Klaps metodą na posłuszeństwo

Jakiś czas temu zadałam na facebooku pytanie czy kary fizyczne (w tym klapsy) są dobrym środkiem wychowawczym. Odpowiedź trochę mnie ucieszyła, przyznaję.

Ucieszyłam się, bo sama nie jestem zwolenniczką bicia…

Ostatnio przy rodzinnym stole wywiązała się ostra dyskusja, bo „wyprowadzam dziecko na smyczy”. Tak! Mój syn jest do mnie „przywiązany”. To efekt braku innych możliwości wpływu, przyznaję. Nie było nigdy moim marzeniem to, by doczepiać do siebie dziecko. Tłumaczenia nie pomagały. Wszelkie inne środki, których uczono mnie kilka lat na studiach – też nie pomogły. Jest więc to…

Usłyszałam przy stole zdanie, na które zareagowałam bardzo ostro…
– Mnie Radek uciekł tylko raz. Potem był grzeczny.
– A dlaczego? Bo dostał takie lanie, że cały blok słyszał jego płacz? Bo wiedział, że oberwie znowu?
Dyskusja na tym się skończyła… W teorii ta kobieta dzieci nie bije. Praktyka okazała się diametralnie inna.
I choć nie oceniam jej jako człowieka, potępiam używanie pasa. Tak – tam na klapsach się nie kończyło. Co prawda efekt został osiągnięty, ale jakim kosztem? Strachu, poniżenia, bólu?

Kiedy ludzie na ulicy mijają nas podczepionych ze sobą, patrzą różnie. Jedni jak na wyrodną matkę. Inni zaczepiają i pytają gdzie można takie cudo kupić (odpowiadam – na allegro! :)). Jeszcze inni mówią, że szkoda, że 20 lat temu takich rzeczy nie było. Jedna z kobiet powiedziała, że jej córka wpadła kiedyś pod samochód. Teraz nie bałaby się założyć czegoś takiego, kiedyś ludzie patrzyli na nią jak na UFO, bo uszyła córce szelki.

Nie jestem odosobnionym przypadkiem. Pociesza mnie to.

Czy jednak nie łatwiej wprać raz, a porządnie i będzie spokój? Moje matczyne serce krzyczy: NIE!

Moi rodzice nigdy mnie nie bili, choć miałam różne głupie pomysły. Dziecko na wiele sposobów odkrywa świat. Owszem, należy tłumić niebezpieczne zapędy. Uważam jednak, że bicie to nie jest dobry środek do celu.

Byłam w maju na rekolekcjach ignacjańskich. To taki czas szczególny – siedzisz tydzień w ciszy i słuchasz co mówi do Ciebie Bóg. Do mnie mówił bardzo wiele.
Zobaczyłam siebie jako wielki dzban z oliwą w środku. Od razu pomyślałam: Jezu, z oliwą? Jaką oliwą? Ja przecież swoim krzykiem i gniewem bardziej zadaje rany niż je opatruję.

Podczas kolejnej modlitwy dostałam odpowiedź. Dzban się rozbił. Oliwa się rozlała. Po odłamkach naczynia chodziły moje dzieci, kalecząc sobie stopy.

To był najmocniejszy i najtrudniejszy moment tych rekolekcji. Zobaczyłam jak bardzo ranię moje dzieci. Jezus nie zostawił mnie z tym samą… Zobaczyłam jak siada przy moich synach i wyciąga im odłamki z nóg. Z tego co wyciągnął posklejał mnie na nowo. Nie, nie zrobił mnie od nowa. Posklejał z resztek. Mam być nadal dzbanem. Popękanym. Pamiętającym o tym, że krzyk to nie jest środek do przekazywania miłości. A miłość jest tym środkiem wychowawczym, który zmienia najbardziej…

Jak się uczyć takiej miłości? Jeszcze nie wiem, szukam…

 

 

Comments

  1. Halo mamma

    Hej,

    Sama wielokrotnie myślałam o tym. Wydaje mi się, że to kwestia nauki i cierpliwości. Rozwijania jej w sobie. Uczenia siebie, ale i dziecka od początku.
    Nie wyobrażam sobie uderzenia, popchnięcia lub zrobienia jakiejkolwiek krzywdy dziecku! Ja wychodzę z założenia, że skoro zdecydowałam się wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka, czyli urodzić go, wychować, to inaczej jak poprzez miłość tego nie zrobię. To trudne, bo czasem mama zderza się z czymś co przekracza jej siły, a jednak ona staje się silniejsza.
    Dzieci wiele rozumieją to prawda, ale wielu rzeczy nie ogarniają i tutaj jest nasza rola- rodziców, dziadków, wujków itp., żeby uczyć, tłumaczyć, przekonywać, pokazywać wszelakimi metodami, ale nigdy poprzez jakąkolwiek przemoc.

    Pozdrawiam

    W wolnej chwili zapraszam do siebie:

    halomamma.blogspot.com

    1. Post
      Author
      Magdalena Urbańska

      Dziękuję Ci za ten komentarz! I idę w odwiedziny do Twojego miejsca w sieci 😉 Pozdrawiam ciepło! Magda

  2. Krysia

    „Wszystko co osiągnięte tresurą, naciskiem, przemocą jest nietrwałe, niepewne, zawodne.” – Janusz Korczak to w temacie klapsa…A co do Twojej metody – faktycznie może dla przechodniów nie wygląda to dobrze…ja też pewnie bym się zdziwiła, mijając taką mamę…bo to raczej rozwiązania, które nie są powszechne..Znam jednak Ciebie i wiem, że szukasz dla swojego dziecka tego, co najlepsze. I podziwiam Cię!:*

  3. Karolina

    Ja osobiście uważam że klaps w tyłek to nie jest przemoc, używam tego już w ostateczności ale nie tak żeby go zabolało tylko żeby poczuł i zrozumiał że nie wolno, a tak to stawiam do kąta czy idzie za karę na swoje łóżko
    Może nie którzy twierdzą że jestem wyrodną matką bo daje klapsy ale wiem że dzięki temu mój syn mnie teraz słucha w sytuacjach zagrożenia np nie ucieka na ulicy czy w tłumie

    1. Post
      Author
      Magdalena Urbańska

      Nie uważam, że jesteś wyrodną matką. Każda z nas szuka swojej drogi. Myślę, że jednej słusznej nie ma. Ja nie daję klapsów. Z powodów o jakich pisałam w poście. Pozdrawiam i dziękuję za Twój głos!

  4. KDJ

    Wypowiem tylko swoje zdanie.
    Prowadzanie dziecka na smyczy jest znacznie większą przemocą wobec dziecka niż klaps.
    Mimo iż nie powoduje bólu, również jest przyczyną poniżenia dziecka i tresurą (codzienną tresurą, kóra z czasem staje się czymś normalnym a nie jest).
    Co najgorsze (z mojego punktu widzenia), to smycz nie wyrabia w dziecku zrozumienia, bo nie jest bezpośrednią i natychmiastową konsekwencją jego niewlaściwego zachowania tylko zapobieganiem popełnienia błędu przez dziecko (a tego taki 3-latek na pewno nie zrozumie). Nie tak się kształtuje się świadomego człowieka.

    1. Post
      Author
      Magdalena Urbańska

      Być może masz rację. Tak jak napisałam – dla mnie to też nie jest najlepszy sposób. Niestety jak narazie jedyny skuteczny by nie odbierać dziecka z kostnicy…

    2. Kasia

      KDJ, fajny krytyczny komentarz ale tam gdzie jest krytyka fajnie by bylo by mozna Tez zobaczyc propozycje wlasciwie drogi. Piszesz „nie tak sie ksztaltuje swiadomego czlowieka” wiec Jak? Kazdy radzi sobie tak Jak potrafi najlepiej.

  5. zawszeuczesana

    Rzadko piszę komentarze, ale bardzo mnie poruszył akapit o rozbitym dzbanie. Obraz tego, jak ranimy najbliższych, choć powinniśmy przynosić ulgę i miłość, jest tematem moich codziennych zmagań, zwłaszcza od kiedy mam dzieci. Dziękuję za tę szczerą myśl.

    1. Post
      Author
      Magdalena Urbańska

      Dziękuję za Twój komentarz… Miałam wrażenie, że wiele osób zatrzymało się na zdjęciu ze smyczą i nie chciało poznać mojej historii. Ty zrobiłaś inaczej, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *