Droga z Krzyżem bezpłodności

Droga Krzyżowa Kobiety, która chciałaby być matką. Dziękuję, moja Droga, że podzieliłaś się ze mną i Czytelnikami sobą.

Autorka chce zostać anonimowa (tak, nie ja nią jestem!). Jeśli jednak ten tekst poruszy jakąś strunę w Twoim sercu – daj znać w komentarzu.

Stacja I Pan Jezus skazany na śmierć.
Panie Jezu, skazałam na śmierć swoje pragnienia i marzenia o byciu matką (tą biologiczną). Każdego dnia w mojej duszy gaśnie nadzieja.

Stacja II Pan Jezus bierze krzyż na swoje ramiona.
Jezu, moglibyśmy nieść ten Krzyż bezpłodności razem. Ja jednak często nie umiem go Tobie oddać. Patrzę na Ciebie, uginającego kolana pod ciężarem drewnianych belek i nie chcę dokładać Ci więcej bólu. Ponadto nie chce widzieć Cię słabego. Jednak Ty, Panie możesz to zmienić! Obdarz mnie łaską, która sprawi, że oddam Ci ten problem!

Stacja III Pierwszy upadek Pana Jezusa.
Jezu, jedynie Ty znasz mój upadek. Wiesz, kiedy pierwszy raz „upadłam na duchu” po diagnozie sugerującej problemy z zajściem w ciążę. Widziałeś moje pierwsze łzy z tego powodu. Wiesz też, że się podniosłam i poszłam dalej. Wtedy mając jeszcze nadzieję, że PCOS nie powinien za bardzo namieszać w moim życiu. I że przyjście na świat dziecka jest tylko kwestią czasu. Zmienimy klimat, wyjedziemy na urlop i się uda. Tymczasem Panie, ile razy już wyjeżdżaliśmy ?

Stacja IV Pan Jezus spotyka swą matkę.
Każdy z nas ma matkę. Matkę, która pociesza. Matkę, która wychowuje najlepiej jak potrafi, choć popełnia błędy. Matkę, która się troszczy o swoje dziecko. Ja też chciałabym być taką matką… Panie, co oznacza to czym mnie doświadczasz? Wlałeś pragnienie w moje serce. Mam czekać na cud narodzin czy zastanowić się nad adopcją? Daj mi Panie poznać swoją wolę.

Stacja V Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi.
Tak, nie brakuje mi takich Szymonów, którzy niosą ze mną mój krzyż bezpłodności. Jeden z nich ma kobiece imię, modli się nieustannie o potomstwo dla mnie, pociesza. Twierdzi, że nie przestanie prosić, dopóki Bóg nie obdarzy mnie dzieckiem. Dziękuję Ci mój Przyjacielu, bezgranicznie wytrwały w modlitwie . Ciebie, w przeciwieństwie do Szymona, nikt nie zmusił, do dźwigania ze mną mojego Krzyża.

Stacja VI Weronika ociera twarz Panu Jezusowi.
Gdzie znajdę moją Weronikę, Panie? Kto otrze moje łzy z twarzy? Jak długo będę jeszcze płakać? Jak długo, o Panie mam jeszcze bezgłośnie krzyczeć szlochem, że pragnę potomstwa? Nie mogąc przy tym złapać oddechu?

Stacja VII Drugi upadek pod krzyżem.
Nowe leczenie, czyli kolejne wizyty, kolejny lekarz, kolejne wydane pieniądze, stracony czas…i kolejny upadek. Leczenie nie przyniosło spodziewanych efektów. Mijają kolejne lata… Panie Jezu , pomóż nam się podnieść i walczyć dalej, pomóż nam zrozumieć Twoją wolę.

Stacja VIII Jezus spotyka płaczące niewiasty.
Panie, ileż jest niewiast płaczących z powodu bezpłodności? A ile tych, które płaczą, bo zaszły w kolejną, nieplanowaną ciążę? Tak trudno mi to zrozumieć Panie. Tak trudno jest nie uronić łez rozczarowania, gdy spotykam kolejne kobiety, które spodziewają się dziecka. Tak trudno mi cieszyć się razem z nimi. Płakać z nimi łzami wzruszenia, a nie łzami rozczarowania, smutku i braku nadziei. Panie Jezu, spraw, bym potrafiła się cieszyć ich szczęściem. Przemień mój płacz, aby był ukojeniem dla mojej duszy. Daj mi odczuć bardzo mocno swoją bliskość. Chce płakać razem z Tobą.

Stacja IX Trzeci upadek pod ciężarem krzyża.
Wiem, moi kochani bliscy, że pragniecie mojego szczęścia. Jednak wasze słowa, wypowiedziane w dobrej intencji ranią. Kiedy bocian do was przyleci? Życzymy wam dziecka (życzenia na każde święta, okazje). Dlaczego jeszcze zwlekacie? Ja w waszym wieku to już piątkę dzieci miałem. Może urlop wam posłuży, odstresujecie się itd.
Upadam pod ciężarem tych słów i trudno mi się podnieść. Nie chcę każdemu z Was tłumaczyć, że mamy problemy. Zresztą zazwyczaj nie pytacie, a tak byłoby prościej. Kiedy zapyta mnie jakieś dziecko, odpowiadam wprost: „Nie mam dzieci, ale chciałabym. Czy możesz się za mnie pomodlić?” Dorosłość jest czasem zbyt skomplikowana. „Podnieś mnie Jezu i prowadź do Ojca. Zanurz mnie w wodzie Jego miłosierdzia.”

Stacja X Pan Jezus z szat obnażony.
Panie staję przed Tobą z ogołoconą duszą. Ściskam w rękach krzyż i pierwszy raz jestem zdolna wypowiedzieć taką modlitwę: ”Jezu dziękuję Ci za moją bezpłodność. Bądź w niej uwielbiony. Dziękuję Ci za ten krzyż. Nieś Go proszę ze mną. Wiem, że choć tego nie rozumiem, Ty na pewno wyprowadzisz z niej dobro.
„Jesteś moim Pasterzem, niczego mi nie braknie. Prowadzisz mnie nad wody, gdzie odpocząć mogę.””

Stacja XI Jezus do krzyża przybity.
Pozwoliłam się przybić do krzyża bezpłodności. Podjęłam świadomą decyzję woli: „Panie, przyjmuję ten ciężar. Nie będę się już „szamotać” sama ze sobą i pomiędzy jedną i drugą wizytą lekarską. Jezu, wierzę, że pragniesz mojego dobra. Obiecałeś:

Ja bowiem znam zamiary, jakie mam wobec was -wyrocznia Pana – zamiary pełne pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość jakiej oczekujecie. Będziecie mnie wzywać zanosząc do Mnie modlitwy, a ja was wysłucham. „ Jr 29,11-12

Stacja XII Jezus umiera na krzyżu.
Panie Jezu, umarłeś. Chciałabym Ciebie zatrzymać, nie pozwolić, żeby tak się stało. Jednak wiem, że to niemożliwe. Taka była wola Ojca. Panie, pragnę „umierać” z Tobą w mojej bezpłodności, po to, aby żyć na nowo.
Dziękuję Ci Panie za Twoją mękę i śmierć na krzyżu.

Stacja XIII Jezus z krzyża zdjęty.
Krzyż jest pusty, nie ma Cię już na Nim. Mogę dotknąć samego krzyża, mogę na niego spoglądać z czcią. Mogę rozpamiętywać Twoją śmierć i trwać w swoim zwątpieniu. Przekreślić pragnienie bycia matką. Mogę też z nadzieją oczekiwać przyszłości, jaką pragniesz mi zapewnić. To jest mój wybór.

Stacja XIV Jezus do grobu złożony.
Panie Jezu złożony do grobu, chcę przy Tobie położyć moją bezpłodność. Pragnę, żebyś w niej zmartwychwstał.


Zdjęcie u góry strony pochodzi z pixabay.com.

Tekst jest autorstwa Kobiety, która pragnie zostać anonimowa.

Zapraszam do mnie 🙂

facebook.com/niezawodnanadzieja

https://instargam.com/biegnac.pod.wiatr

urbanska.madzia@gmail.com

Comments

  1. Nicolan

    Dziękuję za tę Drogę Krzyżową – uświadomiła mi, że można się modlić swoimi pragnieniami, zawiedzionymi nadziejami… Po prostu tym, co jest we mnie. Jakże to wielkie odkrycie dla mnie! Uwielbiam Boga, który pragnie spotkać się ze mną i z moimi troskami. Boga, który rozumie… Który chce mnie słuchać, który nie boi się skonfrontować z tym, co we mnie trudne. Bierze to na siebie i pokazuje, że jest blisko… Ożywia mnie.
    Dziękuję Ci anonimowa Kobieto. Niech Pan Ci błogosławi.

  2. Katarzyna

    Piękna i szczera modlitwa dziecka. Taka modlitwa czyni cuda 🙂 Odmówiła ja z Tobą i w Twojej intencji ale też w Intencji tych matek które nie chcą przyjąć swojego poczętego dziecka. Moja siostro ufaj Bogu. Zawierzam Cię jego ukochanej Mamie. Z Bogiem

  3. M

    Mając niespełna 17 lat usłyszałam, że moje wyniki badań mogą świadczyć o PCOS. Ale lekarz nie dał takiej diagnozy bo hormony i inne wskaźniki miałam na granicy normy. Stwierdzono u mnie jedynie hiperinsulinizm. Pierwsze informacje o diagnozie usłyszałam od mamy, która dostała informacje ze szpitala przez telefon. Ja nie wiedząc co to jest PCOS zaczęłam szukać informacji w internecie, wtedy przeczytałam, że nie będę mogła mieć dzieci. Załamałam się, stwierdziłam, że żaden mężczyzna nie będzie mnie chciał. Prze płakałam wieczór i pół nocy. Wiem, że Pan Bóg ma wobec mnie jakiś plan bo postawił na mojej drodze chłopaka, który mnie pokochał taką jaką jestem, zaczęliśmy się spotykać kilka tygodni po tym jak dowiedziałam się o moich chorobach. Teraz mam niespełna 21 lat i narzeczonego, przygotowujemy się do sakramentu małżeństwa, który ma mieć miejsce w przyszłym roku. Cały czas żyję nadzieją, że jednak będzie nam dane mieć swoje dziecko. Czytałam dużo historii kobiet z PCOS, które mają dzieci. PCOS to nie wyrok. Ale czym bliżej ślubu tym więcej lęku i braku nadzieji. Najtrudniej znieść chyba stację IX, rozmowy na temat przyszłości. Rodzice narzeczonego i moi już myślą o wnukach a ja myślę tylko o tym, że nie będę mogla ich im dać. Widzę, że narzeczony też pragnie dziecka, chociaż zapewnia mnie, że jeśli nie będziemy mieć swoich dzieci to będziemy mogli stworzyć dom dla dzieci porzuconych. Wierzę w jego słowa, ale jednak boję się, że zawiode go tym, że nie będziemy mogli mieć biologicznych dzieci.
    Dziękuję za tą Drogę Krzyżową.
    Uświadomiła mi, że nie tylko ja zmagam się z problemami. Wszędzie pełno jest tych pozytywnych historii, a o tym ciężarze dzwigania swojego krzyża jest mało.
    W stacjach tej Drogi Krzyżowej odnajduje siebie i pomimo wielokrotnych upadków i uczucia beznadziei powstaje by iść za Jezusem i spełniać Jego wolę, choć czasem jest trudno i zbaczam z tej drogi.

  4. Agata

    Piękna Droga Krzyżowa, czytałam tekst, a łzy cisły się do moich oczu; jeszcze do niedawna nie zdawałam sobie sprawy z tego, że osób niepłodnych jest tak wiele; sama zmagam się z nią przeszło 5 lat; nie jest łatwo i zrozumieć mogą nas tylko osoby, które przez to samo przeszły, przechodzą… Wielki Boże- pomóż nam wszystkim zrozumieć sens tego cierpienia…

  5. Menka

    Dziękuję za tą Drogę Krzyżową, która uświadomiła mi, że nie jestem sama.
    Kolejne badania, kolejne wizyty, kolejne przejechane kilometry, kolejne wydane pieniądze, kolejne potwierdzenia, że nigdy nie będziemy biologicznymi rodzicami, kolejne rozgoryczenie, kolejne stracone nadzieje 🙁
    Nie wiem co dalej robić.. wierzyć, że cud poczęcia w sposób naturalny nastąpi, żyć bez dziecka, czy może adopcja mimo wielu moich chorób, a do tego nie wiemy, czy pokochamy to dziecko taką miłością, na jaką będzie zasługiwało 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.