Największa lekcja miłości

Dziś Niedziela Miłosierdzia. Planowałam napisać parę słów o książce, ale…nie mogę.

Wczorajszy ślub Agaty i Leszka był dla mnie najlepszą i najmocniejszą lekcją miłości i miłosierdzia jakie miałam w ostatnim czasie.

Agata i Leszek, a za nimi ich świadkowie przechodzący przez kościół do ołtarza. Ta scena była dla mnie tak poruszająca i mocna, że musiałam tamować łzy.

Kazanie o. Roberta i słowa, że w relacjach potrzebna jest miłość. I że młodzi dają ją sobie nawzajem, zaspokajając potrzebę otrzymywania tej miłości.

Potrzebę, którą każdy z nas ma.

Przede wszystkim  jednak ich miłość jest miłosierna i on powinien skończyć na tym kazanie i oddać głos Kubie. To była dla mnie mocna lekcja pokory, miłości, miłosierdzia, normalności. Lekcja życia.

Nie wiem co powiedziałby Kuba, bo on nie mówi tak jak większość z nas. Ale rozumie, czuje, jest wspaniałym i wrażliwym facetem. Jak większość fajnych mężczyzn, których znam.

Patrzyłam wczoraj na Pana Pawła – tatę Kuby. Widziałam z jaką troską i miłością go karmi, pomaga, gdy tego trzeba, jak go wycisza z miłością.

Jeśli po ziemi chodzą anioły – wczoraj widziałam jednego w tacie świadka. Chcę umieć tak kochać! Chcę patrzeć z taką troską i bezwarunkową miłością na moje dzieci. Panie Pawle…nie mam słów.

I jeszcze coś… Radość ks. Łukasza. Znam wielu fajnych księży, bez kija w… kręgosłupie 😉 ale radość tego kapłana podczas Eucharystii mnie poruszyła, bardzo!

Agato i Leszku. Kocham Was. Cieszę się, że macie siebie. Jesteście cudowną parą z wielkimi sercami. Nie znam drugiej takiej ekipy jak Wy. Zazdroszczę Wam, że potraficie tak widzieć i kochać poza schematami. Obiecuję, że będę się od Was uczyć, pozwolicie? 😍

Zdjęcie Agaty i Kuby – świadka, który stał /siedział za jej plecami. Świadka, który marzy o tym by moja siostra była szczęśliwa. Cieszę się, że i on tego szczęścia wczoraj doświadczył – co zresztą widać na jego twarzy.

Niedziela Miłosierdzia i wczorajszy ślub. Lepszego czasu nie będzie.

2 Replies to “Największa lekcja miłości”

  1. babcia pisze:

    Świadkiem na ślubie mojej córki Barbry była jej siostra Marata, chora na nowotwór złośliwy mózgu. Jej stan ogólny był tylko troszeczkę lepszy niż w opisanej historii. Po 2 miesiącach zmarła, ale wtedy była najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. I jeszcze jedno: 3 miesiące po jej śmierci Basi śniło się , że była z Martusią w szpitalu i ta przyniosła jej małego chłopczyka. Faktycznie po 9 miesiącach urodził się Jaś.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przejdź do paska narzędzi