Mam czasem poczucie, że jestem niewystarczająco dobra – jako żona, matka, córka, przyjaciółka, chrześcijanka. Często moje myśli nijak mają się do stanu faktycznego, ale są. Żyją własnym życiem i w chwilach, gdy doświadczam odrzucenia bądź braku znaczenia – przeradzają się w gniew. Bycie „wystarczająco dobrym” staje się czasem moim bożkiem, celem samym w sobie. Co to jednak za cel, gdy poprzeczka przesuwa się jak liść na wietrze? Czy moje bycie
