Masz więcej czasu niż ci się wydaje!


fot. z pixabay.com

Kiedy zaraz po świętach dowiedziałam się, że wieczorna Msza w moim kościele przesunięta jest na godz.15.30 (z powodu kolęd), uśmiechnęłam się radośnie! Tak! W końcu będę mogła iść do kościoła w tygodniu! Jest! Dzieci w szkole, a ja na spokojnie, bez proszenia innych o pomoc – jak fajnie…

Tyle było mojej radości. Bach! Starszy syn poważniej zachorował i siedzieliśmy w domu przez miesiąc. Moja radość zgasła jak iskra w błocie. Okazało się, że ani razu nie udało mi się pójść na tę Mszę, a żeby umówić się na spowiedź, musiałam poprosić o pomoc teściową – tak by móc wybiec z domu chociaż na 20 minut.

Czy ten scenariusz coś Ci przypomina? Nie musisz być mamą, nie… Wystarczy, że masz niestabilną czasowo pracę albo problemy ze zdrowiem – okazać się wtedy może, że niewiele zostaje Ci przestrzeni, w których masz możliwość coś spokojnie zaplanować.

I nie – nie narzekam. Takie są uroki macierzyństwa. To dla mnie największa przygoda życia, choć ostatnio ilość zakrętów na tej drodze powala mnie często na kolana z bezsilności. Nie o tym jednak chciałam Ci dziś opowiedzieć, ale pokazać rzeczywistość, o którą tak często pytacie widząc jak prowadzę bloga.

Tak, czytam dużo książek.

Pytania o to kiedy znajduję czas na czytanie przy dwójce małych, często siedzących w domu dzieci, wraca do mnie co jakiś czas. Widzicie jaki u mnie przemiał, prawda?

Czytam dużo, od zawsze. Był jednak taki czas, że nie czytałam nic. Usychałam. Pod koniec drugiej ciąży leżałam na patologii i miałam ze sobą książkę pożyczoną od mojego spowiednika – dał mi ją jako pokutę. Zobaczyłam wtedy jaki jest we mnie głód, brak, jak wiele dała mi wtedy tamta lektura. I tak, nie przeczytałabym jej wcale, gdyby nie to, że miałam na to czas do kolejnej spowiedzi (Mateusz, dziękuję za to jakim byłeś dla mnie dobrym spowiednikiem!).

Zobaczyłam jak niewiele trzeba by nabrać powietrza w duchowe płuca. Postanowiłam wtedy zacząć czytać więcej…

Uczyłam się tego długo. Na końcówce drugiej ciąży było łatwiej, bo miałam nakaz leżenia. Potem czytałam karmiąc piersią. Później kiedy starsze dziecko oglądało bajkę, a młodsze miało drzemkę. A teraz? Moi chłopcy często bawią się przez chwilę sami, a w mojej kuchni zawsze leży książka, za którą łapię, gdy tylko nadarzy się okazja.

Łapię się na tym, że często zaglądam do smartfona – bezsensownie przeglądam Fb i Instagram. Ileż stron książki udałoby mi się przeczytać w tym czasie?! Uczę się tego, by nie marnować tych chwil, które są. One są – w życiu każdego z nas, ale czasem ich zwyczajnie nie widzimy…

Czasem jest tak, że chwila „swobody” pojawia się nagle. Stoisz w korku, jadąc autobusem. Dzieci nie odrywają się od kolorowanki. Udało się szybciej wyjść z pracy. I co teraz? No właśnie… Często żyjemy bez planu, a takie chwile umykają nam z telefonem w ręku. Ja staram się wyciskać je jak cytrynę – na modlitwę, na lekturę, na odpisanie na wiadomości. Uczę się tego…

Dlaczego lubię ciszę i duże ilości kawy?

Cisza pozwala mi słyszeć siebie. Czasem jest to dla mnie trudne i bolesne. Dobijają się wtedy wyrzuty sumienia, że np. rano coś poszło nie tak. Nie zatrzymuję się na tym. Pytam siebie: jakie pragnienie albo brak stały za tym, że zachowałam się właśnie w ten sposób? Co mogę jutro zrobić inaczej? I idę z tym dalej. Gdyby nie cisza, nie zobaczyłabym jednak swojego braku.

A kawa? Jestem uzależniona, poważnie. Kocham jej smak i aromat. Jedyne momenty, gdy potrafię z niej zrezygnować, to wtedy gdy za kogoś poszczę. A często mi się to nie zdarza. Poza tym kawa to dla mnie czas na modlitwę. Nie taką standardową, jakiej uczą na lekcji religii przed Pierwszą Komunią, ale o tym pisałam już kiedyś tutaj → KLIK

Jakie znaczenie mają dla mnie wiara i spotkania z ludźmi?

Możesz zapytać dlaczego połączyłam te dwie sfery. Już mówię – dla mnie wiara równa się relacja. Nie wierzę w bozię z obrazka, ale w Boga, który jest zawsze przy mnie – słucha, odpowiada, chce być ze mną zawsze i wszędzie. Taki jest mój Bóg. Dlatego nie potrafię oddzielić od siebie miłości do Boga od miłości do ludzi i potrzeby spotkań z nimi. Dlaczego? Bo mam jedno serce do wszystkich relacji – choćby były dla mnie trudne, czasem pełne wątpliwości i żalu.

Czuję jak odżywam, gdy co miesiąc spędzam czas na spotkaniach kobiet w Gdyni. Dobra konferencja, modlitwa, rozmowy. Wracam do domu inna, z większą siłą i chęcią życia. Dla mnie to jest miejsce, gdzie ładuję akumulatory. Dla innych będzie to spotkanie z sąsiadką, jeszcze dla innych terapia grupowa, albo piwo z kolegą. Każdy ma swoją wrażliwość, potrzeby, możliwości.

No właśnie – możliwości. Temat trudny, bo często słyszę od kobiet, że nie mają z kim zostawić dzieci, a bardzo chciałyby – spotkać się z kimś same, umówić się do spowiedzi, pójść same na Mszę, wyjść bez dzieci do Biedronki.

Jeżę się czasem, gdy słyszę opinię, że jak ktoś chce, to może. Nie zawsze. Znam kobiety, które nie mają wsparcia ani w mężu, ani w bliskich. Takie, które całymi dniami siedzą w domu z dzieckiem jak w więzieniu i nie mają go z kim zostawić. Jedyna opcja to albo z dzieckiem – albo wcale. Choć dla niektórych wydaje się to nieprawdopodobne bądź śmieszne – takich kobiet wokół jest masa. Więc zanim powiesz, że jej się nie chce – zaproponuj, że przyjdziesz na trzy godziny i przejmiesz opiekę nad małoletnimi. Ona być może z niedowierzania odmówi, ale zapytaj znowu za tydzień, miesiąc. Nie wiesz nawet jak ona może tego potrzebować…

Słowo na koniec? Gratuluję tym, którzy doczytali do końca! To dowód na to, że macie czas! Ha! Złapani na gorącym uczynku! Co z tymczasem zrobisz jutro? To zależy tylko od Ciebie…

P.S. Mam w życiu takie momenty, że nic nie pomaga… Wtedy wykrzykuję to.

 

Comments

  1. Zacisze Lenki

    Tak, zostałam przyłapana, mam czas i nie żałuję, że poświęciłam czas na Twój wspaniały wpis. Też cenię sobie czas na modlitwę indywidualną, nawet bardziej niż wyuczonymi formułkami (choć i taka modlitwa jest potrzebna). Proszę pisz częściej, bo Twoje wpisy są bardzo wartościowe.

    1. Post
      Author
      Magdalena Urbańska

      Dziękuję za bardzo miłe słowa! Obiecuję, że pisać nie przestanę, choć czy dam radę więcej – dziś raczej nie 🙂 Pozdrawiam ciepło!

  2. Antoni Matuszkiewicz

    To piękne, co Pani pisze. Ma Pani dar dzielenia się sobą. Tym, co w Pani najlepsze. Na Pani przykładzie widać, jak droga może stać się już celem. Oczywiście, sprawy tego świata mają swoje tempo, jakieś swoje czasy, ale Pani już ma swój własny wewnętrzny czas i realizuje go choćby w momencie ogarniania swojego życia na potrzeby innych (np. czytelników). Punkt widzenia jest wszystkim, wystarczająco wysoki pozwala pisać porywająco o powszednich drobiazgach. Pozwala im rosnąć.

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.