O co ci kobieto chodzi?

Czasem czuję gniew. Wielki, nieogarniony gniew. Pytam wtedy samą siebie o co ci kobieto chodzi? I często odpowiedź jest niespodziewana…

Czujesz czasem, że inni wymagają od ciebie rzeczy, których nie możesz im dać?

Tak bardzo chciałabym być np. dobrą przyjaciółką, ale nie mam tyle czasu, ile chciałabym poświęcić przyjaźni. Nie mam tyle energii by pomóc komuś w potrzebie, gdy cały dzień słucham marudzenia ząbkującego dwulatka. Nie mam sił na praktyki religijne, o które ksiądz nawołuje z ambony. Nie mam predyspozycji i motywacji do ćwiczeń ala Chodakowska i porządku Perfekcyjnej Pani Domu.

I rodzi się frustracja, a z niej gniew. Ile można spełniać oczekiwania świata? A może to moje oczekiwania?

Długo trwało zanim doszłam do tego, że nie muszę być idealna. W podstawówce byłam pilną i dobrą uczennicą. Twarde było moje zderzenie z lekcją chemii w liceum, gdy na półrocze postawiono mi pałę. Nie, nie dlatego, że się nie uczyłam. Nie dlatego, że byłam głupia. Po prostu padło na mnie… Tak… „Zagrożone” było pół klasy – pała była dla przykładu. W każdej klasie jakaś była, w mojej więc też. Dziś się z tego śmieję, wtedy to był dla mnie dramat. Czułam się głupia, zła, leniwa. Mimo, że uczyłam się nocami – nic to nie dało.

Wiele było takich sytuacji w moim życiu, gdy coś wychodziło nie po mojej myśli. Takich, gdzie chciałam trzymać rękę na pulsie, mieć poczucie kontroli. A ono uciekało przez palce. Tłumiłam w sobie wtedy gniew – masę gniewu.

Dziś inaczej patrzę na swoje porażki – jak na szansę. Potrzebne były do tego lata wielu przemian, łez, spowiedzi. Potrzebne były godziny mądrych rozmów z odpowiednimi ludźmi. Potrzebny był Bóg.

Dziś nie tłumię gniewu, gdy czuję się gorsza. Zwyczajnie staram się mówić o tym wprost. Mam prawo czuć. Mam prawo o tym powiedzieć. Mam prawo zamienić słabość w siłę.

Uczę się tego kolejny raz, gdy coś jest nie tak, jak planowałam. Uczę tego swoje dzieci. Nie jest sztuką być silnym i niezawodnym – sztuką jest umieć powstać z kolan.

 


Zaczytuję się w lekturze o gniewie i odkrywam na nowo rzeczy, z których nie zdawałam sobie sprawy… Czytam bardzo powoli, może skończę za 100 lat, wtedy napiszę więcej!

„Czuła się pozbawiona danego przez Boga przywileju podejmowania własnych decyzji, kontrolowana przez ludzi i okoliczności. Bycie uwięzionym przez kontrolujące środowisko jest głównym czynnikiem prowadzącym do gniewu”.
str. 80

Comments

  1. Natalia

    Dziękuję Ci za ten tekst! „Bycie uwięzionym przez kontrolujące środowisko jest głównym czynnikiem prowadzącym do gniewu” Też mam wrażenie, że żyję w kontrolującym środowisku. Działa na mnie destrukcyjnie. Gdy człowiek traci wiele energii na to by bronić się przed ciągłą kontrolą to mu odbiera radość życia :(. Trudno przed tym uciec czy się od tego odciąć gdy tym środowiskiem jest rodzina. Co wtedy? Jak sobie radzić? Czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *