Żona muzułmanina

Jarzmo przeszłości” to kontynuacja opowieści Nadi Hamid wydana nakładem Wydawnictwa Bernardinum.

Jej pierwsza część „Gorzka pomarańcza” jest opisem początkowo wielkiej miłości Nadi i Muchara. Nadia – Polka, on – Libijczyk i muzułmanin. Zakochują się w sobie, pobierają, rodzi się Karim. Ich sielankowe życie zamienia się w piekło, gdy kobieta wyjeżdża do ojczyzny męża. Jej historię opisywałam dokładniej tutaj.

Pierwsza część opowieści kończy się w momencie, gdy bohaterka przylatuje z synami do Polski. Wyjazd ten udał się tylko dlatego, że Muchtar miał rozpocząć w naszej ojczyźnie studia doktoranckie. Nadia wróciła tu z nadzieją na to, że skończy się jej udręka – znęcanie fizyczne, psychiczne i szantaże kosztem dzieci. Nie spodziewa się w jakim jest błędzie…

Gdy w Polsce dołącza do rodziny Libijczyk, ta dostrzega, że tak naprawdę niewiele się zmienia. Muchtar wydziela jej głodowe stawki pieniężne na życie, zmusza synów do nauki Koranu, nie dba o ich podstawowe potrzeby. Z czasem również w Polsce zaczyna wszczynać awantury kończące się rozlewem krwi kobiety. Nadia cierpi również z powodu syna, który jest dyskryminowany w szkole ze względu na swoje pochodzenie. Cierpi cała, a gdy umiera jej ojciec, nie ma już sił na nic. W końcu postanawia przerwać spiralę zła. Trafia do zaprzyjaźnionego adwokata i po długiej i ciężkiej batalii sądowej udaje jej się uwolnić od męża oprawcy.

Przestałam wierzyć, że nasza rodzina może jeszcze żyć normalnie. Przestałam już być naiwna, pogrzebałam nadzieję na lepszy czas dla naszego wspólnego życia. Wiem, trwało to zbyt długo, ale kobieta posiadająca dwoje małych dzieci nie może zbyt pochopnie rozbijać rodziny, pozbawiając dzieci ojca, którego sama kiedyś im wybrała. Byłoby to egoistyczne w stosunku do nich. To niewinne istoty, które potrzebują pełnej rodziny. Próbowałam to ratować ze wszystkich sił (…). Dziś mogę powiedzieć: żałuję. (str.33)

Ta historia mną wstrząsnęła. Podobnych słyszałam już wiele, ale pierwszy raz „nieostrożną” żoną muzułmanina była Polka. W dodatku z Gdańska, tak bardzo mi bliskiego. Jej historia tak realnie i namacalnie na mnie oddziałowywała, że podczas lektury mdliło mnie z bólu. Wewnętrzna udręka, jaką musiała prowadzić Nadia jest dla mnie czymś tak nieosiągalnym, że wręcz abstrakcyjnym.

Można zarzucać jej, że jest winna sama – wybrała sobie męża, wyjechała do niego mimo ostrzeżeń wielu osób i nie wróciła szybciej do Polski. A gdy już wróciła, to dawała mężowi wciąż kolejne szanse. Łatwo jest jednak osądzać ją z perspektywy kogoś, kto tego nie przeżył, nie bał się o los swoich dzieci i o własne życie. Łatwo jest osądzić kogoś o źle ulokowane uczucia, nie patrząc na to, że samemu popełnia się na tym polu błędy. Może inne niż bohaterka, mniej drastyczne w skutkach, ale czy tak naprawdę nie jest tak, że czasem stajemy jakby bez sił i widzenia szans na jakąkolwiek zmianę? We mnie ta historia obudziła przede wszystkim współczucie. Szanuję autorkę za to, że zdołała wrócić do trudnych wspomnień i je opisać – ku przestrodze innych.


Zdjęcie jest własnością Wydawnictwa

Niewątpliwie wiele rzeczy można dowiedzieć się z opowieści Nadi. Z niezwykłą dokładnością opisywała w „Gorzkiej pomarańczy” codzienność żon muzułmańskich i trudów dzieci innych niż reszta. Zachęcam do tej lektury – by poszerzyć swe pole widzenia i spotkać się z Nadią. Jej historia jest bowiem opisana tak, iż miałam wrażenie, że autorka opowiada ją specjalnie dla mnie.

Dziękuję Wydawnictwu Bernardinum za egzemplarze recenzenckie!

Tytuł: „Jarzmo przeszłości”
Autor: Nadia Hamid
Wydawnictwo: Bernardinum
Liczba stron: 164
Cena: 19,90 zł

Link do książki na stronie Wydawcy TUTAJ

 

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Opublikowano Bez kategorii | 11 komentarzy

Gorzka miłość

Zdarza się, że otrzymuję do zrecenzowania książki, które ciężko mi przeczytać. Te właśnie takie były. Nie z powodu ogarniającej nudy przy lekturze czy trudno przyswajalnego stylu autora. Przy tej historii zwyczajnie bolał mnie brzuch, odczuwałam wewnętrzny ból.

W zasadzie cieszę się, że książki nie były bardzo długie – nie wiem czy potrafiłabym czytać je dłużej. Okrucieństwo jakie opisywała Polka, która przeszła piekło przy boku męża muzułmanina, było dla mnie bardzo mocne. Momentami zbyt mocne. Sama jestem żoną i matką. Nie potrafię wyobrazić sobie co mogła przeżywać ta kobieta. Świadomość, iż ta historia wydarzyła się naprawdę potęgowała mocne doznania.

„Gorzka pomarańcza” to opowieść początkowo o wielkiej miłości. Autorka opowieści, Nadia Hamid wprowadziła mnie w trochę nieznane rejony – opisywała swoje studia i poznanego w domu koleżanki Muchtara, w którym z czasem zakochuje się i postanawia za niego wyjść.

W drodze do małżeństwa bez wątpienia pomaga poczęcie i narodzenie syna, Karima. Po załatwieniu wielu urzędowych spraw (były to lata 80) bohaterowie zostali małżeństwem. Nadia postanawia wyjechać z synem do kraju ukochanego. Tutaj doznaje pierwszego szoku – widzi, że jej mądry, troskliwy i kochający mąż ma drugie oblicze. Twarz muzułmanina zapatrzonego w zwyczaje swojej wiary, państwa i rodziny.

Kolejne strony książki były dla mnie trudne. Bohaterka opisuje jak traktowano ją na obczyźnie. Gdyby nie teść, który jako jedyny traktował ją z szacunkiem, niejednokrotnie miałaby poważne tarapaty. Teściowa patrzy na nią jak na człowieka drugiej kategorii, nie ukrywała dużej niechęci do synowej. Wiązało się to z jawnymi prześladowaniami i brakiem wsparcia ze strony męża – ten uważał swą matkę za świętą, a żonę ze niewdzięczną.

Przemoc psychiczna i fizyczna stała się jej codziennością. Nadia w pewnym momencie zaczęła myśleć nad tym, że popełniła błąd. Ze względu na syna trwa jednak przy mężu z nadzieją, że coś jednak się zmieni… Życie odziera ją ze złudzeń. Krótki pobyt w Polsce kończy się dramatyczną sceną, gdy ojciec porywa chorego Karima i Nadia staje przed wyborem – oddaje swoje dziecko i zostaje w Polsce albo wraca z mężem i dzieckiem do Libii.

– Daję ci ostatnią szansę. Masz pięć minut – albo lecisz ze mną i będziesz żyła na moich warunkach, albo ostatni raz patrzysz na swojego syna, bo nigdy więcej go nie zobaczysz. Dam ci minutę na pożegnanie z nim na zawsze. Lepiej wykorzystaj tę minutę na pożegnanie swoich rodziców, bo więcej cię już nie ujrzą.

To były okrutne i najgorsze chwile w moim życiu. Bezwzględna decyzja, jaką musiałam natychmiast podjąć. Z jednej strony moi zrozpaczeni rodzice, z drugiej – moje małe i bezbronne dziecko. Spojrzałam na nie jeszcze raz i nie potrzeba mi było więcej czasu. Żegnaj Polsko, żegnaj mamo i tato! Wybaczcie mi. (str.54)

Nie były to jednak najgorsze chwile w życiu kobiety. Czekały na nią kolejne trudne sytuacje i upokorzenia. Ból, gniew i strach stały się jej drugim imieniem. Raz uratował jej życie teść, który wszedł do domu syna, gdy ten katował Nadię do nieprzytomności. Kolejnym razem uratowała ją…ciąża. Przez jakiś czas była bezpieczna…

Życie jednak niewiele się zmieniło i bohaterka zaczęła planować powrót do Polski. Powrót – ucieczkę. Miała nadzieję, że w Polsce będzie bezpieczna. Pomogła więc mężowi dostać się na upragnione studia doktoranckie w naszym kraju i po wielu trudnych chwilach wróciła wraz z dziećmi do ojczyzny.

Na tym kończy się pierwsza część opowieści. Nie jest to jednak koniec historii. Na recenzję drugiej części zapraszam już w najbliższą środę.

Tam autorka opisuje nie tylko swe dalsze losy (już w Polsce), ale także to, co było dla niej motywacją do opisania swojej historii. Nie jest bowiem łatwo zerwać więzy z kimś, z kim ma się dzieci i ciągłą nadzieję na uratowanie małżeństwa…

Historia trudna i bolesna. Warta jednak tego, by ją poznać.

Dziękuję Wydawnictwu Bernardinum za egzemplarze recenzenckie!

Tytuł: „Gorzka pomarańcza”
Autor: Nadia Hamid
Wydawnictwo: Bernardinum
Liczba stron: 152
Cena: 19,90 zł

Link do książki na stronie Wydawcy TUTAJ

 

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarze

Modlitwa permanentnie niedospanej matki

Ciężko mi w takie dni jak dziś. Najpierw starszy syn wędrował między swoim, a naszym łóżkiem w poszukiwaniu chusteczki, przytulenia i wody. Gdy już zasnął, obudził się młodszy, a jego krzyk rozległ się po całym mieszkaniu. Pomyślałam – znowu zęby? Jezu, daj mi siłę przetrwać tę noc.

Przetrwałam, choć w ciągu dnia kilka razy zdarzyło mi się westchnąć Jezu, ja już nie wyrabiam. Tak właśnie wygląda moje życie z Nim. W codziennym niedospaniu, przy krzyku dzieci i spalonym obiedzie. W chaosie i biegu, ale we mnie. Szczerze, do bólu, bez myślenia co pomyślą inni.

Kiedyś było łatwiej. Duszpasterstwo akademickie, później wspólnota charyzmatyczna dawały mi przestrzeń w rozwijaniu swoich zdolności i wrażliwości na delikatnie tchnienia Ducha. Dziś widzę jednak, że było tam dużo mnie samej, a mniej Boga. On nie zawsze był mi na tej modlitwie potrzebny.

Gdy po raz kolejny miałam wrażenie, że moje życie wewnętrzne kona, mój spowiednik poradził: weź kubek z kawą, poczuj jego ciepło i pomyśl, że taki właśnie jest Bóg. Ciepły, mocny, dodający sił. Zacznij z nim żyć zamiast szukać Go tam gdzie chcesz by był. On w Tobie jest, nie szukaj go już.

Choć te słowa były dla mnie jak miecz, zobaczyłam jak wiele wkładam energii w szukanie czegoś, czego nie ma. Z czasem zaczęłam dostrzegać Jego. Przed trudnymi decyzjami pytałam wprost: co mam robić? Gdy zobaczyłam objazd na jedynej znanej mi trasie, zapytałam którędy mam teraz jechać, Jezu? Nie, nie usłyszałam głosu z nieba. Nie zobaczyłam nic nadzwyczajnego. Pojechałam „na czuja” i trafiłam na miejsce przed czasem.

Nie mam wyznaczonego czasu na modlitwę. Korzystam z chwil, gdy młodszy syn śpi, a starszy bawi się klockami. Mam wtedy chwilę by usiąść przy stole w kuchni i poczytać, pośpiewać, posłuchać, posiedzieć w ciszy. Lubię taki czas, gdy siedzę przy kawie w milczeniu i dziękuję Bogu za to, że jest. Zwyczajnie, bo to, że jest udowodnił mi nie raz.

W życiu niedospanej matki są dni, gdy chce mi się płakać. Mam takie chwile, gdy myślę, że zaraz wystawię moje piszczące dzieci na balkon i zamknę za nimi drzwi. Zdarza mi się wtedy burknąć pod nosem do Maryi, by pomogła zatrzymać mi moje niepohamowane emocje, by pomogła mi przetrwać choćby do wieczora… Często wtedy przychodzi cisza – jeśli nie na zewnątrz, to wewnątrz mnie. Każdego dnia uczę się jak oddawać Jej swoje matczyne serce. Mimo, że wiem, iż daleka droga przede mną, to bardzo chcę nauczyć się żyć tak jak Ona.

Nie mam czasu (albo sił) na różaniec, koronki, litanie. Wieczory są trudne, gdy świat często wiruje mi przed oczami. Myślę wtedy, że może kiedyś? I przytulam śpiące dziecko, kładąc rękę na jego głowie. Wiem, że moje słowa mają moc, proszę więc Jezusa by dał mu spokojny sen, ochronił przed każdą ciemnością i chorobą i błogosławił tak jak ja nie potrafię.

Ciągle uczę się żyć – jako żona, matka, ale przede wszystkim jako córka. Jego córka. Która ufa, kocha, naśladuje.

 

#mojamodlitwa

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano | 3 komentarze

W podróży ku życiu…

Czytając na stronie Wydawnictwa Dreams opis książki „Tańcząc z delfinami„, pomyślałam, że szykuje się fajna powieść obyczajowa. Z nastawieniem na przeżycie czyjejś przygody zaczęłam lekturę. I nie mogłam przestać o niej myśleć… Okazała się dla mnie czymś więcej niż tylko „zwykłą” opowieścią o losach kilku chorych ludzi. Była dla mnie podróżą w czyjeś serce i duszę, bo ku memu zaskoczeniu, książka wiele mówiła o miłości i opiece Boga.

Autorką tej powieści jest Bonnie Leon, która ma na swoim dorobku już ponad 20 powieści. Jak nikt inny potrafiła opisać życie osób niepełnosprawnych i ich duchowe rozterki, gdyż sama uległa wypadkowi po którym straciła fizyczną sprawność. Znalazła jednak w swoim życiu cel – pisanie. Żona, matka, babcia, mieszka w górach południowego Oregonu.

„Tańcząc z delfinami” to historia zaczynająca się dość niepozornie. Cierpiąca na tajemniczą chorobę Claire Murray wybiera się w podróż po Stanach by móc popływać z delfinami. Jej rodzina nie jest temu przychylna. W obawie o bezpieczeństwo córki chce wyperswadować jej tę podróż, tym bardziej, że ma się ona odbyć z grupą jej niepełnosprawnych znajomych, których dziewczyna poznała na grupie wsparcia.

Tom to zrzęda i dość apodyktyczny starszy członek ekipy, który początkowo jest kierowcą kampera, którym ekipa planuje przejechać trasę. Jednak postępujące problemy ze stwardnieniem rozsianym powodują, że podróżnicy zmuszeni są zatrudnić kierowcę.

Była hipiska Willow, to osoba, która przeszła ogromną wewnętrzną przemianę. Kiedyś żyjąc ruchem hipisowskim, używała życia, krzywdząc tym swoją jedyną córkę, która nie chce z nią mieć kontaktu. Później poznała… Jezusa i jej świat się zmienił diametralnie. Jej słowa o Bożej opiece podczas podróży irytują współtowarzyszy, lecz… okazuje się, że to zwykle ona ma rację.

Taylor, osoba cierpiąca na zaburzenia psychiczne. Jej choroba dwubiegunowa daje wszystkim mocno w kość, lecz podczas podróży dzieje się z nią coś wyjątkowego… Znajduje prawdziwych przyjaciół, wsparcie i miłość.

Do tych czterech chorych podróżników dołącza przypadkowo spotkany chłopak. Autostopowicz Sean Sullivan ratuje ich w diametralnie trudnej sytuacji, gdy okazuje się, że Tom nie jest w stanie być dalej ich kierowcą. Sean nie chce jednak towarzyszyć niepełnosprawnej ekipie. Z czasem okazuje się, że uciekł z rodzinnego domu. Obwinia się za śmierć brata, którego choroba zabrała wiarę, rodziców, dzieciństwo, prawdę, wolność serca.

To, że Claire była tak daleko od domu i nie bała się, było miłą niespodzianką. W domu czuła się jak w klatce, zamknięta w swoim życiu, w którym wszystko kręciło się wokół choroby. Teraz zaczynała wierzyć, że w jej życiu może chodzić o coś innego, i nie mogła się doczekać, żeby zobaczyć o co. (str.226)

Nie będę zdradzać całej fabuły – zepsułabym efekt! A książka zdecydowanie wciąga, inspiruje i budzi z jednej strony podziw dla bohaterów, z drugiej lęk o ich los. Odkrywa przed czytelnikiem wnętrze drugiego człowieka. Wnętrze poranione, które uzdrawia przyjaźń, zaufanie, taniec z delfinami i miłość.

Zdecydowanie polecam każdemu, kto lubi książki, od których nie można się oderwać. Choć to tylko powieść, to zapewniam całą gamę uczuć i wrażeń. Wszak ma być to podróż ku spełnionym marzeniom….

Dziękuję Wydawnictwu Dreams za egzemplarz do recenzji, wprowadzili mnie Państwo w niezwykły świat…

Tytuł: „Tańcząc z delfinami”
Autor: Bonnie Leon
Wydawnictwo: Dreams
Liczba stron: 480
Cena: 44 zł

Link do książki na stronie Wydawcy TUTAJ

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarze

Boże Narodzenie niebiańskim okiem

Do naszego domu trafiła ostatnio wręcz niebiańska książeczka… Trochę inny świat, ale jakże bliski, ciepły i wspaniały!

„Boże Narodzenie z aniołkami” to kolejna pozycja dla dzieci wydawnictwa PROMIC, która zachwyciła mnie od pierwszej chwili. Piękna tekturowa okładka, a wewnątrz niesamowicie przyciągające rysunki, które obudziły we mnie falę ciepłych uczuć.

Czytając ją z synem miałam wrażenie, że jest to nie tylko książeczka dla dzieci, ale również dla dorosłych. Bardzo dotknęły mnie słowa Boga Ojca wypowiedziane do jednego z aniołów, który zadał pytanie o to, dlaczego ludzie przestają wierzyć.

Ponieważ błędnie myślą, że moja cierpliwość, tak jak ich, ma swój kres. Kiedy popełnią błąd, od razu chcą go naprawić i znów być doskonali, a jeśli nie uda im się zrobić tego dość szybko, wpadają w rozpacz. Moja cierpliwość i miłość są jednak nieskończone. Każdemu człowiekowi zawsze dam tyle czasu, ile potrzebuje, żeby stał się święty, i nigdy, w żadnym przypadku, nie odmówię mu przebaczenia – odpowiedział Bóg, czule głaszcząc aniołka po głowie.

Publikacja zawiera pięć opowiadań:

„Płomyk miłości” o tym, że Bóg jest miłością i bardzo jej dla nas pragnie.

„Prezent dla Maryi”, którego tekst bardzo mnie zaskoczył. Widzimy tutaj… smutnego Jezusa, który cierpi z powodu tego, że ludzie nie rozumieją sensu Bożego Narodzenia i nie skupiają się na tym, że są to Jego urodziny. Aniołkowie starają się Go pocieszyć, co sprawia Maryi dużą radość.

„O aniołku, który został muzykiem” – nie każdy potrafi śpiewać. Ten problem dotyczył również aniołka, który chciał wystąpić w chórze. Jednak jego śpiewu nie można było słuchać – smutny anioł otrzymuje jednak od Boga wyjątkowy prezent…

„Dzwony na Boże Narodzenie” – o tym jak różni i jakże piękni jesteśmy. Tak właśnie zrozumiałam opowiadanie o tworzeniu dzwonów. Choć miały być takie same – każdy był inny i wydawał inny dźwięk. Bóg był nimi zachwycony…

„Roztargniony aniołek” – mały Zefirek wiecznie coś gubi. Co zrobiłby bez pomocy Matki Bożej, która się nim zajęła?

Opowiadania nie tylko przybliżają nam klimat nadchodzących świat. Odebrałam je również jako małą wykładnię wiary – idealnie dopasowaną dla małego odbiorcy. Polecam już dla dzieci w wieku przedszkolnym.

To jedna z tych lektur, które warto mieć na dziecięcej półce i po które warto sięgać nie tylko ze względu na dzieci, ale również ze względu na siebie…

Książeczka jest idealnym pomysłem na czas zbliżających się Świąt. Wydawnictwo przyjmuje zamówienia do 21.12.2017 r.
Polecam również drugą książeczkę dotyczącą Bożego Narodzenia tego Wydawnictwa, o której pisałam jakiś czas temu (KLIK)

Dziękuję Wydawnictwu PROMIC za egzemplarz do recenzji.

Tytuł: „Boże Narodzenie z aniołkami”
Autor:
Ivano Argento
Wydawnictwo: PROMIC
Liczba stron: 56
Cena: 19,90 zł

Link do książki na stronie wydawcy TUTAJ

 

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.

Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

Opublikowano Bez kategorii | 8 komentarzy

Prezentowy szał!

Drodzy Moi!

Wielu z Was pyta czy polecę jakąś konkretną książkę dla Waszych najbliższych na czas świątecznego szału kupowania prezentów. Oczywiście!

Dzięki Waszym pytaniom stworzyłam kilka kategorii. Zapraszam!

Lektura duchowa – dla pogłębienia formacji

Wojciech Jędrzejewski OP „Odwaga zmiany” KLIK

Adrian Wawrzyczek  „Ogarniacz. Opanuj swoją codzienność” KLIK

zdjęcie „Ogarniacza” należy do wydawnictwa WAM

 

Dobra i wciągająca biografia

Ulf i Birgitta Ekman „Wielkie odkrycie. Nasza droga do Kościoła Katolickiego” KLIK

Michał Kociołek „Projekt: życie. Nie zatrzymuj się” KLIK

Książka podróżnicza – dobra opcja dla osoby żyjącej dalej od Kościoła

Stanisław Kalisz „Syberyjski TRANS. Część 1. Mój tatuś kat i inne reportaże” KLIK

Lusia oraz Wojtek, Eliza i Wojciech Łopacińscy „Zabrałam brata dookoła świata„ KLIK

Dla małżonków

John Townsend, Henry Cloud  „Granice w relacjach małżeńskich” KLIK

Lektura prawdziwa i pokazująca kim jest Matka Boża

Judy Klein Landrieu „BĄDŹ MAMĄ JAK MARYJA. Moc zawierzenia dziecka Bogu” KLIK

Powieść z dobrym przesłaniem

Paweł Cwynar „Wysłuchaj mnie, proszę” KLIK

Katarzyna Targosz „Szlak Kingi” KLIK

Karen Kingsbury „Pomimo wszystko” KLIK

Coś dla dziecka? Hmmm… Jakby to powiedzieć? Wydawnictwo PROMIC – na żadnej ich lekturze się nie zawiodłam – wręcz przeciwnie. U nas wieczorami króluje TO . Jeśli nie wiesz jak wytłumaczyć dziecku sens Świąt – polecam to.
Zdjęcie pochodzi ze strony wydawnictwa PROMIC.

A może inspirujące czasopismo/prenumerata?

Zdjęcie jest własnością Wydawcy.

 

Opublikowano Bez kategorii | 7 komentarzy

Podążając Jego szlakiem…

„Ukojone serce” to kolejna książka autorstwa Lindy Dillow, która ukazała się nakładem wydawnictwa Koinonia. Podobnie jak przy dwóch poprzednich pozycjach tej Autorki*, tak też tutaj, mam wrażenie, że odkryłam coś nowego, coś z czego sobie wcześniej nie zdawałam sprawy.

Linda Dillow to żona, matka i babcia. Prowadzi spotkania i warsztaty dla kobiet – wspomina o tym również w swojej książce. Często z narażeniem samej siebie, nauczała kobiety życia do pełni ich możliwości. Jej książki inspirują do odkrywania lepszej wersji samej siebie.

„Ukojone serce” jak sam tytuł wskazuje, skupia się na sercu. Takim prawdziwie żyjącym, kochającym, pełnym pokoju. Uderzył mnie bardzo cytat:

Dwie kobiety wyglądały przez kraty więzienia. Jedna widziała błoto, druga gwiazdy.

Mam wrażenie, iż jest to dobra kwintesencja tej książki. Bez względu na okoliczności, można nauczyć się patrzeć tak, by widzieć gwiazdy.

Pamiętaj: zadowolenie jest wynikiem właściwej relacji z Bogiem, nie reakcji na okoliczności. Pytania „A jeśli…” mogą albo przybliżyć nas do Boga i wzmocnić naszą wiarę, albo wciągnąć nas w wir zmartwień i polegania na sobie samych. Bóg oferuje ci pokój i zadowolenie; zamartwianie przynosi chorobę i cierpienie. (str. 158)

Co można znaleźć w tej pozycji? Przede wszystkim dużą dawkę wiary i Bożego zaufania. Dziewiąty rozdział nie bez powodu nosi tytuł WIARA – PODSTAWA ŻYCIA.

Autorka zaczyna rozważania od tego, że pokoju serca można doświadczyć bez względu na wszystko. Przechodzi w tym przez kolejne dziedziny życia, w których często brakuje zadowolenia – w otaczających okolicznościach, sobie samym, naszych życiowych rolach i relacjach z innymi. Mówi o trzech dużych przeszkodach: chciwości, niewłaściwych celach i troskach życia. Nie traci jednak energii na skupianiu się na brakach – przechodzi z tego do wspomnianej wyżej podstawy życia – wiary i zaufania do Boga na każdej życiowej płaszczyźnie.

Linda Dillow nazywa rzeczy wprost. Pisze bezpośrednio, obrazowo, trafiając do serca. Swoje nauczanie oraz propozycje w książce opiera na historiach wielu kobiet, które osobiści spotkała. Często mówi też o doświadczeniach z własnego życia.

Chciałabym, aby nazywano mnie „Linda, kobieta wolna od trosk”. Nieważne, kim jesteśmy – ważne, kim się stajemy! Jeśli Bóg potrafi taką kobietę jak ja – kobietę, która lubi mieć nad wszystkim kontrolę i z łatwością zaczyna się o wszystko martwić – przekształcić w kobietę ufającą Mu i wolną od zmartwień, to samo może uczynić z tobą. (str.132)

Całość wieńczy dwunastotygodniowe studium biblijne. Autorka zachęca by uczynić z zamieszczonych materiałów coś na wzór pamiętnika, tak by czytając za jakiś czas zapisane w nim myśli, cieszyć się tym, jak Bóg działa w naszym życiu. To właśnie na Nim i Jego nauczaniu Linda Dillow opiera tę książkę – nie jest to poradnik o tym jak zmienić się tylko własnymi siłami. Czytając ją miałam wrażenie, iż jest to podręcznik ku wędrówce w Bogiem. Wędrówce, którą warto podjąć… by żyć.

Droga Kobieto – polecam tę lekturę. Mężczyzno – podaruj tę książkę bliskiej ci kobiecie, sam również możesz doświadczyć jej zmiany – miłości bowiem nie da się zatrzymać…

Dziękuję Wydawnictwu Koinonia za egzemplarz książki!

Tytuł: „Ukojone serce”
Autor: Linda Dillow
Wydawnictwo: Koinonia
Liczba stron: 248
Cena: 25,00 zł (do końca grudnia w promocyjnej cenie 18,00 zł)

Dwa ostatnie zdjęcia pochodzą ze strony Wydawnictwa i są jego własnością.
Książka na stronie Wydawnictwa TUTAJ

 

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Liturgia Słowa dla dzieci – II niedziela Adwentu

Zapraszam do drugiego w tym roku liturgicznym rozważania Liturgi Słowa dla dzieci.

Więcej szczegółów i pierwsze rozważanie znaleźć można na Facebooku i w zakładce Liturgia Słowa dla dzieci na blogu.

Rozważania dla dzieci- II niedziela Adwentu

Początkowo miałam problem z przedstawieniem osoby Jana Chrzciela i tematyki przygotowania drogi dla Pana. Pomyślałam, że warto zasięgnąć rady eksperta – opowiedziałam Jasiowi Ewangelię z II niedzieli Adwentu i zapytałam jak by ją wytłumaczył małemu bratu. Odpowiedź mnie zaskoczyła….

1. Trzeba zrobić krzywą drogę
2. Nie wiem jak wygląda szarańcza
3. Można pokazać zdjęcie Jana Chrzciciela

A ja tyle daremnie główkowałam! 🙂

Proponuję zrobić pustynną drogę. Do tego celu użyliśmy:

tackę ze styropianu (może być też każda inna)
bułka tarta (piasek też byłby ok)
kolorowa plastelina
kolorowanka (do wydruku)
kredki
dla odważnych : zamiast kolorować św. Jana kredkami można go obkleić kawałkami skóry

Tak powstała nasza pustynia. Widać na niej piasek (bułkę), kuleczki i brązowy wałeczek – to nasze życiowe przeszkadzajki, które wart oddać Jezusowi. Niebieska plama na piasku to rzeka Jordan, do której chcemy dojść. Tak wytłumaczyliśmy sobie „prostujcie drogi dla Pana” – usuwajmy w życiu to co przeszkadza nam i drugiemu człowiekowi spotkać Jezusa.

Wymieniliśmy tutaj zazdrość, bicie brata, krzyki, myślenie tylko o sobie. To zadanie jest trudne dla małego dziecka, ale po rozmowie z Jasiem (4 lata) stwierdziłam, że coś do niego bardzo mocno dotarło. Gdy uderzył brata podczas zabawy – chwile później go przeprosił (czego nie robił wcześniej, albo robi bardzo rzadko).

W internecie znalazłam również bardzo dobre zobrazowanie postaci Jana Chrzciela w formie kolorowanki. Można go pobrać TUTAJ – klikając na zdjęcie pojawi się cały plik z zadaniami. My wykorzystamy tylko postać Jana i koło z labiryntem, które znajduje się na końcu pliku.

Czytania z II niedzieli Adwentu są dostępne TUTAJ.

Kto się podejmie wyzwania? 🙂

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Sztuka ogarniania

Stwierdzenie „nie ogarniam” jest chyba znane każdemu z nas. Czasem życie ucieka przez palce bardziej, czasem mniej. Takie funkcjonowanie nie jest jednak do końca tym, czego oczekujemy od życia, czyż nie?

Wydawnictwo WAM opublikowało ostatnio bardzo cenną pozycję – podręcznik (choć nie szkolny!) i kalendarz w formie plannera w jednym. „Ogarniacz. Opanuj swoją codzienność” jest pozycją wartościową i cennym głosem w zabieganym świecie codziennych aktywności.

Adrian Wawrzyczek, autor tej pozycji, to mąż, ojciec, dziennikarz i bloger. Czytając jego publikację czułam, że pracuje słowem na co dzień. Pisze niezwykle lekko, choć o rzeczach trudnych i wymagających dużego wysiłku. Na łamach książki dzieli się swoim doświadczeniem – nie tylko tego, jak skutecznie udaje mu się dobrze ogarnąć, ale również tym co trudne – chorobą, która odebrała mu radość i chęć do życia, wyssała wszystkie siły. Bezpośrednio i z dużą szczerością mówi o tym jak wyglądała jego walka z depresją i kiedy nastąpił przełom i powrót do życia – pracy i możliwości jakiegokolwiek odczuwania.

„Ogarniacz” to kilkanaście rozdziałów – znajdziemy tu dwanaście strategii radzenia sobie z wyzwaniami, które przeplatane są inspirującymi tekstami i dobrze zorganizowanym plennerem. Nie brakuje zadań praktycznych, które są spójnie połączone z każdym rozdziałem tekstu i które mają na celu poprowadzić czytelnika do większej świadomości i pracy nad sobą. Czy jest to trudne? Przedstawione jest w sposób bardzo jasny i czytelny, lecz podjęcie tego wyzwania wcale łatwe nie jest – potrzebne są do tego duże pokłady pracy, cierpliwości i…wiary. Autor opiera się bowiem na duchowości ignacjańskiej, co osobiście odebrałam bardzo pozytywnie. Nie znam niczego innego, co tak bardzo porządkuje mi codzienność jak reguły św. Ignacego z Loyoli, którymi staram się żyć w codzienności. Czy potrzebna jest do tego jakaś wiedza? Nie! Wystarczą otwarte umysły i serca!

Adrian Wawrzyczek zaczyna od tego, że w życiu należy…  zwolnić. Mówi o koncentracji i skupieniu, o które nie jest łatwo w dzisiejszym świecie rozpraszaczy uwagi. Podejmuje temat taktyki walki z rozproszeniami i proponuje czytelnikowi gotowe ćwiczenia na wzmocnienie uwagi i skupienia.

Przechodzi później do medytacji uważności (nazywając to mindfulness). Dlaczego autor powołuje się tutaj na ignacjański rachunek sumienia? Czym jest „aktywna i świadoma bierność”? Dlaczego modlitwa jest tak ważna w pracy nad ogarnianiem rzeczywistości? Spodobało mi się określenie „ignacjański coaching” – rachunek sumienia proponuje jednak nie tylko osobom wierzącym.

To wreszcie narzędzie, które może być pomocne nawet dla… osób niewierzących, gdyż pięciopunktowa konstrukcja rachunku sumienia nadaje się również do świeckiej refleksji nad dobrymi i gorszymi momentami dnia, naszymi osiągnięciami i potknięciami. (str.116)

Autor nie poprzestaje na tym – proponuje i w przystępny sposób przedstawia również praktykę modlitwy Jezusowej i medytacji ignacjańskiej.

W kolejnym rozdziale było coś bardzo do mnie… Marudzenie zastąp wdzięcznością! Rozbawiły mnie słowa z jego początku

Kiedy ranne wstają zorze, Polak narzeka,
na co tylko może…
(str.176)

Wciąż uczę się tego co mi tutaj zaproponowano – by dziękować Bogu przy każdej możliwej okazji, nawet za drobiazgi.

Z wdzięczności przechodzimy do minimalizmu – autor stworzył dobry i prosty test na konsumpcjonizm. Nie chodzi jednak tylko o gromadzenie wielu przedmiotów, ale…

powinien on polegać na „posprzątaniu” własnego serca, by nie mamić go więcej chwilowymi „zaspokajaczami”. Serca, które ma serdecznie dość miernych podróbek tego, co się dla niego naprawdę liczy. I które prędzej czy później się o to upomni. (str. 211)

Nie jest to jednak koniec trudnych i ważnych tematów, które tu poruszono. Czym jest prawda i samoakceptacja? Autor wspomina o drodze odkrywania swojej roli w świecie – dzieląc się doświadczeniem i błędami, które popełnił. Nie istnieje łatwa droga do sukcesu, ale zachęca czytelnika do dziękowania za swoje mocne i słabe strony. Wspomina również o motywacji – o tym jak ważna jest w życiu pasja i dlaczego nie powinniśmy etykietować się nazwami swoich słabości. Mnie osobiście wiele uświadomiło 10 pułapek myślowych, które Wawrzyczek wymienia. Udziela również cennych rad dotyczących nawyków i tego jak je skutecznie zmieniać, nazywając je „zautomatyzowanymi reakcjami odpornymi na emocjonalne i umysłowe widzimisię” (bardzo mi się ta definicja podoba!). Nie skupia się jednak tylko na sprawach psychiczno-duchowych. Zaprasza do przyjaźni z własnym ciałem – świadomym jedzeniem, aktywnością fizyczną, docenieniem roli seksu, akceptacji wyglądu, potrzebie nie słuchania negatywnych myśli, wypuszczania swoich emocji i tego co na pozór błahe – potrzebie snu.

Nauka zarządzaniem zadaniami i codziennością oraz narzędzia (głównie elektroniczne), polecane przez autora wieńczą to dzieło. Czy słowo „dzieło” jest tu z sarkastycznym uśmieszkiem? Nie! Ta publikacja może przewartościować niejedną codzienność – trzeba do niej podejść jednak z dużą otwartością, wolnością i zakładając, że warto podjąć walkę i… zrobić to.

Zachwycił mnie również dołączony na każdy miesiąc i kolejne tygodnie planner.

Polecam tę lekturę bez wahania!

To zdjęcie pochodzi ze strony Wydawnictwa

Dziękuję Wydawnictwu WAM za mój „Ogarniacz” – uczę się i ćwiczę. Wierzę, że przyniesie to dobre owoce.

Tytuł: „Ogarniacz. Opanuj swoją codzienność”
Autor: Adrian Wawrzyczek
Wydawnictwo: WAM
Liczba stron: 416
Cena: 39,90 zł

Link do książki na stronie Wydawnictwa TUTAJ
Więcej zdjęć można zobaczyć TUTAJ

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

Nawróceni z islamu

Książka „Nawróceni z islamu” trochę mnie zaskoczyła. Spodziewałam się opowieści rodzinnych – czegoś w stylu „zakochałem się w Europejce i pokochałem jej wiarę”. Tutaj jednak znalazłam coś zupełnie innego. Są to opowieści o wewnętrznej walce, o sile modlitwy, bólu odrzucenia i niezrozumienia, o prześladowaniach za wiarę.

Autor zebrał z różnych źródeł wiele ludzkich historii. Każda inna, równie ważna i mocna dla kogoś, kto nie żyje w islamskiej rzeczywistości. Jean Mathiot jest teologiem, specjalistą w dziedzinie biblistyki i historii Kościoła. Nad historiami nawróconych muzułmanów pracuje już od ponad dwudziestu lat.

To, co wiedziałam o islamie wystarczyło by być świadomą tego, co grozi osobom nawracającym się na chrześcijaństwo. W najbardziej optymistycznej wersji jest to wytykanie palcami, w najgorszej prześladowania, tortury i śmierć. Takie historie przeczytać możemy również w tej publikacji.

To co najmocniej zaskoczyło mnie to fakt, że wielu muzułmanów odnalazło Jezusa studiując Koran. Zadawali sobie pytanie o to kim jest Ten, o którym muzułmańskie księgi mówią jako o proroku, który uzdrawiał chorych, czynił cuda i wskrzeszał umarłych.

Im dłużej czytałem Biblię, tym bardziej docierało do mnie, że jej treść zupełnie nie zgadza się z tym, co sobie na jej temat wcześniej wyobrażałem. Przede wszystkim dotarło do mnie, że mój obraz Jezusa był całkowicie fałszywy. Z kogoś obcego Jezus stał się dla mnie kimś wyjątkowym!
Jamel Attar
(str.146)

Najbardziej uderzyła mnie historia kobiety, która w 1971 roku została uzdrowiona z paraliżu, który był skutkiem przebytej wcześniej choroby. Fatima bardzo cierpiała, choroba odbierała jej możliwość normalnego funkcjonowania. Nie znając jeszcze Jezusa, zaczęła błagać Go o uzdrowienie. Pewnej nocy On odpowiedział na jej wołanie – objawił się w postaci fizycznej i rozmawiając z nią, uzdrowił z wszelkich dolegliwości. Fatima mogła normalnie chodzić, czego nie mogli również zakwestionować jej bliscy. Uwierzyła w Jezusa i przyjęła chrzest.

Takich opowieści jest więcej. Wiele z nich łączy się z nadprzyrodzonym spotkaniem, pewnym rodzajem wizji. Jezus przychodził do wielu osób i mówił wprost kim jest i czego oczekuje. Czy owe wizje mogą być tylko wymysłem ludzkiego intelektu? Wątpię – wraz z nimi przychodziło fizyczne uzdrowienie bądź dogłębne zrozumienie istoty Boga. Autor przedstawia też historię grupy osób, którym towarzyszył pewien sen – każdemu ten sam i w tym samym czasie… Inne nawrócenia przyszły dzięki postawie drugiego człowieka, czy wspomnianemu wcześniej dogłębnemu studiowaniu Koranu.

Każda historia jest inna, każda mocna. Czytając je zastanawiałam się nad sobą – czy jest we mnie tyle wiary by otwarcie przyznawać się do Jezusa, wiedząc, że mogą spotkać mnie za to prześladowania? Czy byłabym w stanie przeciwstawić się całej rodzinie, tym samym wyrzekając się jej dla Jezusa? Czy potrafię modlić się z taką gorliwością i wiarą jak modlili się ci ludzie, którzy jeszcze nie znali Jezusa, bądź dopiero zaczęli Go poznawać?

Dzisiaj moją jedyną racją bytu jest Jezus Chrystus. Mogę obejść się bez jedzenia, ale nie bez modlitwy. Oddycham modlitwą, bliskością Boga, milczeniem i daniem Bogu możliwości mówienia do mnie. Najcudowniejszą rzeczą w życiu jest należeć do Jezusa. A ja należę do Niego jako Marokańczyk.
Said Oujibou – Islamista, który został pastorem
(str.98)

zdjęcie pochodzi ze strony Wydawnictwa

Dziękuję Wydawnictwu Promic za egzemplarz recenzencki!

Tytuł: „Nawróceni z islamu”
Autor: Jean Mathiot
Wydawnictwo: Promic
Liczba stron: 192
Cena: 21,90 zł

Książka na stronie Wydawnictwa TUTAJ

Widziałeś już wyprzedaż Wydawnictwa Promic? Końcówki serii w bardzo atrakcyjnych cenach – polecam! TUTAJ

 

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj