Serce Ojca

Ostatnio na wielu katolickich portalach widzę burzę o filmik, na którym kapłan śpiewa i tańczy z młodą parą podczas mszy. Budzi to wielkie oburzenie bądź wielki zachwyt. Czytając komentarze miałam wrażenie, że mało jest opinii pomiędzy. A moja jest właśnie taka…

Podoba mi się śpiew o. Pawła Sawiaka SJ. Ma niesamowity talent! Gdybym była na takim ślubie i widziała to na żywo – byłabym pewnie zachwycona. Choć sama w kościele nie tańczę, często odtwarzam ten filmik w samochodzie, gdy się modlę. Jego śpiew pomaga mi w modlitwie, a ten taniec jest dla mnie bardzo wymowny. Mimo to sama miałabym opór by się do tego przyłączyć. Dlaczego? Zwyczajnie mam inną wrażliwość, choć nie mam nic przeciwko temu, by ktoś inny modlił się w taki właśnie sposób.

Kilka tygodni temu brałam udział w rekolekcjach prowadzonych przez wspólnotę Mocni w Duchu i o. Pawła. Była to moja pierwsza msza z profesjonalnym śpiewem od kilkunastu miesięcy. Nie do końca potrafiłam się tam odnaleźć. Wcześniej uwielbianie Boga gestami nie było dla mnie problemem – tutaj trochę odstawałam swoim nastawieniem i postawą ciała. Ale… nie był to dla mnie żadnym problemem. Wiedziałam, że mam prawo czuć co czuję i mogę modlić się tak jak chcę. Wiedziałam, że Mocni niczego mi na siłę nie narzucają.

Podczas tych rekolekcji, mimo, że były bogate w gesty, dla mnie były czasem oczyszczenia i modlitwy wewnętrznej. Konferencje, które głosił Jezuita bardzo mnie dotykały, były czymś czego wtedy bardzo potrzebowałam. Serce Ojca* zaczęło odsłaniać się dla mnie w zupełnie nowy sposób.

W trakcie tych rekolekcji wydarzył się mały cud. Od wielu lat miałam duży problem z modlitwą wstawienniczą. Owszem, modliłam się za innych, ale nie pozwalałam by ktoś położył na mnie ręce – szczególnie jeśli był to kapłan. Nie będę tłumaczyć dlaczego – wiąże się to mocno z pewnym zranieniem sprzed lat, które nie jest rzeczą publiczną. W trakcie rekolekcji o. Paweł zaproponował modlitwę o wylanie Ducha Świętego – kapłani modlili się nad chętnymi. Moje serce pragnęło tej modlitwy! Tak bardzo jej potrzebowałam. Z niemocy i strachu zaczęłam płakać. Panie, nie potrafię, nie dam się nikomu dotknąć! – to była moja modlitwa pełna bólu. Moja przyjaciółka, która domyśliła się o co chodzi, zapytała ciepłym głosem „Paweł też nie?”. Wiedziałam, że to jest odpowiedź, o którą się modliłam. Stałam w kolejce do tej modlitwy z zaciśniętym sercem. Podeszłam ze spuszczoną głową, a gdy kapłan położył na mnie ręce doświadczyłam uwalniającego, mocno dotykającego błogosławieństwa. Wiedziałam co zrobił dla mnie Jezus… Gdy podniosłam wzrok, zobaczyłam oczy zakonnika. Nie, nie podoba mi się fizycznie. Ale jego wzrok wtedy…dawno nie widziałam takiego pokoju i miłości w ludzkich oczach.

Jaki to ma związek z jego śpiewem? Nie ma się kilku serc – do odprawiania liturgii, do rozwijania pasji, do wypełniania swojego powołania i do dobrego traktowania drugiego człowieka. Każdy ma jedno serce, o.Paweł też. To co zobaczyłam kiedyś w jego oczach pozwala mi myśleć, że ten kapłan jest na dobrej drodze i że to co robi jest Boże. Można mieć swoją wrażliwość, swoje zdanie. Tak jak mnie może coś nie odpowiadać, tak kogoś innego może zachwycać. Nie dajmy się jednak zamknąć na szept Boga… On też nie? A może właśnie on ma być Jego narzędziem tu i teraz…

*Serce Ojca to temat rekolekcji i tytuł książki, na którą się podczas nich powoływano (TUTAJ). Ten tytuł nie dotyczy osoby o.Pawła – ojca Jezuity 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przejdź do paska narzędzi