie będzie? Autor nie zostawia czytelnika bez pomocy – sięga do doświadczeń starożytnych mnichów. W książce znalazłam wiele przykładów i sposobów na zmianę autosugestii w codziennym życiu. Autor udowadnia, że istnieją możliwości na zmianę życia, relacji, postrzegania Boga, dając radość i uzdrowienie.

Anselm Grün urzekł mnie twierdzeniem, iż należy dotrzeć do korzeni swych złych humorów:

Wszystkie nasze wewnętrzne postawy – nasza zazdrość, nasza złość, nasze użalanie się nad sobą, nasze lęki, nasza wściekłość, nasza radość, nasza cierpliwość, nasze zadowolenie, nasza miłość – wyrażają się w zdaniach, ktore sobie wciąż powtarzamy. (str. 11)

Od wielu lat walczę o pozytywne myślenie. Sięganie do źródeł myśli wydaje mi się niezwykle cenne i niezbędne w drodze po pozytywną autosugestię. W książce znalazłam wiele przykładów i propozycji na zmianę myślenia.

Magdo! Wypowiadaj słowa błogosławieństwa w trudnych chwilach. Odetchnij i wyrzuć z oddechem chęć do sięgnięcia po osąd. To dotknęło mnie najbardziej. Dlaczego? Żyję w wielu trudnych relacjach, w których nie czuję się komfortowo. Osąd przychodzi mi szybko i wkrada się w serce jak jad. Wypowiadanie w tym czasie słów błogosławieństwa jest dla mnie jak zasłonięcie oczu. Pozwala spojrzeć inaczej. Daje wewnętrzną wolność. Podobnie jak powtarzanie w trudnych chwilach fragmentów Pisma Świętego (jak robili to Ojcowie Pustyni).

Zakonnik dużą wagę przywiązuje do tego, iż dobrym sposobem na radzenie sobie z negatywnymi myślami jest ujawnianie ich swojemu ojcu duchownemu. Mam taką możliwość już od kilkunastu lat i wypowiedzenie na głos swoich wątpliwości jest dla mnie jedną z najbardziej cennych rzeczy w rozwoju. Daje to nie tylko inne spojrzenie – osoby bardziej doświadczonej duchowo i stojącej gdzieś obok, bez zbędnej emocjonalności w danej sytuacji. Zwerbalizowanie myśli i usłyszenie własnych słów wydaje mi się być bezcenne.

Autor pisze również o tym by pozytywnie reagować na negatywne myśli. Możemy wpływać na siebie – pozytywnie lub negatywnie, w zależności od myśli, które do siebie dopuszczamy.

Nie powinniśmy ich dusić, ale mądrze się z nimi obchodzić, walczyć z nimi. (str.75)

Grün sięga również do psychologii zachowań. W przypadku natręctw nakazuje się zastopowanie myśli. Gdy nie ma w nich potrzeby, tęsknoty, gdy pojawiają się w sposób wymuszony i są bezowocne – trzeba je odciąć i nie zajmować się nimi. Niestety miałam okazję sprawdzić to na sobie. W moim epizodzie z nerwicą pomogła konsultacja lekarska. Jego rada była taka sama. Odciąć, powiedzieć STOP. Walka była ciężka i długa, ale przyniosła błogosławione skutki.

Można zadać sobie pytanie – który sposób jest najlepszy dla mnie? Wymaga to dobrego daru rozeznania. Często pomocna jest przy tym osoba ojca duchownego. Można zapytać też które myśli są dobre, a które nie? Zakonnik powołuje się na słowa św. Pawła, który kieruje się kryterium miłości, radości, otwartości, cierpliwości, pokoju, dobroci, przyjaźni i wierności.

Z doświadczenia osoby walczącej o siebie, mogę tę lekturę polecić osobom, które czują się nękane i ściągane w dół przez swoje myśli. Moim zdaniem nie zaszkodzi nikomu duchowo ani emocjonalnie, napisana jest z dużą wrażliwością. Starożytni mnisi mieli w sobie mądrość, której brakuje dziś w pędzie życia i patrzenia na efektywność ludzkich działań, nie zaglądając w ludzkie serce.

Dziękuję Wydawnictwu WAM za kolejną wartościową lekturę!

Tytuł: „Autosugestia. Chrześcijańska sztuka pozytywnego myślenia”
Autor: Anselm Grün OSB
Wydawnictwo: WAM
Liczba stron: 112
Cena: 19,90 zł

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage https://www.facebook.com/niezawodnanadzieja

Opublikowano Bez kategorii | 18 komentarzy

Boża codzienność

Słyszałam ostatnio kazanie, które mocno zapadło mi w pamięć. Kapłan pracujący na Ukrainie opowiadał o życiu na misji. Mówił, jak wiele pracy i wysiłku kosztuje życie na obczyźnie. Opowiadał krótko, zdawać by się mogło, że to najważniejsze fakty z jego codziennego życia. Mówił tak, bo nacisk położył na coś zupełnie innego. To co powiedział wbiło mnie w ziemię.

Stwierdził, że jest kiepskim misjonarzem. Opowiadał, że księży już nie słucha się tak jak dawniej, nie darzy się ich takim szacunkiem i zaufaniem jak jeszcze kilka lat temu, a największymi ewangelizatorami są …. rodziny.

Wspomniał o kilku misyjnych rodzinach, które znał. Zapytał wprost – czy patrząc na twoją rodzinę ktoś może stwierdzić, że znacie Jezusa? Ludzie nie chcą kazań, oni chcą miłości. Nie chcą nakazów i zakazów, ale przykładu kumpla z pracy, który kocha i szanuje swoją żonę. Nie chcą wtrącania się kościoła w macice kobiety, ale chcą by koleżanka z pracy wsparła w dylematach, dając przykład tego, że można inaczej i można być przy tym radosną i szczęśliwą. I tak dalej i tak dalej…

Każde kolejne zdanie wbijało mnie w ławkę. Piekły policzki, czułam jak bardzo wytykane są moje błędy. CZUŁAM JAK CZĘSTO NAWALAM. Nawalam jako żona, matka, katoliczka, a przede wszystkim córka Jezusa. Czy widać po mnie moją wiarę?

Czasem ludzie pocieszają mnie, że tak – widać. Ostatnia sytuacja, coś mi pokazała… Pani sprzątająca w bloku klatki schodowe często mnie zagaduje. Czasem się spieszę, czasem rozmawiamy dłużej. Spojrzała dziś na nasze auto stojące przed blokiem i powiedziała

  • To pani, prawda?.
  • Tak, moje.
  • Tak myślałam, że pani, bo ma rybkę z tyłu. A pani jest taka normalna. I ogrodnik ze łzami w oczach mówił, że mu pani kawę ostatnio zrobiła jak zmókł. Wyróżnia się pani tutaj.

Szczerze? Zwaliło mnie z nóg. Nie wiedziałam, że oni odebrali to jako świadectwo mojej wiary. To był impuls, chwila, współczucie. Myślałam raczej: ale ta kobieta musi mieć o mnie zdanie. Znowu widziała jak krzyczę na syna… A jednak – zobaczyła też coś innego. Jak?

Chcę być misyjną rodziną w swoim środowisku. Czy potrafię? Nie wiem…

 

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

Kruche gofry mniam mniam ;)

Jak powszechnie wiadomo – w czasie deszczu dzieci się nudzą. W upały też. Na własne ryzyko zapytałam swego prawie czterolatka czy chce coś dziś upiec. Krzyknął – „tak, gofry!” Więc są – wyszły pyszne, więc dzielimy się przepisem 🙂

Składniki:

  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 2 szklanki mleka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 – 2 łyżki drobnego cukru do wypieków
  • 1/3 szklanki oleju słonecznikowego
  • 2 jajka (żółtka oddzielone od białek)

Wszystkie składniki oprócz białek zmiksować na gładką masę. Białka ubić na sztywną pianę i bardzo delikatnie wymieszać z ciastem (ja mieszam drewnianą łyżką). Piec w gofrownicy przez około 2 – 3 minuty, do rumianego koloru. Studzić na kratce. Polać czekoladą (u nas tak właśnie jest najlepiej) i zjeść ze smakiem.

Smacznego :-).

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

Służebnica

„Służebnica Pańska” Adrienne von Speyr nie jest łatwą opowiastką do poduszki. Gdy wzięłam tę książkę do rąk pierwszy raz, wydobyło się ze mnie „wow”. Bardzo solidnie wykonana okładka zrobiła na mnie niesamowite wrażenie – rzadko trzymam w dłoniach książki, które są w sztywnej i fakturowanej obudowie. To był pozytywny początek do tego co doświadczyłam dalej…

Adrienne von Speyr to szwajcarska lekarka, mistyczka i stygmatyczka, która w czasie bólu i choroby zaczęła spisywać swoje pisma. Styl pisania autorki był dla mnie trudny. Nagromadzenie skomplikowanego słownictwa oraz złożona budowa zdań zmuszały mnie do ponownego czytania danego fragmentu, bywało to męczące. Gdy zaczęłam czytać kolejne strony jej opowieści przez moment myślałam, że zakończę lekturę po kilku rozdziałach. Jednak coś mnie do niej ciągnęło, nie dawało spokoju, pobudzało do refleksji. Właśnie wtedy trafiłam na fragment:

Żyła w postawie modlitwy i dlatego była zdolna we właściwym momencie ujrzeć anioła i okazać mu posłuszeństwo. (str.33)

Te słowa były pierwszą odpowiedzią, jaką dostałam (moje najbardziej nurtujące pytanie – skąd Ona miała siłę? Była taka młoda…). Pytań o Maryję od lat mam bardzo wiele. Ta książka zawiera niezliczoną ilość odpowiedzi, których nie dostałam nigdzie indziej – lecz mogłam je odkryć tylko przebijając się przez styl, w jaki autorka o Niej opowiada. A opowiada niesamowicie. Rozpatruje każdy etap Jej życia, tłumaczy co Nią kierowało, skąd brała siły, jak mogło reagować Jej serce. Skąd pojawiło się fiat w Jej życiu oraz jakie miało konsekwencje. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak dogłębną analizą dziejów Matki, Józefa, czy choćby św. Elżbiety. Nigdy nie doceniałam roli tej ostatniej…

Maryja nie jest już sama ze swoim losem, lecz znajduje pocieszenie i poczucie bezpieczeństwa w wiedzy o podobnym losie jej krewnej. Anioł mówi jej o tym po to, by z tym większą ufnością poświęciła swoje życie. Albowiem żaden człowiek nie jest zdolny całkiem sam dźwigać brzemienia Bożej misji, nawet najbardziej samotny znajduje bratnią duszę. (str. 41)

Ogromnym problemem jest dla mnie polski kult maryjny, który często wydaje się zasłaniać Boga. Także w tym aspekcie po raz kolejny otrzymałam wskazówkę…:

Prowadzi do nawiązania kontaktu między grzesznikiem i jej Synem. Nie staje między nimi jako ktoś trzeci, który tak czy inaczej przesłaniałby widok Syna, lecz usuwa z drogi wszystko, co mogłoby Jego widok zasłaniać. (str.207)

Do tej pozycji z pewnością wrócę. Chcę się nią delektować kawałek po kawałku by być ciągle bliżej Niej. A tym samym bliżej Jezusa i samej siebie. Tym razem nie potraktuję jej jak książki, która ma mi coś opowiedzieć, włączę ją jednak w swoją codzienną modlitwę.

Nie polecam tej opowieści każdemu. Myślę, że to lektura dla wytrwałych, którym zależy na głębszym poznaniu Świętej Rodziny. Nie zniechęcaj się stylem, trwaj w zachwycie pierwszego wrażenia i otwórz się na to co jest jeszcze nie odkryte – a warto to poznać. Poznać Tę, która ufa, kocha i poświęca się jak żadna inna kobieta (co pięknie opisuje autorka). Warto mnie samej jako kobiecie, matce, żonie sięgać do tego wzoru, który choć niedościgniony, wart jest naśladowania.

Tytuł: „Służebnica Pańska”
Autor: Adrienne von Speyr
Wydawnictwo: PROMIC
Liczba stron: 232
Cena: 19,90 zł

Dziękuję Wydawnictwu PROMIC za lekturę!

Opublikowano Bez kategorii | 11 komentarzy

Recenzje Magdy??

Od pewnego czasu można zobaczyć na moim blogu więcej recenzji. Może niektórych z Was to dziwi – wszak kiedyś tego nie było. Skąd ta zmiana?

Przez Bernadkę! (Przepraszam Kochana, musiałam :-*)

Historia zaczęła się kilka miesięcy temu, gdy zostałam zachęcona do startowania w konkursach książkowych. Zaczęły mnie uzależniać – a półka zaczęła się zapełniać. Pomyślałam, że warto dzielić się tymi wartościowymi i wtedy…dostałam wiadomość z Wydawnictwa eSPe. Sprawiło mi to tyle radości, że postanowiłam zrobić krok dalej. Wydawnictwa PROMIC, Esprit, WAM i eSPe postanowiły mi zaufać i podarowały książki do recenzji. Dlaczego akurat księgarnie katolickie?

Sięgnijmy kilka lat wstecz.

Jezus i Kościół były mi zawsze bardzo bliskie. Choć z różnymi perypetiami. Często pomagały mi wtedy książki. Gdy nie było jeszcze w moim życiu wspólnoty ani stałego spowiednika, to właśnie książki formowały mnie na swój sposób. Pomagały w wątpliwościach, umacniały, nadawały kierunek.

Chcę się tym dzielić – dobrą lekturą wskazującą drogę. O tej mniej wartościowej też będę pisać – ku przestrodze.

Pamiętaj jednak, drogi Czytelniku, że jestem pedagogiem, nie teologiem. Mogę popełniać błędy, jestem strasznie subiektywna, bywam marudna i dziwaczna. Podobno każdy jest na swój sposób wariatem – mnie to też nie ominęło.

Będą recenzje książek obyczajowych, bardziej do poduszki. Będą też te trudniejsze. Życzę byś znalazł coś dla siebie.

Nie jestem zawodowym recenzentem, polonistą też nie. Bądź, proszę, łaskawy na moje językowe potknięcia. A jak coś będzie mocno razić – napisz na priv. Nikt nie lubi publicznego linczu, ja też nie. Ale chcę się rozwijać – pomożesz mi w tym?

P.S. Znasz książkę, o której warto napisać? Albo wydawnictwo, do którego warto zgłosić się ze swoją pasją? Daj znać. Zobaczę co dam radę z tym zrobić.

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarze

Żyj!!!

Michał Kociołek to młody, pełen życia i entuzjazmu człowiek, którego opowieść wciąga i mobilizuje. Nie jest coachem, ale udziela cennych rad jak żyć. Robi to lepiej niż niejeden zawodowy doradca. Jego życie jest Życiem przez duże Ż. A to wszystko dzięki…śmierci. Śmierci, która mówiąc potocznie – zajrzała mu w oczy.

Michał pracował jako zawodowy kierowca – od tego zaczyna opowieść o swojej przemianie. Żył rozrzutnie, poważnie się zadłużał, myślał o samobójstwie, stracił wszystko. Wtedy dostał propozycję nowej pracy – jako kierowca. Właśnie tam, za kierownicą, dostał ataku padaczki.. Później był szpital, badania, diagnoza – glejak, operacja, chemio i radioterapia. Choć on wierzył, że wyzdrowieje – nikt nie dawał mu szans. Jak sam mówi, dobrze, że nie powiedziano mu tego wprost, bo nie miałby sił do walki.

Zamiast zamykać się w swojej strefie komfortu, otworzyłem się na to, co niesie kolejny dzień. Doświadczyłem smutku i rozczarowania, ale też wielu innych nowych początków, które przyniosły dobre zmiany. W końcu jeżdżenie po ciasnych i krętych drogach zawsze sprawiało mi dużo więcej frajdy niż długie i wygodne trasy. (str.143)

Dziś Michał jest zdrowy. Żyje inaczej niż wcześniej. Nie spędza wielu godzin przed komputerem, ale jeździ na rowerze. Nie pije alkoholu jak dawniej, nie jeździ już też ciężarówkami – choć marzy o powrocie za jakiś czas (po ataku padaczki stracił prawo jazdy na 10 lat). Żyje i wierzy, że może wszystko, mimo różnych ograniczeń.

Ludzie, których spotykamy na co dzień, lubią narzekać, gasić entuzjazm. Nie słuchaj tych bzdur. Nie wierz w to, że się nie da. Wszystko się da. (str.180)

We mnie ta lektura pozostawiła pragnienie magis – bycia więcej, mocniej, bardziej. Moje życie pokazało już niejednokrotnie, że bywa przewrotne. Nigdy nie wiem czy jutro będzie takie jak chcę – czy nie przyjdzie choroba? Nie siedzę i nie zastanawiam się nad tym – zwyczajnie przyjmuję, że tak może być. I staram się żyć. Tu i teraz. Staram się być dobrym i spełnionym człowiekiem i nie marnować tej szansy na Życie przez Ż.

Lekturę polecam każdemu. Napisana jest lekko, więc można ją przeczytać bardzo szybko, choć w myślach zostanie pewnie na dłużej… Cena książki może trochę zniechęcać – choć uważam, że ta lektura jest jej warta.

Szkoda, że tak często boimy się małych rzeczy. Rezygnujemy z kroku i nie robimy zupełnie nic, czekając, aż los sam rozstrzygnie za nas. Boimy się odpowiedzialności, ale zapominamy, że brak decyzji też jest decyzją. (str. 104)

Dziękuję Wydawnictwu WAM – za książkę i zaufanie.

Tytuł: „Projekt: życie. Nie zatrzymuj się”
Autor: Michał Kociołek
Wydawnictwo: WAM
Liczba stron: 184
Cena: 29,90 zł

Opublikowano Bez kategorii | 26 komentarzy

PROJEKT : ŻYCIE

„Zamiast zamykać się w swojej strefie komfortu, otworzyłem się na to, co niesie kolejny dzień. Doświadczyłem smutku i rozczarowania, ale też wielu innych nowych początków, które przyniosły dobre zmiany. W końcu jeżdżenie po ciasnych i krętych drogach zawsze sprawiało mi dużo więcej frajdy niż długie i wygodne trasy.” Michał Kociołek
Po weekendzie zapraszam na recenzję niesamowitej książki Wydawnictwa WAM „Projekt: ŻYCIE”. Lektura godna polecenia!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj