Nie usłyszą cię, dopóki nie przemówisz

 

W sobotę pojechałam na nieformalne spotkanie Wspólnoty Małżeństw Kochać i Służyć, której jestem częścią od dłuższego czasu. Przy pysznej, domowej pizzy i szarlotce toczyły się rozmowy – o nas, o Tęczowym Piątku, o przyszłości Kościoła i o tym, gdzie jest moje serce.

Nie byłoby tego spotkania gdyby nie nasza potrzeba rozmowy i podzielenia się swoim życiem. Po raz kolejny zobaczyłam jak dobrze jest mieć takich ludzi wokół siebie – możesz się z nimi nie zgadzać, powiedzieć o tym głośno, a oni nadal trwają przy tobie jak matka przy dziecku.

Zderzyło się to we mnie z tym co widzę na Facebooku – kłótnie o Tęczowy Piątek i brak poszanowania zdania drugiej osoby trwają w nieskończone…

Przyznaję, że czara goryczy przelała się we mnie wczoraj, gdy na mszy świętej usłyszałam kazanie o aktualnym stanie Kościoła. O tym, że bierzmowanie jest „uroczystym pożegnaniem Kościoła w obecności biskupa” – takie słowa skierował kaznodzieja do kandydatów do tego sakramentu. Zawrzało we mnie. Pomyślałam:

facet, weź się streszczaj. Gadasz to, co wszyscy wiedzą. Pesymizm ci uszami kipi. Zrób coś, by ci młodzi chcieli zostać.

Zrobił. Złagodził mój bunt. Wyciągnął z ławki jednego młodego, Kubę. Zaprowadził do Stołu i pyta czy ten może odprawić msze. Potem czy może spowiadać.

– Nie, nie mogę, nie jestem księdzem.
– I właśnie dlatego jesteśmy sobie potrzebni…

Choć kazanie nie w moim stylu, podobało mi się. Kapłan prosił by się za niego modlić, bo jest słaby. Mówił o tym czym jest Kościół. Pokazał jak mało jest ludzi w moim wieku (30- 50 lat) i że to o czym trąbią media dzieje się naprawdę. Ludzie nie pojawiają się w Kościele i mają ku temu swoje powody.

Mówił o tym, o czym rozmawialiśmy dzień wcześniej przy pizzy – o tym, że jeśli ja odejdę, moje dzieci również.

Nie znam bozi z obrazka i nie odmawiam pacierza. Znam Jezusa i się modlę.
To zasługa m.in. ludzi, którzy kiedyś pozwolili mi mówić. Którzy zadawali mi trudne pytania i dali przestrzeń bym odpowiedziała na nie prawdziwie, bez obawy o ostracyzm, obrzucanie błotem i odrzucenie. Spotkałam tych ludzi w Kościele.

Nie muszę tłuc się o Tęczowy Piątek – moje dzieci szanują innych na tyle, na ile ich tego nauczę.

Nie muszę tłuc się o Halloween w szkole. Ci, którzy są odpowiedzialni w szkole za moje dziecko znają moje zdanie. Wypowiedziałam je głośno i z szacunkiem – nie krzywdząc przy tym nikogo.

Nie mam potrzeby opowiadania w każdej możliwej dyskusji co myślę o Tęczowym Piątku – moje słowa rzucane w spór nic nie zmienią. Moja postawa owszem.

Kiedy milczysz, odchodzisz w kąt – nikt nie dowie się co czujesz i chcesz przekazać światu. Kiedy nie powiesz „stop”, nikt nie stanie przed twoimi drzwiami, tylko wparuje ci w życie z buciorami. Czasem milczenie jest złotem, czasem przekleństwem.

Widzę wiele smutnych, wycofanych matek. Coś im nie pasuje, ale nic nie mówią. Mam ochotę nimi potrząsnąć, krzyknąć żeby się ogarnęły dla dobra swoich dzieci. Ale wtedy budzi się we mnie refleksja: a co jeśli ona nie spotkała w życiu takich osób jak ja? Takich, które szanują moje zdanie?

Nie jestem zwolenniczką potyczek słownych ani wojenek na argumenty. Uważam też, że nie można milczeć, gdy ktoś brudzi swoim butem moją życiową przestrzeń. Mam prawo powiedzieć STOP. Mam prawo wychodzić z cienia, który staje się ciemnością pochłaniającą moje serce.

Nawet jeśli ktoś nie uszanuje tego co mówię – mam prawo stawiać granice. Czyjaś wolność powinna zatrzymać się tam, gdzie zaczyna moja. Nie będę sobie kneblować serca zamkniętymi ustami.

P.S. Na koniec kazania wczoraj usłyszałam:

To czy oni (wskazał na kandydatów do bierzmowania) zostaną w Kościele zależy też od ciebie. Jaki dasz im przykład? Czego ich nauczysz? Co im pokażesz?

No właśnie… Jaki jest mój przykład – jasny czy do d…

 

 

 

Comments

  1. Ppp

    Nie usłyszą cię, dopóki nie przemówisz – z drugiej strony bywa tak, że człowiek mówi, prosi, błaga, krzyczy a inni i tak mają go „gdzieś”.
    Może jednak nie w tym rzecz, a przynajmniej nie zawsze? Lubię robić różne rzeczy samemu i przynosi to o wiele lepsze efekty, niż dyskutowanie z nieprzekonanymi.
    A co do „bierzmowania jako pożegnania” – jak ktoś po kilkunastu latach nauki religii w przedszkolu, podstawówce, gimnazjum i liceum stwierdza, że to nie dla niego – dyskusja w tym momencie nie ma sensu. Kilkanaście lat doświadczenia jest dla tego człowieka wystarczającym powodem.
    Pozdrawiam.

  2. Natalia

    PPP trafiłeś w sedno! Może trzeba by się zastanowić co takiego jest w programie nauczania religii, że dzieci po kilkunastu latach takiej edukacji mają dość? Może nacisk na wkuwanie regółek i formalistyczne podejście do tematu wiary, której gorliwość mierzy się wypełnieniem listy zadań „na zaliczenie”?

    1. Post
      Author
  3. Natalia

    Rodzice mają przekazać wiarę, a szkoła zbiór regułek i modlitw do wykucia. Przynajmniej osiem lat edukacji – to szmat czasu. Szkoda, że się marnuje, potem nic z tego nie ma bo skoro rodzice nie przekażą wiary to regułki są na nic. Wychodząc z takiego założenia niewiele można zmienić, bo winni będą zawsze Ci „źli rodzice”, a także „rodzice rodziców” i ich „rodzice”. A młodzieży w Kościele będzie ubywało aż w końcu z kolejnym pokoleniem nie będzie rodziców w Kościele ani dzieci tych rodziców i sprawa z głowy.

    Problemem jest brak formacji rodziców plus skostniała, staromodna forma edukacji religii w szkole. Przymus „kucia na ocenę” – nigdy tego nie zrozumiem.

    1. Post
      Author
      Magdalena Urbańska

      Ja też nie rozumiem 😉 z drugiej strony jeśli rodzice realnie żyją Bogiem – nawet najgorsze lekcje religii nie odbiorą dziecku doświadczenia z domu.
      Mój syn chodzi na religię i bardzo mu się podoba. Mnie to jednak z niczego nie zwalnia.
      Dla mnie punktem ciężkości jest formowanie dorosłych – tylko jak skoro odeszli z Kościoła?

  4. thorgi

    Bardzo ciekawy wpis. To jest to co mówił papież Benedykt – potrzeba świadków wiary i to oni będą przyciągać do KK. Spójrzmy na pierwszych chrześcijan, jak oni żyli wiarą skoro tak mocno przyciągali nowych wiernych albo św. Pawła, który mówił, że wie o czekających go ‚ więzach i utrapieniach’, a mimo to nie uląkł się….

    1. Post
      Author
    1. Post
      Author
  5. Jan

    Gość Synodu husycka pastor Martina Kopecka wyznała, że nawróciła się do Boga na studiach teologicznych, kiedy zaczęła czytać Pismo święte. Jak się wydaje, właśnie księgi Biblii mogą i powinny stać się miejscem spotkania człowieka z Przedwiecznym. A cóż jest piękniejszego niż rodzinne spotkania przy Biblii?

    1. Post
      Author
      Magdalena Urbańska

      Zgadzam się z Panem! Uwielbiam czytać z dziećmi Pismo Święte. Sama też przy nim odpoczywam i nawracam się ciągle na nowo. Dziękuję za ten komentarz!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *