Ciszo przemów!

 

Cisza – gdy wypowiesz jej imię – znika

Nie pamiętam skąd pochodzą te słowa. Szukając w internecie ich autora, nie znalazłam zbyt wiele… Pamiętam jednak sytuację, gdy użyłam ich po raz pierwszy.

Na drugim roku studiów miałam zajęcia z autoprezentacji. Wykładowczyni kazała przygotować nam pięciominutową wypowiedź do zaprezentowania na forum grupy. Pamiętam, że nie bałam się grupy – byliśmy wtedy bardzo zgraną paczką. Bałam się jednak naszej wykładowczyni – nie dawała nam powodu do tego, by ją lubić…

Nie bardzo wiedziałam o czym mogłabym powiedzieć. Pomyślałam wtedy, że podzielę się wrażeniami z rekolekcji, na których byłam w wakacje. Szybko jednak zrezygnowałam. Został mi szczątkowy pomysł – cisza. Tak! Temat ciszy wydawał mi się być najlepszym pomysłem. Zawsze w razie gdyby język zaczął mi się plątać – został temat rekolekcji, a o nich mogłam gadać bez końca, a w końcu związany był z ciszą bardzo.

Dziś temat ciszy do mnie wraca – po kilku latach przerwy jadę niedługo na rekolekcje ignacjańskie. I serce już się rwie, tęskni, pragnie…

Cisza jest nie tylko milczeniem. Jest stanem umysłu, serca, patrzenia na świat.

Cisza w codziennym życiu może wydawać się niemożliwa – sama jestem matką dwójki małych dzieci. Każda matka wie, że dzieci i cisza raczej w parze nie chodzą.

W sklepach głośno grająca muzyka, w samochodzie odruchowo włączone radio, na ulicy szum. A w domu? Dzieci, może telewizor, zmywarka, YouTube?

Dla mnie cisza to nieustanna nauka uczenia się bycia z sobą. Nie tylko chwila bez dzieci i radia (którego w domu nie słucham). To także chwila bez mediów społecznościowych i telefonu. Tylko ja i ona. Bez miliona galopujących myśli o tym, co jeszcze dziś trzeba załatwić. Taka cisza jest trudna.

W ciszy głośniej słyszę siebie – swoje pragnienia, troski, zranienia. Ona potrafi bardzo mocno boleć.

Czy można żyć w ciszy, nawet gdy wokół jest głośno? Można!

Cisza jest w nas, nie wokół nas. Zewnętrzne czynniki mogą pomóc nam ją odnaleźć, ale tak naprawdę to moje nastawienie jest tu kluczowe.

Czasem udaje mi się usiąść na chwilę, zamknąć oczy i zwyczajnie posiedzieć. Takie chwile dają mi niesamowicie dużo sił. Gdy uda mi się wyjść na samotny spacer (na wsi naprzeciwko mojego osiedla) słyszę często siebie, nawet gdy wokół coś się dzieje – widzę to, ale nie jest mnie to w stanie wybić z rytmu.

Jestem ja, wiatr we włosach, cisza i Bóg – jeśli Go do tej ciszy dopuszczę. To też jest dla mnie bardzo trudne. Co wydarzy się jeśli coś w tej ciszy jednak usłyszę?

Dzięki niej czuję się spokojna. Chcę jej więcej. Ciszo, przyjdź, rozgość się, zostań…

 

Fot.z pixabay.com

 

Informacje o Magdalena Urbańska

Kobieta, żona, matka, przyjaciółka. Pozytywnie nastawiona do świata. Spędzam czas na dbaniu o siebie i innych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Chwile z życia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *