Czas Zmartwychwstania

Od zawsze drażnią mnie zdania w stylu „święta, święta i po świętach”. Jakby narodzenie i zmartwychwstanie Jezusa nie miały nigdy miejsca. Owszem, zewnętrzna otoczka – pyszne jedzenie, czas wolny – to wszystko mija. To wszystko nie ma wielkiego znaczenia. Dla mnie ostatnimi laty te wydarzenia są inne – choćby przez to, że nie mam możliwości brać pełnego udziału w Triduum, bo nikt nie zajmie się w tym czasie Jaśkiem. Dzielimy więc z mężem ten czas tak, by każde z nas miało czas spotkać się z Nim. I teraz większą wagę przywiązuję do przeżycia czasu Adwentu czy Wielkiego Postu. A jak to było w tym roku? Przede wszystkim CISZA. Na tyle na ile pozwoliły mi możliwości nie słuchałam muzyki, nie oglądałam filmów itd. – ten czas poświęciłam LEKTURZE DUCHOWEJ. W tym roku towarzyszyła mi w Poście książka Gajdów (jej recenzja pojawi się tutaj wkrótce). Wybór bardzo trafiony na czas, który aktualnie przeżywam. Coś co dało jeść duszy i psychice. Na początku Wielkiego Postu brałam też udział w parafialnych REKOLEKCJACH WIELKOPOSTNYCH. Wciąż żywe jest we mnie pytanie ojca rekolekcjonisty „czy wierzysz Bogu? Czy Mu ufasz?”. Zadał wiele trudnych pytań, ale te były szczególnie do mnie. Inaczej też wyglądała w Poście moja MODLITWA. Nie miałam możliwości być w kościele na drodze krzyżowej, lecz chcę odprawić ją w Wielki Piątek w domu. Sama, gdy Jaś zaśnie w ciągu dnia. Na czas Wielkiego Postu adoptowałam też modlitewnie kapłana z parafii, w której mieszkam. By jego gorliwość i zaangażowanie nie zgasły, by dalej wskazywał na Jezusa – szczególnie w czasie wielogodzinnych, przedświątecznych spowiedzi. I jest jeszcze coś bez czego te święta nie byłyby dla mnie świętowaniem – SAKRAMENTY. Z Wielkim Postem kojarzy się głównie spowiedź… Ja jeszcze z niej nie skorzystałam. Czuję delikatne muśnięcie, zaproszenie by zrobić to w okresie wielkanocnym, gdy lukrowany baranek już zniknie, a zostanie serce – może pełne ran, może zdjęte już z krzyża… Ale moje serce. By zająć się nim delikatnie przy Jego grobie, pozwolić Mu dotknąć swoich ran i oddać je Zmartwychwstałemu.
Jako mama staram się też pokazywać Jasiowi co się teraz dzieje. Razem zrobiliśmy palmę na wczorajszą uroczystość. Dzielnie trzymał ją w górze aż do … procesji. Potem mu się znudziło i kazał trzymać ją mnie. Ale uważnie słuchał opowieści o wjeździe Jezusa do Jerozolimy (starałam się mówić tak by nie zasnął przy tej opowieści :)). Gdy o.Mateusz mówił podczas procesji o tym, że „Jezus wjechał do Jerozolimy” Jaś skomentował to świetnie „Pan bum bum” (bum bum to u nas określenie samochodu, a jak wjechał to przecież autem, a nie na ośle, no nie? :)). Od paru dni jest z nami też ulubiona zabawa Jaśka – kolorowanka z naklejkami. Specjalna, wielkanocna. A przy niej opowieści. Mam więc nadzieję, że ten czas nie będzie czasem zmarnowanym, że pomoże nam spotkać się z NIM…
A Ty? Jak przygotowujesz się na kolejne święta w swoim życiu? A co jeśli te święta będą Twoimi ostatnimi? Przygotowałbyś się do nich inaczej? (P.S. Nie, nie mam depresji… Ale to jedno z pytań z rekolekcji, myślę, że bardzo trafione…).

1 WIELKANOC 2 WIELKANOC

Comments

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *