Kilka lat studiów na wydziałach pedagogicznych dało mi teoretyczną wiedzę na temat żałoby – jej etapów, form przeżywania, sposobów radzenia sobie z nią. Tylko dlaczego nikt nie uczy jak samemu z nią żyć? I jak pomóc z nią własnemu dziecku?
Czytałam ostatnio tekst pewnego Blogera. Nie bez powodu Bloger przez duże B – ten wpis poruszył mnie do głębi, otworzył jątrzącą się ranę. Wpis o umieraniu* – tak zwyczajnie. I tego samego dnia mój 3,5 letni synek zapytał „mamo, pożyczymy zjeżdżalnię z placu zabaw, co? Podłączymy do nieba i dziadek do nas wróci”. Nie wiedziałam co powiedzieć – nie pierwszy raz z resztą. Takie pomysły i pytania o możliwość powrotu dziadka pojawiają się już prawie rok. A moje dziecko ma dopiero 3,5 roku!
Dorosłemu łatwo wytłumaczyć, że ktoś umarł. Ale jak wytłumaczyć to dziecku, które straciło jedną z najbliższych osób, a śmierć jest dla niego abstrakcją? Jak pokazać, że trzeba dalej żyć mimo, że samemu trudno jest stać nad grobem ukochanej osoby? Jak żyć…ze strachem, że mnie też może zabraknąć i moje dziecko będzie cierpieć kolejny raz? Wiele jest pytań bez odpowiedzi. Jest ból, który nie mija. I nadzieja, że to co na ziemi się skończyło trwa nadal – tylko jak powiedzieć to dziecku by nie obraziło się na Boga? Wciąż nie wiem… Wciąż szukam…
* https://spesalvi.pl/2017/06/to-nie-koniec-to-poczatek Bloger Jakub – polecam!

Poszukaj w bibliotece bajek terapeutycznych dla dzieci, powinien pojawić się temat śmierci, może to ułatwi Twojemu dziecku zrozumienie, choć maluchy w tym wieku nie oddzielają świata rzeczywistego od wyobrażeń…
Spróbuję. Nie pomyślałam o tym wcześniej, dzięki!
Trudne…
Mam bajki terapeutyczne w domku i mogę Ci pożyczyć.
Śmierć bliskiej,ukochanej osoby to najtrudniejsze doświadczenie w życiu każdego człowieka. Czasami dorosły zastanawia się i zadaje pytanie dlaczego? Jeszcze trudniej wytłumaczyć to dziecku, tym bardziej jak jest silnie związane emocjonalnie z taką osobą.