Zostań wojownikiem!

Kiedy wychodzę do ludzi często obezwładnia mnie lęk. Kulę się w sobie, zasłaniam twarz, marzę być niezauważoną. Choć serce pragnie by je widziano, zaakceptowano, podziwiano…

Gdy jest ze mną ktoś – przyjaciel, znajomy, łatwiej jest wyjść dalej. Wspólnie świat staje się mniej nieosiągalny. A przecież zawsze jest ze mną Ktoś więcej, ale tak często o tym zapominam!

Panie, przenikasz i znasz mnie (…)
 Ty ogarniasz mnie zewsząd
i kładziesz na mnie swą rękę. (…)
Ty bowiem utworzyłeś moje nerki,
Ty utkałeś mnie w łonie mej matki.
Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie,
godne podziwu są Twoje dzieła. (Psalm 139)

Czas uwierzyć, że to co On mówi jest prawdą. Czas uwierzyć i zacząć żyć jak Jego Córka i wojowniczka, a nie jak sługa.
Czas by przestać mówić o innych, że są źli – zamiast tego pokazać im jak można inaczej.

Wojownik wie, że nie może się poddać, bo zginie.

Jak często o tym zapominamy?

zdjęcie pochodzi z fp portalu Deon.pl

 

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.

Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

Biblijny świat dziecka

Pismo Święte dla dzieci w naszym domu stanowi pewien problem. Z naszych doświadczeń wynika, że często lektury te są na siłę uproszczone albo wręcz przeciwnie – napisane tak, że dziecko niewiele rozumie. Obrazki dają wiele do życzenia – ludzie wyglądają nierealistycznie i komicznie. Mieliśmy jedną Biblię, która bardzo długo nam służyła. Ostatnio jednak Jaś przestał się nią tak interesować – historie były krótkie i znał je wszystkie na pamięć. Z pomocą przyszło nam wydawnictwo PROMIC, które wydało niedawno „Opowieści biblijne na dobranoc”.

Początkowo zachwyciły nas swoją zewnętrzną formą – ładny, śliski papier, wyraziste i realistyczne obrazki komponujące się z tekstem, który nie jest za długi dla małego czytelnika (ani za krótki dla starszego). Przy każdej opowieści znajduje się okienko ze zwierzątkiem, które proponuje konkretną modlitwę przed snem.

W publikacji można znaleźć 28 biblijnych historii – 21 ze Starego Testamentu i 7 z Nowego. Każda to cztery strony (w tym 2 tekstu, który wtopiony jest w tło) plus propozycja modlitwy. Na początku książeczki znajdują się wskazówki dla rodziców – jak czytać i rozwijać przeczytane treści. Są to bardzo przydatne i kreatywne rady – my na razie z nich jednak nie korzystamy, ponieważ synowie potrafią wysłuchać przed zaśnięciem wszystkich 28 historii i tylko na nich na razie się skupiamy. Z czasem chcemy rozwinąć również opcję proponowanych modlitw.

Bardzo podoba mi się dobór i sposób przedstawienia historii – nie bez powodu proponowane są jako lektura do snu. Wyciszają, opowiadają o dobroci i opiece kochającego Boga. Każda opowieść kończy się słowami

Dobranoc, Jakubie. Dobranoc. Kolorowych snów.

Zmienia się tylko imię bohatera. Autorka z historii każdej z biblijnych postaci wyciąga najważniejsze wydarzenia i opowiada tak, że są zrozumiałe i ciekawe dla małego czytelnika, jednocześnie budząc zaufanie do Boga.

Jaś zachwycony jest zewnętrzną formą (co w zasypianiu nie pomaga). Pierwszego wieczoru siadał co chwilę z prośbą „pokaż rybę, która połknęła Jonasza” albo „jak tutaj wygląda Paweł?”. Na szczęście po kilku dniach ciekawość została w pełni zaspokojona i dziś słyszę tylko „mamo, przeczytaj jak Paweł śpiewał w więzieniu” albo „weź opowieść o Samsonie”. Tutaj pojawił się mały problem – w książeczce nie ma spisu treści. To jednak jedyna rzecz, do której miałabym zastrzeżenia. Na szczęście opowieści są ułożone chronologicznie, więc osoba, która zna mniej więcej Pismo Święte znajdzie szybko potrzebną treść.

Polecam tę pozycję dla dzieci od 3 roku życia. Świetnie odnajdą się tutaj również dzieci starsze oraz sami rodzice. W każdym z nas drzemie czasem dziecko…

Dziękuję Wydawnictwu PROMIC za egzemplarz recenzencki!

Tytuł: „Opowieści biblijne na dobranoc”
Autor: Jean E. Syswerda
Wydawnictwo: PROMIC
Liczba stron: 122
Cena: 24,90 zł

Zapraszam na stronę Wydawnictwa i masę dobrej lektury za grosze! PROMIC końcówka serii

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.

Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarze

Droga do Kościoła

Kilka lat temu napisałam pracę magisterską o funkcjonowaniu społeczności protestanckiej w Trójmieście. Jako katoliczka weszłam w świat, którego nie znałam. Nie byłam świadoma tego, że wokół mnie żyje i rozwija się masa Kościołów innych niż katolicki. Nie wiedziałam wtedy zbyt wiele o protestantach. Kojarzyli mi się z Lutrem i sektami. Jakie to było nieuczciwe i krzywdzące! Czas pisania tej pracy był dla mnie mocnym okresem zmiany myślenia i nastawienia. Spojrzałam inaczej i dziś cieszę się ogromnie z tego, że miałam możliwość przebywać wśród protestantów, którzy bardzo dużo mnie w tamtym czasie nauczyli. Nie zmieniło to we mnie jednak podejścia do Kościoła Katolickiego, który kocham i któremu zostałam wierna. Uwielbiałam rozmawiać z jednym z gdyńskich pastorów, który szanując moją wiarę, pokazał mi swoją. Do dziś darzę tego człowieka ogromną sympatią i szacunkiem.

Spotkałam wiele osób, które wychowały się w Kościele Katolickim i w dorosłym życiu odeszły do zborów protestanckich. Wśród bliższych znajomych, których poznałam jako bardzo zaangażowanych katolików jest kilku protestantów. Wiedziałam jaki to rodzi konflikt – starałam się tym bardziej szanować ich wolność. Zastanawiając jak to się dzieje dostrzegłam, że…nie znam sytuacji odwrotnej. Nie znałam i nie znam nikogo kto urodził się w rodzinie protestanckiej, a dziś żyje w Kościele Katolickim. Do czasu aż poznałam historię Ulfa i Birgitty Ekman.

Wydawnictwo WAM wydało niedawno opowieść tego małżeństwa. W książce pt. „Wielkie odkrycie. Nasza droga do Kościoła Katolickiego” opisują swoją przemianę. To co przeczytałam wprawiało mnie w zdumienie i zachwyt nad tym jakimi drogami prowadzi Pan Bóg.

Ulf i Birgitta Ekman przez kilkadziesiąt lat żyli jako bardzo zaangażowani chrześcijanie i charyzmatyczni liderzy szwedzkiego wolnego Kościoła Livets Ord. Ulf przez całe swoje dorosłe życie posługiwał jako pastor, nauczał w różnych częściach świata, założył bardzo prężny i liczący wiele członków Kościół, który ciągle się rozwijał i rozrastał. Żyli w przekonaniu, że Kościół Katolicki nie jest zgodny z Ewangelią, ich nastawienie było bardzo negatywne – był taki czas, gdy pastor Ekman nie chciał wizyty papieża Jana Pawła II w Szwecji. Zmiana spojrzenia na Kościół trwała kilka lat. Ekmanowie poznawali w swojej pracy misyjnej kolejnych charyzmatycznych katolików, zaczęli poszukiwać odpowiedzi na nurtujące ich pytania w katolickich lekturach. Dogłębna analiza Pisma Świętego i jego historii, pism wczesnochrześcijańskich, pism Ojców Kościoła i świętych (np. Świętej Brygidy, która była inspiracją i poruszała serce Birgitty) prowadziła ich do poznania tego, co wcześniej kategorycznie odrzucali.

Te poszukiwania zaprowadziły ich do momentu, w którym podjęli decyzję o przystąpieniu do Kościoła Katolickiego. Nie jest to jednak tak proste, jakby się mogło wydawać. Małżeństwo przez kilka miesięcy przygotowywało się do tego wydarzenia, spotykając się wtedy z kapłanem, który się nimi opiekował.

Mieliśmy przekonanie, że decyzja o przystąpieniu do Kościoła katolickiego wypływała z woli Pana i była głęboko zakorzeniona w naszych sercach. Zrobienie tego kroku odczytywaliśmy jako swoje wyraźne powołanie. Nie oznaczało to jednak, że zostaliśmy wyposażeni w rozkład jazdy. Pytania o czas i o to, jak o naszej decyzji poinformować otoczenie, zaczęły coraz bardziej zajmować nasze myśli. Mieliśmy świadomość́, że to będzie wielkie wydarzenie, niezależnie od tego, jak dobrze przygotujemy na nie siebie i wspólnotę̨.

Spodziewałem się̨, że decyzja o opuszczeniu wspólnoty po ponad trzydziestu latach bycia jej pastorem wywoła porządny wstrząs. Choć byłem bardziej niż pewien, że Słowo Życia sobie z tym poradzi. Przecież nie chodziło o wystąpienie przeciwko wspólnocie, nie odrzucaliśmy tego, co wcześniej wspólnie zbudowaliśmy, nawet jeśli tak uważali nasi najzajadlejsi krytycy.

Wiele osób w Szwecji przeczuwało co może się wydarzyć, nie obyło się jednak bez szoku i medialnej burzy, które były skierowane przeciwko Ekmanom.
Znajdowaliśmy się w oku medialnego cyklonu. Wszystkie ważne szwedzkie media informowały o naszej decyzji.

Nie zmieniło to jednak ich decyzji i małżeństwo przystąpiło do pierwszych w swoim życiu sakramentów. Zewnętrznie może wyglądać to jak opowieść o czyimś widzimisię, zmianie na poziomie intelektualnym – doszli do jakiegoś wniosku i zmienili wyznanie… Tak jednak nie jest. Droga, jaką przebyli ci ludzie była trudna, walka wewnętrzna jaką musieli stoczyć – ogromna. Zostawili za sobą wszystko, na co po ludzku patrząc, pracowali przez całe życie. Patrząc jednak na nich ma się wrażenie, że dostali o wiele więcej.

Lektura wciągnęła mnie bardzo mocno. Polecam każdemu, kto ma na tyle otwarte serce, by poznać czyjąś historię zanim się ją oceni.

Dziękuję Wydawnictwu WAM za egzemplarz recenzencki!

Tytuł: „Wielkie odkrycie. Nasza droga do Kościoła Katolickiego
Autor: Ulf i Birgitta Ekman
Wydawnictwo:
WAM
Liczba stron: 314
Cena: 39,90 zł

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne. Są dla mnie inspiracją do dalszego działania!!!
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco?
Zapraszam na mój funpage

Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

Opublikowano Bez kategorii | 14 komentarzy

Odważ się zmienić!

Od czasu do czasu słucham konferencji i kazań, które bardzo mnie poruszają. Zasłuchuję się tak, że mam wrażenie, iż poza słowem i mną nie ma niczego wokół. Ono dotyka, miażdży, porusza, jest obok mnie i we mnie. Rzadko zdarza mi się bym odbierała tak słowo pisane, ale tym razem tak właśnie było. Ojciec Wojciech Jędrzejewski OP wprowadził mnie w świat, z którego nie chciałam wychodzić.

„Odwaga zmiany” jest książką, która pokazuje jak wiele możemy w sobie dokonać. Autor porusza temat nawrócenia, smutku, słabości, zmian, decyzji, cierpliwości, pokory, wierności…i wielu innych. Jest dogłębną analizą ludzkiego serca – poranionego i uciekającego, które Bóg chce przytulić i objąć swoją miłością.

Ja sam może tysiąc już razy słyszałem, a mimo to ciągle potrzebuję to słyszeć: „Bóg cię kocha, jesteś jego najdroższym synem, On kocha cię za darmo, bezinteresownie, nie musisz zarabiać na Jego miłość, On pragnie swoją miłością wypełnić cię bez reszty, dlatego oczekuje od ciebie, abyś podjął wysiłek rozszerzenia swojego serca. Nie będzie cię kochał ani trochę więcej, jeśli staniesz się lepszy, ale stań się lepszy, bo wtedy będziesz szczęśliwszy, bo innym będzie lepiej z tobą i inni będą lepsi dla ciebie!” (str.97)

Polecam tę lekturę osobom, które chcą zmienić coś w swoim życiu. Tym, którzy są już na drodze przemian oraz tym, którzy mają tę drogę jeszcze przed sobą i nie wiedzą od czego zacząć. O. Jędrzejewski kieruje czytelnika ku refleksji nad przeszłością by zobaczyć jakie zmiany się już dokonały i jakich oczekuje od nas teraz Bóg. Dzięki lekturze czytelnik ma szansę uporządkować swoje patrzenie na siebie i drugiego człowieka. Pomaga ona również odróżnić zmiany, które pochodzą od Boga, od tych które zasiewa w ludzkim sercu Szatan.

Głos Boga mówi w sercu człowieka: „Potrzebujesz zmiany”. I co robi z tym Szatan? Szatan dokonuje zafałszowania i podpowiada: „Potrzebujesz odmiany”. Szatan kusi: „Zmień, ale nie siebie, nie swoje wnętrze, zmień to, co jest na zewnątrz ciebie. Zmień żonę, zmień wspólnotę, zmień religię. Wtedy będziesz szczęśliwy. Spełnią się twoje marzenia. Wreszcie przestaniesz dźwigać te wszystkie ciężary, z którymi tak ci teraz źle”. (str.58)

Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem (nie bez powodu mawia się, że Dominikanie to najlepsi kaznodzieje!). Autor jest dominikaninem, duszpasterzem akademickim, cenionym rekolekcjonistą, kaznodzieją i publicystą. Lektura podzielona jest na kilka rozdziałów, porządkując treści tak, by moc przyswajać je stopniowo. Jednocześnie należy do tego rodzaju książek, których nie da się odłożyć przed przeczytaniem do końca, jest spotkaniem, które bezpowrotnie zostawia w człowieku niedosyt zmian. Warto zaryzykować i wyruszyć w tę podróż – polecam!

Dziękuję Wydawnictwu W drodze za egzemplarz recenzencki!

Tytuł: „Odwaga zmiany
Autor: Wojciech Jędrzejewski OP
Wydawnictwo:
W drodze
Liczba stron: 208
Cena: 28 zł

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne. Są dla mnie inspiracją do dalszego działania!!!
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

Opublikowano Bez kategorii | 12 komentarzy

Słowo jak miecz

Ostatnio co ranek towarzyszy mi lektura czasopisma „Nasze Inspiracje„. Przeczytałam tam tekst Tomasza Bogowskiego pt. „Myśli wypowiedziane”. Nie będę oceniać samego tekstu. Odbieram go jako świadectwo życia Autora i nie czuję się upoważniona do komentarza. Chciałam jednak podzielić się pewnym fragmentem, który mnie samą pobudził do refleksji.

To, jak mówimy o innych, pokazuje, jacy tak naprawdę jesteśmy w środku. Jeśli swoimi słowami deprymujemy i zniechęcamy, może to oznaczać, że sami próbujemy postawić siebie w lepszym świetle, wskazując, że inni są od nas gorsi. Wielcy ludzie potrafią zobaczyć wartość w każdym człowieku, nazwać ją i zachęcić do pielęgnacji, wyciągając tym samym z innych najlepsze cechy.

Znałam kiedyś osobę, która była dla wielu wzorem do naśladowania. Był taki czas, że też zafascynowałam się tym jak modli się, mówi. Do czasu. W pewnym momencie zauważyłam, że ciężko nam ze sobą rozmawiać. Nie potrafiłam się otworzyć i być szczerą. Wmawiano mi wtedy, że to moja wina, kwestia moich zranień i że powinnam coś z tym zrobić. Z czasem okazało się jednak, że to nie we mnie tkwił problem. Mimo to została we mnie pewna rana. Żyłam w przekonaniu, że moje zranienia i doświadczenia są tak mocne, że rzeczywiście mam problem z wyrażaniem siebie. Na szczęście trafiłam na człowieka, który szybko dał mi do zrozumienia, że jest inaczej. Jednak to kłamstwo, które pozwoliłam w sobie zasiać długo kiełkowało i zdarza się, że wraca do dziś, gdy pojawiają się problemy w komunikacji.

Tekst z „Naszych Inspiracji” pokazał mi bardzo dobitnie jak słowem, opinią można pociąć ludzkie serce. Jak łatwo nawrzucać w nie błota, które ciężko sprać.

Staram się brać odpowiedzialność za to co mówię. Wiem, że słowem można zabić. Można poranić tak, że druga osoba szybko się nie pozbiera. Jeśli do tego ma się pewną umiejętność dostrzegania stanów ludzkiej psychiki – można to wykorzystać jak niebezpieczną broń przeciw drugiemu człowiekowi.

Postawiłam sobie dziś rano pytanie: czym karmię dusze i psychikę innych? Co otrzymują ode mnie moje dzieci?

I jak bumerang wraca do mnie ignacjańska zasada by starać się najpierw obronić wypowiedź drugiego zanim ją osądzimy.

Mam wokół siebie wielu wspaniałych, dojrzałych ludzi. Ludzi, którzy wyciągają ze mnie najlepsze cechy (jak pisze Autor tekstu). Dziś po raz kolejny sobie to uświadomiłam i budzi to we mnie wdzięczność.

Szukajmy wokół siebie ludzi wprowadzających pokój, bo Wielcy ludzie potrafią zobaczyć wartość w każdym człowieku„.

 

Dziękuję Wydawnictwu Koinonia za wartościową lekturę!

 

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

Opublikowano Bez kategorii | 9 komentarzy

Słowo z krzyża

„Ukrzyżowany Mówca” to zbiór rozmyślań św. Stanisława Papczyńskiego. Dotyczą słów Jezusa wypowiedzianych w czasie Jego męki na krzyżu.

Gdyby zapytano mnie przed przeczytaniem tej lektury, jakie słowa wypowiedział Jezus, powiedziałabym pewnie „Boże mój czemuś mnie opuścił” oraz „w Twoje ręce oddaje ducha mego”. A co z pozostałymi? Szczerze mówiąc musiałabym się dłużej zastanowić. Owszem – wiedziałam, że jest ich siedem, choć w pierwszym momencie przychodzą do głowy dwie.

Św. Stanisław Papczyński to polski prezbiter (najpierw pijar, później założyciel Zgromadzenia Księży Marianów) żyjący w XVII wieku. Był bardzo cenionym kapłanem – kaznodzieją i spowiednikiem, z którego posługi korzystali m.in. prałaci, biskupi, królowie (Jan III Sobieski) czy późniejszy papież Innocenty XII.

Styl, w jakim napisano tę książkę typowy jest dla czasu baroku – momentami pompatyczny, dostojny, bardzo obrazowy, mimo to lektura książki nie sprawia trudności. Autor pisze w taki sposób, że treści są zrozumiałe. Święty powołuje się na fragmenty Pisma Świętego, Ojców Kościoła czy mistrzów życia duchowego. Dodaje to niesamowitej barwy rozważaniom, które choć trudne, są też żywe i wciągające. Dodatkowym atutem są osobiste przemyślenia Autora, które poruszały mnie podczas lektury i budziły pewne refleksje.

Gdy po raz pierwszy wzięłam w dłonie tę publikację, moją uwagę przykuła okładka. Sztywna, bardzo ładna i estetyczna. Wewnątrz znajduje się sam tekst (bez zdjęć czy grafik), lecz wydanie to jest bardzo czytelne, a czcionka niemęcząca wzroku i doskonała do dłuższej lektury.

Każdemu słowu wypowiedzianemu na krzyżu poświęcony jest osobny rozdział książki. Podział ten jest bardzo czytelny i mnie samej daje poczucie, że mogę wrócić łatwo do fragmentu, którego na ten czas najbardziej potrzebuję.

  • Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą co czynią.
  • Zaprawdę mówię tobie, dziś ze Mną będziesz w raju.
    Miodousty Ambroży uczy, że „zadajemy Panu gwałt nie przymuszaniem, lecz płaczem; nie pobudzaniem obelgami, lecz błaganiem pełnym łez; nie złorzeczeniem powodowanym pychą, lecz żalem wypływającym z pokory” (str.32)
  • Powiedział Matce swojej: Niewiasto, oto syn Twój. Potem mówi uczniowi: Oto Matka twoja.
  • Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?
    Gdy bowiem Wcielony Syn w czasie męki wzdycha do Boga Ojca, do tego właśnie Ojca, któremu zawsze jest równy, to nie tyle żali się na swe opuszczenie, ile nas uczy, że wtedy, gdy nas Bóg jakoby opuścił, z największą gorliwością trzeba się modlić i nie ustawać w modlitwie, abyśmy Go z powrotem przywołali; z wielkim naleganiem [trzeba] błagać, abyśmy Go znowu pozyskali (str.52)
  • Pragnę.
  • Wykonało się.
  • Ojcze, w ręce Twoje polecam ducha mojego.

Lektura budzi do refleksji. Jest bez wątpienia dobrą pomocą w medytacji Męki Pańskiej. Polecam nie tylko na czas Wielkiego Postu.

Dziękuję Wydawnictwu PROMIC za egzemplarz recenzencki!

Tytuł: „Ukrzyżowany Mówca
Autor: św. Stanisław Papczyński
Wydawnictwo: PROMIC
Liczba stron: 96
Cena: 17,90 zł

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

Opublikowano Recenzje | 1 komentarz

Przez rok bez zasięgu!

Książkę Zabrałam brata dookoła świata ” spakowałam w podróż z Pomorza do Krakowa – w obie strony to prawie 16 godzin w pociągu. Niestety zabrakło mi…lektury! Tak mnie wciągnęła, że przeczytałam ją szybciej niż się spodziewałam.

Rodzina Łopacińskich opisuje w niej kawałek swojej podróży dookoła świata – ta część (druga) to przygody w Ameryce Południowej (Peru, Boliwia, Argentyna, Urugwaj, Brazylia). Czy można wybrać się z dwójką dzieci w roczną podróż? Autorzy udowadniają, że można! Bez telefonu, komputera, ale wspólnie i rodzinnie.

Momentami się uśmiechałam, innym razem czytałam z otwartymi ze zdumienia ustami. Jak tak można ciągnąć za sobą dzieci pod most? Czy sama bym się na to odważyła? Czy porzuciłabym pracę na rzecz przygody życia? Czy zdecydowałabym się jechać wiedząc, że wiele nocy spędzę na dworcach, pod mostem, w namiocie….? Nie. Ja bym się nie zdecydowała. Dziś nie potrafię wyjść ze swojej strefy komfortu i porzucić ciepłych kapci kosztem przygody. Tym bardziej podziwiam rodzinę Łopacińskich.

„Na mnie nie liczcie, to jakieś wariactwo. Jak możecie chcieć łapać stopa w Patagonii? Prędzej nas zdmuchnie ten wiatr, niż ktoś się zatrzyma w tę pogodę” – dodała mama z wielkim pokładem „pozytywnej” energii. Str. 157

Książka wciąga, śmieszy, bulwersuje. Pokazuje wartości, które są niewidoczne w codziennym życiu. Zdjęcia zapierają dech w piersiach i budzą zachwyt i…lekkie uczucie zazdrości.

Kilka historii uderzyło mnie niezwykle mocno. Opowieści o sierotach w ośrodkach salezjańskich czy o życiu w dzielnicach biedy (brazylijskie fawele). Były też fragmenty mocno obrazujące to, jak nasze życie i postrzeganie różni się czasem od życia w innych miejscach na ziemi.

Zauroczony chyba tą odmiennością tata postanowił spróbować shakea z żaby. Ale nie takiej po francusku, pieczonej jak kurczak, tylko surowej. Tak, zupełnie surowej. (str.59). Chcesz wiedzieć jak się to skończyło? Zapraszam do lektury!

Dowiesz się też m.in. jak wygląda przedinkaski cmentarz czy zjazd Drogą Śmierci (na rowerze!).

Publikacja wydana jest w pięknej formie – okładka ze skrzydełkami, wewnątrz której znajdują się mapy z trasą podróży. Piękne ilustracje, ładny śliski papier – to wszystko sprawia, że książkę czyta się bardzo przyjemnie. Napisana jest z czterech różnych perspektyw – każdy z bohaterów podróży pisze o swoich odczuciach, co jest dużą zaletą – poznajemy perspektywę dziecka (najmłodsza Lusia ma 12 lat) i rodzica. Troski, fochy, radości, inne spojrzenie na tę samą sytuację. Wszystko spójne i tworzące jedną całość.

Ta opowieść jest dowodem na to, że można spełniać swoje marzenia. Bohaterowie opisują jak pokonywali samych siebie (choćby wchodząc na kolejne górskie szczyty i to z rozwolnieniem!), trudności w trasie i tęsknotę. Pokazują, że można żyć bez technicznych nowinek, ale ze sobą – dostrzegając ludzi, zwierzęta i przyrodę. Są przykładem na to, że to czego człowiekowi brakuje nie znajduję się w sprzęcie elektronicznym, ale w sercu, zachwycając się tym, czego na co dzień nie widzimy.

Polecam tę lekturę nie tylko miłośnikom dalekich podróży, ale każdemu kto chciałby poczuć jak może rozwijać się rodzina i relacje z drugim człowiekiem.

Dziękuję Wydawnictwu Bernardinum za tę niesamowitą opowieść!

Tytuł: „Zabrałam brata dookoła świata
Autorzy: Lusia oraz Wojtek, Eliza i Wojciech Łopaciński
Wydawnictwo:
Bernardinum wraz z Inicjatywą Ewangelizacyjną „Wejdźmy na szczyt”
L
iczba stron: 256
Cena: 39,90 zł

 

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.

Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje? 🙂

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarze

Wyznacz granicę!

„Granice w relacjach małżeńskich” to książka napisana przez dwóch terapeutów chrześcijańskich, którzy na co dzień pracują z małżeństwami. Odwołując się do pracy terapeutycznej, przytaczają niezliczoną ilość ludzkich historii. Opowieści trudnych, naznaczonych cierpieniem, lecz takich, z których odnaleziono wyjście stawiając zdrowe granice.

Książka składa się z kilku części. Autorzy zaczynają od pojęcia granic, wyjaśniając jak należy je wytyczać w małżeństwie (lecz nie tylko – również w życiu osobistym, co czyni tą lekturę bardziej uniwersalną). Wspominają o tym jak ważny jest wspólny system wartości. Mówią też o umiejętności wyznaczania ich osobom z zewnątrz – by nie miały zbyt dużego wpływu na funkcjonowanie czyjegoś małżeństwa. Proponują jak rozwiązywać nieporozumienia (przeznaczyli na to osobny rozdział), opisując sześć rodzajów konfliktów. Pokazują tutaj jak wytyczać granice, gdy druga osoba je respektuje, lub gdy tego nie robi. Końcowa część poświęcona jest przeanalizowaniu konkretnych przypadków ich nadużywania.
Ogromną zaletą tej książki są nie tylko przykłady konkretnych osób, ale również praktyczne informacje, tabele, wskazówki, które mają pomóc stosować koncepcje granic.

Brak widocznego kryzysu nie oznacza, że związek małżeński jest zdrowy. Mąż i żona powinni regularnie sprawdzać stan swojej relacji, zadając trudne pytania w rodzaju: „Jakie uczucia budzi w tobie nasze małżeństwo?” lub: „Które z moich zachowań cię ranią lub sprawiają kłopot?” Pomyśl, jak byś się czuł, gdyby coroczne badanie lekarskie sprowadzało się wyłącznie do pogawędki o sporcie przy filiżance kawy. Str.214

Lektura tej książki była dla mnie odkrywcza. Myślałam, że nie mam problemu w stawianiu granic – zobaczyłam jednak, że często robię to źle. Stawianie ich ma na celu rozwój – własny i współmałżonka. Nie ma być walką o to kto silniejszy i kto ma rację. Nie ma być również pokazaniem drugiemu, gdzie jego miejsce. Ma przynosić rozwój, nie rozłam.

Granice w małżeństwie to nie to samo co Granice narzucone współmałżonkowi. Tematem tej książki nie jest zmiana, naprawa lub skłonienie małżonka do zrobienia czegoś. Chodzi o wyznaczenie granic w ramach łączącej was relacji, abyście oboje mogli się zmieniać. Str.81

Nie można określić granic w małżeństwie, jeśli nie uzna się swojej osoby za część problemu i nie przyjmie swojej części odpowiedzialności za jego rozwiązanie. Zajmij się własną postawą zazdrości, przyznaj do posiadanych problemów i podejmij odpowiednie działania. Str.71

Tego uczy właśnie ta lektura. Polecam ją bez wahania – małżonkom oraz wszystkim tym, którzy chcą się rozwijać w relacjach, bez względu na ich rodzaj. Muszę jednak ostrzec – ta lektura uczy przede wszystkim zmieniać siebie, nie drugiego człowieka. Zaryzykujesz?

Dziękuję Wydawnictwu VOCATIO za lekturę!

Tytuł: „Granice w relacjach małżeńskich”
Autorzy: John Townsend, Henry Cloud
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza VOCATIO
Liczba stron: 352
Cena: 29 zł

 

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje? 🙂

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

Sztuka przebaczenia

„O wybaczaniu. Jak mądrze uzdrawiać serce” to mała książeczka dla najmłodszych z serii Pomocne Elfy wydawnictwa PROMIC.


Gdy zaczynaliśmy z synem lekturę tej pozycji czułam się trochę zawiedziona. Spodziewałam się bajki z tematem przebaczenia w tle, jakby od niechcenia. Dostałam jednak bardzo przystępną opowieść – pisaną bezpośrednio, tak by trafić do umysłu i serca małego odbiorcy. Choć moje nadzieje na bajkę okazały się płonne, Jaś wcale zawiedziony się nie czuł. Książka bardzo mu się spodobała, a następnego dnia…

Usłyszałam słowo PRZEPRASZAM. Wcześniej trudno było nam nauczyć go przepraszania i wybaczania małemu bratu, który jest mistrzem psot. Po lekturze książki zaczął się starać. Moje matczyne serce zobaczyło, że nie bajka była ważna, ale to co dostał – przystępne wytłumaczenie tematu, którego sama w taki prosty i przystępny sposób nie potrafiłam mu przekazać.

Książeczka uczy o tym, że każdy z nas potrafi przebaczać i że musimy ćwiczyć się w tym, by stać się mistrzem przebaczania. Dziecko dostaje tu wskazówki m.in. jak wybaczać, dlaczego nie warto chować w sobie urazy, jak patrzeć na daną sytuację z perspektywy drugiego człowieka czy co zrobić kiedy inni źle nas traktują. Pokazuje również, że wybaczenie uwalnia, że uczucia są zmienne i mijają. Autorka odwołuje się do Osoby Chrystusa i Jana Pawła II opisując jak wyglądało przebaczenie w ich historii życia. A co zrobić kiedy sam mały czytelnik popełnia błąd? Autorka wspomina również o tym, pokazując przy tym, że wybaczenie samemu sobie jest równie ważne jak wybaczenie innym.

Jeśli coś bardzo cię zabolało, musisz coś z tym zrobić. Powiedz drugiej osobie, że cię rani i żeby przestała. Jeśli tego nie uczyni, odejdź. W razie potrzeby zwróć się po pomoc do kogoś starszego i mądrzejszego. Nie spędzaj czasu z ludźmi, którzy cię krzywdzą. Możesz zachować swoją moc wybaczania i… zwyczajnie odejść.
(fragment książki)

Lektura posiada bardzo ładne, komponujące się w całość obrazki autorstwa R.W. Alley.

Książkę polecam dla dzieci w wieku przedszkolnym i starszym. Idealna do wspólnej lektury i rozmowy w rodzinnym gronie.

Dziękuję Wydawnictwu PROMIC za inspirującą lekturę!

Tytuł: „O wybaczaniu. Jak mądrze uzdrawiać serce”
Autor: Carol Ann Morrow
Wydawnictwo: PROMIC
Liczba stron: 32
Cena: 14,90 zł

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.

Opublikowano Bez kategorii | 12 komentarzy

Miłość i wychowanie

„Miłość i wychowanie” Jarka Żylińskiego to książka napisana dla rodziców, których Autor wprowadza w świat małego człowieka. Jako psycholog i pedagog stara się wskazać dorosłym jak zrozumieć motywacje i metody osiągania celów przez dzieci. Ukazuje też jak wpływają na dziecko rodzicielskie reakcje. Na co dzień prowadzi warsztaty i konsultacje, tworzy również blog o wychowaniu Psychoblog Jarka Żylińskiego.

Jarek Żyliński poprzewracał mi w głowie i sercu. Dawno nie czułam w sobie takiego rozdźwięku – między byciem pedagogiem, a byciem matką. Dlaczego?

Na studiach pedagogicznych uczono mnie metod, które również proponuje Autor. W jego publikacji przedstawione są bardzo przystępnie – nie trzeba mieć kierunkowego wykształcenia by wiedzieć o czym mowa. Nie używa niezrozumiałych zwrotów psychologicznych, mówi często bardzo wprost.

Po pierwsze, dziecko to też człowiek. Po drugie, czy miło by nam było, gdyby ktoś zachowywał się wobec nas tak, jak my to robimy wobec dzieci? (str.32)

Dobrze opisane źródła zachowań, przyczyny, skutki… Momentami brakowało mi jednak konkretnych rad. Autor pisze jednak:

Czytelnikowi zostawiam odnalezienie lub skonstruowanie metod idealnie pasujących do jego własnej rodziny. On najlepiej zna swoje cele, potrzeby dziecka i wie, co jest w jego przypadku najbardziej odpowiednie. (str. 223)

Książka wydaje się być idealnym źródłem do pracy rodzicielskiej, lecz…

Jako matka widzę często w sobie słowo muszę.

MUSIMY – to słowo magiczne, które aktywuje w drugim człowieku myślenie: „Kto musi, ten musi”. Dzieci, które słyszą od rodziców, że muszą coś zrobić, choć tak naprawdę jest to potrzeba dorosłych, reagują poszukiwaniem sposobów udowodnienia, że jednak wcale nie muszą. Jest to często przyczyną silnego konfliktu potrzeb – pośpiechu dorosłego i wolności dziecka. Uczciwe powiedzenie: „Ja muszę” często ułatwia dziecku współpracę, bo nie ma ono poczucia, że ktoś wmusza weń własne potrzeby. Zamiast tego widzi prośbę rodzica. (str.27)

Jak mam sobie z tym poradzić? Pojawia się tu we mnie rozdarcie, które trudno mi załatać teoretycznymi założeniami, choćby były w moim przekonaniu idealne. Przecież tak wiele rzeczy trzeba zrobić, przecież tyle jest spraw. Trzeba uczyć się tego, że nie zawsze mam to, czego chcę. Mnie, niedospanej matce brakuje cierpliwości. Choć sposoby reakcji na dziecięce zachowania opisane w książce wydają mi się idealne – w życiu ciężki mi im sprostać. Nie jestem matką idealną.

Dlaczego tak jest? Wychowanie i miłość. Myślę, że bez jednego nie ma drugiego. Kiedy brakuje miłości do samej siebie (w tym zadbanie o odpoczynek) to trudniej sprostać codzienności. Autor skupia się w tej publikacji na wychowaniu. O miłości wspomina na końcu – co jest świetną kwintesencją lektury.

Żyliński stworzył małe kompendium wiedzy. Zaczyna swoją pracę od mechanizmów, które kierują zachowaniem dziecka – od potrzeb, emocji, reakcji na presję czy walce o kontrolę. Analizuje etapy w życiu człowieka związane z jego naturalnym rozwojem, analizując każdy kolejny krok rozwojowy. Dotyka także tematu celów wychowawczych – zarówno krótko jak i długofalowych. W przystępny sposób tłumaczy czym one są i jaki mają wpływ na wychowanie. Część poruszająca metody wychowawcze wciągnęła mnie najbardziej. Autor porusza kwestie m.in. kar i nagród. Choć mówi jakie jest jego osobiste stanowisko w tej sprawie, to nie narzuca nikomu tego punktu widzenia jako jedynego słusznego.

Tę pozycję zdecydowanie polecam. Może nie uda się po tej lekturze być rodzicem idealnym, ale z pewnością warto spróbować być choć odrobinę lepszym. Ta książka bez wątpienia może w tym pomóc.

Dziękuję Wydawnictwu W drodze za niesamowicie pouczającą lekturę!

Tytuł: „Miłość i wychowanie”
Autor: Jarek Żyliński
Wydawnictwo: W drodze
Liczba stron: 230
Cena: ok. 29,90 z
ł

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.

Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje? 🙂

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarze