Spontaniczność drogowego walca

Mój mąż powtarza często, że jest spontaniczny jak walec drogowy. Co zaplanuje, to zrobi – mimo wszystko. Nie ma tu dużo miejsca na spontaniczną zmianę planów. Nie ma miejsca na nagły wypad do znajomych czy porzucenie obowiązków kosztem przyjemności. Czy to źle? Nie wiem. Myślę, że każda skrajność jest zła – zarówno sztywne trzymanie się planów (mimo niesprzyjających okoliczności), jak również częste porzucanie obowiązków swojego stanu kosztem spontanicznych przyjemności czy spotkań.

Gdzie w tym wszystkim jest teraz moje serce?

Rozmawiałam kilka dni temu z Przyjaciółką. O tym jak kiedyś pod nasze rodzinne domy niespodziewanie „wpadała” rodzina na kilka dni. I nikt nie robił z tego problemu. A teraz jest tak, że trzeba uprzedzić, umówić się, zapytać – by nie pocałować klamki bądź nie poczuć się jak intruz.

Jak zareagowałabym, gdyby teraz ktoś do mnie przyjechał?

Mam konkretne plany na dzisiejszy dzień. Czy jest w nich miejsce na modyfikację? Patrząc obiektywnie – tak. Patrząc subiektywnie – to zburzy moje poczucie kontroli, poczucie bycia jedyną panią swojego losu. Pamiętam gdy jakiś czas temu irytowało mnie to, że moje dziecko zawsze w dzień spało, a dziś NIE. A właśnie dziś zaplanowałam coś w czasie jego drzemki. Pamiętam swoją frustrację i niemoc. I wiem czego ta sytuacja mnie wtedy nauczyła – że życie jest nieprzewidywalne.

Czy pozwalamy sobie na tę nieprzewidywalność by ucieszyć się bardziej sobą i innymi?

Ostatnio zaryzykowałam. Rano zmieniłam plany. Pojechałam spontanicznie do Gdyni wesprzeć Przyjaciółkę podczas trudnego egzaminu. Starsze dziecię do babci, młodsze w wózek ze sobą i w drogę! Jej radość była tego warta…

A na co spontanicznego mogę zdecydować się dziś? Jeszcze tego nie wiem… A Ty?

EDIT. Teksty piszę zazwyczaj kilka dni. Gdy pisałam wczoraj nie miałam planu na…festyn. Przypadkiem dowiedziałam się o obchodach Powiatowego Święta Policji. Moi synowie to wielcy fani motoryzacji. Gdy zobaczyłam opis imprezy wyruszyliśmy w drogę. Jaka była radość! Jaś siedział w prawdziwym radiowozie za kierownicą, a pan policjant pokazał mu co, jak i po co ma w aucie. Wszedł też do karetki, pobawił się maskami tlenowymi… Pooglądał piły do cięcia metalu strażaków, o które pytał mnie dwa dni wcześniej. Ta spontaniczność była tego warta… Kolejne godziny były jedną wielką radością małego człowieka!

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarze

Dziecięce opowieści o Bogu

Na rynku wydawniczym wiele jest pozycji dla dzieci, które miałyby przybliżyć im wiarę. Przyznam jednak, że większość z nich nie sprawdza się w naszym domu. Napisane są albo zbyt infantylnie, albo zbyt trudno jak dla małych dzieci. Trafiłam jednak na dwie pozycje, które moi synowie uwielbiają. Obie wydane są przez wydawnictwo Jedność.

„Arka Noego” przybyła w nasze progi już trzy lata temu jako prezent na chrzest starszaka. Jaś od kiedy sięgam pamięcią godzinami potrafił oglądać tę książeczkę, do znudzenia (bardziej mojego, niż jego…). Dziś przeszła na własność młodszego brata, który od razu szuka strony z pieskiem (po co? By poudawać szczekanie i bić sobie brawo – a jakże!). Samą książeczkę też bardzo chętnie ogląda oraz słucha historii, którą recytuję już nawet wyrwana ze snu. Historia jest prosta, rymowana – bardzo wpada w ucho, przyjemnie się jej słucha. Jest wystarczająco krótka by nawet roczne dziecko nie nudziło się i nie przerwało czytania w trakcie. Twarde, mocne strony – mimo używania jej już trzy lata niewiele jest oznak eksploatacji. Zdecydowanie polecam na prezent – na chrzest, roczek, inne okazje. Myślę, że dla dziecka do dwóch lat jest zdecydowanie wystarczająca, a zarazem uczy o dobroci Boga.

Druga pozycja to „Biblijne historie o tym, jak Bóg pomaga ludziom”. Szukałam w księgarni Pisma Świętego dla 3,5 letniego syna. To, które miał niezbyt go interesowało. Teraz wieczorami prosi „poczytaj mi nową Biblię” – i od razu wiemy co ma na myśli. Historie są krótkie, napisane prostym językiem. Ilustracje wyraziste i sugestywne. Bardzo dobrze dobrana treść do szaty graficznej sprawia, że po każdej przeczytanej opowieść Jaś prosi by opowiedzieć mu również co jest na obrazku. Niektóre z opowieści stały się już jego ulubionymi. Zdecydowanie polecam dla dzieci w wieku 2-5 lat.

Tytuł: „Arka Noego”
Autor: Barbara Żołądek
Wydawnictwo: Jedność
Liczba stron: 32
Cena: ok. 6 zł

Tytuł: „Biblijne historie o tym, jak Bóg pomaga ludziom”
Autor: Juliet David
Wydawnictwo: Jedność
Liczba stron: 104
Cena: ok. 26 zł

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Żyć z wampirem!

Tydzień temu pisałam o energetycznych pijawkach – wampirach, które sprawiają wrażenie, że żyją po to, by uprzykrzać życie innym. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze i prawie…700 odsłon postu!

Dziś o tym jak sobie z nimi radzić – zebrałam Wasze opinie, sięgnęłam do naukowego źródła (Albert J. Bernstein „Emocjonalne wampiry”) i jest!

Bernstein uważa, iż wampiry noszą znamiona zaburzeń osobowości – nieprawidłowo postrzegają i interpretują siebie i innych, ich intensywność i labilność uczuć to jazda bez trzymanki, żyją w przekonaniu, że ich potrzeby są ważniejsze od potrzeb innych.

Oto kilka wampirzych przykładów:

  • Wampir narcystyczny – egocentryk, który oczekuje ciągłego podziwu, bezwarunkowej miłości, której sam nie potrafi dać.
    Jak sobie z nim radzić? Mieć realistyczne oczekiwania wobec niego. Nie pomoże nam w naszych troskach – chyba że ma w tym jakiś interes. Najlepiej nie angażować się z taką osobą w bliższe kontakty.
  • Wampir ofiara – żyje w przekonaniu, że jest najnieszczęśliwszym stworzeniem na planecie i dlatego nic w życiu jej nie wychodzi, nie może być szczęśliwa i zrealizowana. Gdy ktoś chce jej pomóc, na każdą radę znajdzie jakieś „ale” użalając się nad sobą jeszcze bardziej. I jeszcze bardziej absorbując innych swoimi „problemami”.
    Co robić? Wyznaczać wyraźne granice! Powiedzieć wprost, że poruszaliśmy już dany temat, pomogliśmy jak potrafimy i nie chcemy kontynuować tego tematu. Bardzo trudne, ale potrzebne…dla nas samych!
  • Wampir kontrolujący – musi mieć wszystkich i wszystko pod kontrolą. Zawsze wie co jest najlepsze dla innych.
    Gdy tym wampirem jest nasz rodzic, szef – trudna sprawa. Zostaje nasza asertywność. Sztuka, której mnie samej ciężko jest opanować. Mam takiego wampira (wampirzycę!) w swoim otoczeniu. Trochę pomaga mówienie „dzięki za radę, ale chcę zrobić po swojemu”. I choćbym miała wątpliwości – nie chcę tego pokazać, wampirzyca wykorzystuje to z wielką siłą.
  • Wampir borderline – wszystko jest czarne albo białe. Kochają skłócać ze sobą ludzi. W jednej chwili kochają, w drugiej nienawidzą.
    Jak z nim żyć? Przede wszystkim emanować spokojem (nie pytaj jak…). Ważne by nie dać się sprowokować. Gdy jestem bliska wybuchu – wychodzę i wracam do tematu za jakiś czas. Taki wampir był również na mojej życiowej ścieżce… Gdyby wzrok mógł zabijać to by zabił, gdy powiedziałam „jak przestaniesz krzyczeć, to możemy porozmawiać”.

Pewnie znalazłby się jeszcze jakiś inny wampir. Każdy z nas jest czasem takim wampirem dla samego siebie. Wampira trzeba traktować jak dziecko – konsekwentnie, z jasnymi granicami, z nagradzaniem dobrych i ignorowaniem złych zachowań. On przecież jest trochę dzieckiem – nie pozwólmy mu wejść sobie z butami w nasze wnętrze, ale nie uważajmy siebie samych za świętych – choć może jest tu ktoś kto święty jest – tego nie wiem 😉

A co jeśli sami wampirzymy? Jeśli masz narcystyczny typ – wyjdź do ludzi, słuchaj ich, mniej opowiadaj o sobie. Jeśli nie radzisz sobie z własnymi emocjami – unikaj konfliktowych sytuacji, staraj się nie krzyczeć i obrażać innych, pomyśl o konsekwencjach swoich słów – choćby było już po czasie, choćbyś już powiedział ich za wiele. Starajmy się biec pod wiatr – może w tym jest jakaś niezawodna nadzieja?

P.S. A o modlitwie za „swoich” wampirów pamiętasz? 🙂

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Być jak Ona…

Moja relacja z Matką Bożą jest (delikatnie mówiąc) słaba. Zawsze odrzucało mnie to, że w Kościele traktuje się Ją często na równi z Bogiem – co jest dla mnie ogromnym zgrzytem.

Książka Judy Klein Landrieu dostarczyła kilku odpowiedzi na moje długoletnie dylematy. Pokazała mi Maryję jako moją Matkę. Poprowadziła ze rękę przez Jej życie pokazując, że Jej macierzyństwo było trudne, ale jakże piękne. Pokazała jak można żyć będąc przy Niej.

Potęga matczynej modlitwy zawiera się w tym, że kobieta oddaje siebie i swoje dziecko Panu, otwierając w ten sposób nowe przestrzenie na miłość Bożą – oto wyzwanie, które łatwiej opisać niż pojąć! (str. 15)

Właśnie… Oddawać Panu jak Matka Boża. Oddawać siebie, swoje troski, problemy, dylematy. Być blisko Niego by móc prawdziwie żyć. Autorka nie miała w życiu łatwo – pochowała pasierba, męża, walczyła z uzależnieniem syna, zawiodła się na córce, która spodziewała się nieślubnego dziecka. To wszystko sprawiało, że szukała ukojenia w Bogu. Jej ufna modlitwa, którą opisuje zaskakiwała mnie prostotą, otwartością – niby wszystko takie łatwe, tak piękne – ale jakże trudne! Jej świadectwo porusza, wciąga, obezwładnia serce. Ta książka jest jednym wielkim świadectwem!

Zawsze postrzegałam macierzyństwo jako „robienie” czegoś: zachodzimy w ciążę, przynosimy niemowlę do domu, kochamy i formujemy maleńkie serduszko i niedorosłą duszę oraz kształtujemy i ukierunkowujemy nowe życie. Teraz rozumiem, że macierzyństwo ma „zrobić” coś z nami: ma nas uformować i ukształtować, obudzić, wzbogacić, obnażyć i uleczyć oraz nauczyć roztropności, cierpliwości i wytrwałości. To wszystko jest możliwe dlatego, że jako matki doskonalimy się w sztuce mówienia „tak”. (str. 28)

Autorka zadała pytanie o to, jakiego TAK oczekuje ode mnie teraz Jezus. Od razu przyszły mi do głowy dwie rzeczy – porzucenie bólu po stracie ukochanego Teścia i zaufanie pewnej osobie w ważnych dla mnie sprawach. Zaczęłam oddawać swojego synka Sercu Maryi. Jaś bardzo cierpi po śmierci Dziadka, oddaje jego ból w Jej ręce – Ona jak nikt wie czym jest strata ukochanej Osoby.

Książka pobudziła mnie do ufnej modlitwy. Pokazała, że można mieć żywą relację z Matką kochając Jezusa i stawiając Jego na pierwszym miejscu. Polecam szczególnie matkom – wszystkim nam zabieganym, zrezygnowanym, tym bez czasu i sił na modlitwę. Ona pobudza do życia… naprawdę!

Jestem bardzo wdzięczna Wydawnictwu eSPe za podarowanie mi tej książki – dziękuję!!!

Tytuł: „BĄDŹ MAMĄ JAK MARYJA. Moc zawierzenia dziecka Bogu”
Autor: Judy Klein Landrieu
Wydawnictwo: eSPe
Liczba stron: 160
Cena: ok.20 zł

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Emocjonalne wampiry

Wśród ludzi, których znam jest kilku, o których mogłabym powiedzieć emocjonalne wampiry albo deptacze dobrych pragnień. Dlaczego?

Rozmowa jak każda inna. Mówię, że ostatnio moją odskocznią jest blogowanie. Zawsze kochałam pisać, a teraz kiedy jestem na urlopie macierzyńskim warto inwestować jakoś w swój rozwój.
– Ale co ty z tego masz? Zarabiasz na tym? Szkoda czasu.
albo
– Przecież tego i tak nikt nie czyta. Tyle tego jest. Kto akurat by ciebie chciał czytać?

Podcinacze skrzydeł? Długo bolały mnie te słowa, mimo, iż wiedziałam, że są kłamstwem. I nie chodzi tu wcale o to czy ktoś mnie czyta czy nie. Raczej o to, że znalazłam swoje miejsce na teraz, w którym się realizuję. W imię czego mam rezygnować z czegoś co mnie rozwija? Choćby miała mnie czytać tylko jedna osoba – warto poświęcić chwilę na poszerzenie swojego spojrzenia poza to co jest związane z moją codziennością, która – nie oszukujmy się – jest monotonna. Dlaczego nie mam walczyć o swoje pragnienia?

Scena druga, sprzed kilku lat. We wspólnocie była pewna osoba, która musiała być w centrum zainteresowania. Gdy jej zdanie nie było na wierzchu był foch i ciągłe przeszkadzanie innym. Gdy ktoś wyglądał lepiej – potrafiła znaleźć choćby taki mankament jak źle wyprasowana bluzka. Gdy miała jakiś problem – wszyscy musieli stać w pogotowiu z pomocą. Wysysała z nas wszystkie soki będąc zawsze na celowniku. Zawsze wszystko wiedziała, zawsze miała coś do powiedzenia, zawsze pouczała innych. To prawda, że po części byłam też taka sama. Może dlatego jej zachowanie tak właśnie mnie drażniło. Ale każde spotkanie z nią sprawiało, że byłam zmęczona, że ulatywało ze mnie życie i entuzjazm. Że czułam się źle z tym, że najchętniej omijałabym ją szerokim łukiem.
Jak funkcjonować wśród takich osób? Czy omijanie ich coś da? Mnie pomogło bycie szczerym – do bólu. Wiele razy udawała, że nie słyszy aż w końcu zaczęła mnie ignorować. Jakże to było wspaniałe!
Nie wiem gdzie leży źródło jej problemów – nie potrafiłam wtedy zdobyć się na to by przeskoczyć przez swoje ograniczone spojrzenie i nie patrzeć na nią inaczej niż jak na marudę i emocjonalnego wampira. Czy dziś potrafiłabym inaczej? Nie wiem…

A Ty? Znasz takie osoby? Jak sobie z tym radzisz?

Poza tym…w życiu jest tak, że czasem wampir, czasem anioł. O moich aniołach, których spotykam każdego dnia już wkrótce 🙂

 

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

Własnoręcznie zrobiony prezent

Dwie bliskie mi Kobietki miały niedawno urodziny. I to nie byle jakie, bo 30!!! Wypadało uczcić to z rozmachem. Chciałam zrobić coś sama, własnoręcznie. I wtedy…pomyślałam o pojemniku z cytatami.

Z pojemników zrobił się słoik – widać przez niego zawartość. Cytaty ręcznie pisane bądź z wydruku. Dobrze, że miałam współtowarzyszkę pracy – sama nie dałabym rady! Każdy cytat zawinięty gumeczką do warkoczyków i… gotowe 🙂 Podoba się?

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

„Trudne wybory miłości”

Na wiele sposobów ludzie definiują miłość. Jedni mówią, że to uczucie, inni – że stan, jeszcze inni – że wybór/decyzja. Ta książka pokazuje jasno, że nie ma miłości bez…Miłości.

Opowieść jakich wiele – dziewczyna żyjąca w związku z chłopakiem, które nade wszystko ceni sobie wolność. Jej wydaje się to nie przeszkadzać do czasu, gdy orientuje się, że jest w ciąży. Zaczyna cieszyć się nowym życiem. Ale wtedy jej wyobrażenia o rodzinie legną w gruzach. Jej partner żąda aborcji. Wolność ceni sobie nade wszystko. Rozstają się, a Jola zostaje z pozoru sama. Ale tylko z pozoru. Odnawia relacje z ojcem, nawiązuje głębszą relację z koleżanką z pracy, poznaje kapłana, który wspiera ją w trudnych wyborach i na koniec łączy się z mężczyzną, który staje się nie tylko jej partnerem do zabaw, ale również wsparciem, ojcem dla jej dziecka i kimś na kim naprawdę może polegać.

Opowieść niby prosta, czasem miałam wrażenie, że w życiu nie wszystko układa się tak łatwo. Nie wszystkie przeciwności jest tak łatwo pokonać. Pytanie tylko czy głównej bohaterce było naprawdę łatwo? Wątpię. Trochę przeszkadzał mi styl pisania Autorki (podobnie jak w jej książce „Cztery pory miłości”). Mimo to ta opowieść wciąga, budzi do refleksji. Mnie dotknęła tym bardziej, że od kilku lat bliski jest mi temat aborcji –  spotkałam kobiety, który podjęły inną decyzję niż bohaterka. Ciągle mam wrażenie, że nie potrafię z nimi rozmawiać tak jak tego potrzebują. Mogłabym uczyć się od księdza z opowieści Beaty Agopsowicz. Po raz kolejny pojawia się u niej ks. Paweł – ciepły, oddany kapłan – choć w tej opowieści pojawia się też jego problem, jego rozterki – co uważam za duży plus tej pozycji.

Czy polecam tę książkę? Jak najbardziej. Myślę, że szczególnie kobietom. Ta lektura uczy…zaufania. Sobie, Bogu, innym ludziom. A uczymy się przecież wciąż na nowo jak dobrze żyć.

Dziękuję wydawnictwu eSPe za możliwość przeczytania tej książki

Tytuł: „Trudne wybory miłości”
Autor: Beata Agopsowicz
Wydawnictwo: eSPe
Liczba stron: 288
Cena: ok.25 zł

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

Żałoba

Kilka lat studiów na wydziałach pedagogicznych dało mi teoretyczną wiedzę na temat żałoby – jej etapów, form przeżywania, sposobów radzenia sobie z nią. Tylko dlaczego nikt nie uczy jak samemu z nią żyć? I jak pomóc z nią własnemu dziecku?

Czytałam ostatnio tekst pewnego Blogera. Nie bez powodu Bloger przez duże B – ten wpis poruszył mnie do głębi, otworzył jątrzącą się ranę. Wpis o umieraniu* – tak zwyczajnie.  I tego samego dnia mój 3,5 letni synek zapytał „mamo, pożyczymy zjeżdżalnię z placu zabaw, co? Podłączymy do nieba i dziadek do nas wróci”. Nie wiedziałam co powiedzieć – nie pierwszy raz z resztą. Takie pomysły i pytania o możliwość powrotu dziadka pojawiają się już prawie rok. A moje dziecko ma dopiero 3,5 roku!

Dorosłemu łatwo wytłumaczyć, że ktoś umarł. Ale jak wytłumaczyć to dziecku, które straciło jedną z najbliższych osób, a śmierć jest dla niego abstrakcją? Jak pokazać, że trzeba dalej żyć mimo, że samemu trudno jest stać nad grobem ukochanej osoby? Jak żyć…ze strachem, że mnie też może zabraknąć i moje dziecko będzie cierpieć kolejny raz? Wiele jest pytań bez odpowiedzi. Jest ból, który nie mija. I nadzieja, że to co na ziemi się skończyło trwa nadal – tylko jak powiedzieć to dziecku by nie obraziło się na Boga? Wciąż nie wiem… Wciąż szukam…

* http://spesalvi.pl/2017/06/to-nie-koniec-to-poczatek Bloger Jakub – polecam!

Opublikowano Bez kategorii | 5 komentarzy

„Cztery pory miłości”

Od pewnego czasu mam wrażenie, że trudniej mi w codzienności z Bogiem. Rozproszenia na modlitwie, ciągłe zmęczenie, brak chęci. Czasem wracam myślami do czasów, gdy mogłam być aktywna na spotkaniach wspólnoty. Do momentów, gdy mogłam modlić się za innych.

Ostatnio dostałam książkę „Cztery pory miłości” Beaty Agopsowicz. Czytało się szybko. Co prawda średnio odpowiadał mi styl, w jaki została napisana – trochę zbyt prosto, tak jakbym czytała wypracowanie młodej studentki. Sama fabuła jednak jest na tyle wciągająca, że nie mogłam doczekać się dalszego ciągu opowieści i sposób pisania Autorki schodził na dalszy plan.

Książka jest zbiorem ludzkich dramatów – tak na pierwszy rzut okiem. Wiele ran, brak przebaczenia, rodzinne dramaty każdego z bohaterów. I gdzieś między nimi … katolicki ksiądz. Taki ksiądz, o którym marzy każda parafia. Zaangażowany, ciepły, zainteresowany, zawsze dostępny. Ideał? Robiło mi się ciepło na sercu, gdy czytałam kolejne dialogi, gdy zobaczyłam jak sprytnie pomodlił się wstawienniczo za Marka – jednego z głównych bohaterów.

Małżeństwo na granicy rozpadu, umierające dziecko, wracający po latach rodzic, romans w pracy – to kilka wątków tej opowieści.

Opowieści, po którą warto sięgnąć by poczuć w sercu wiosnę. Mnie ta lektura pobudziła. Do bardziej ufnej modlitwy, do zaufania, do nie zamykania się w sobie. Pokazała codzienność rodzinną z dramatem w tle. Cenna dla mnie jako żony, matki, doradcy życia rodzinnego i … Jego córki.

Dziękuję wydawnictwu eSPe za możliwość przeczytania tej książki

Tytuł: „Cztery pory miłości”

Autor: Beata Agopsowicz

Wydawnictwo: eSPe

Liczba stron: 276

Cena: ok.20 zł

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarze

Spotkanie

Wśród wielu rodzajów spotkań najtrudniejsze jest spotkanie…z samym sobą. Moje plany, marzenia, wartości, bolączki, moje prawdziwe ja?

Jak określić się w świecie wielkich oczekiwań? Czy się określać? Może lepiej zatopić się w tłumie, by nikt nie patrzył złym okiem, nie oceniał, nic nie chciał?

Czy święty spokój naprawdę jest święty?

Co jeśli chcę magis? Jeśli chcę więcej? Czy to oznacza ciągłą walkę i narażanie się na porażki?

Jak żyć by czuć, że naprawdę żyję? Co Ty na to?

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze