Rozmowa…

Od lat mottem mojego bloga są słowa Są spojrzenia, które bez słów już są spotkaniem… Są słowa, które znaczą więcej niż spojrzenie… Są spotkania,
które odmieniają bieg naszej historii… Zatrzymaj się, posiedź u mnie chwilkę, odpocznij…

No właśnie – są spotkania, które odmieniają bieg naszej historii.

Rzecz działa się prawie trzy lata temu. Czekałam zdenerwowana, napięta, wystraszona w gdyńskim kolegium na duszpasterza wspólnoty, z której odeszłam kilka miesięcy wcześniej. Odeszłam to słowo klucz. Odeszłam nie bez powodu.
Z bólem, łzami, skopanym sercem, z rozwalonymi relacjami. Nie, właściwie nie odeszłam. Ja uciekłam.

I wtedy właśnie czekałam na duszpasterza, któremu chciałam powiedzieć dlaczego. Dusząc w sobie swoją tajemnicę stwierdziłam w końcu, że już czas pożegnać się
z tym bólem. Ale bałam się następnego. Bałam się, że znowu ktoś mną zmanipuluje i napluje mi w serce. Ale tak się nie stało.

Zostałam ocalona. Zostałam wysłuchana, przytulona, zaakceptowana z tym trudem,
z którym przyszłam. Przyjęto moje pretensje nie odpowiadając na nie agresją,
ale miłością. Poczułam i wiedziałam już wtedy, że już nie muszę dalej uciekać. Nawet zbędny okazał się późniejszy sms od owego duszpasterza ze słowem „przepraszam”. Już wtedy nie było mi to potrzebne. Byłam wolna.

Wczoraj do tego wróciłam. Zobaczyłam jak wiele od tego czasu się wydarzyło.

Ta rozmowa była początkiem. Trudnym, bolesnym, po którym nie było wcale łatwiej. Porzucając żal i ból wiedziałam, że teraz bieg wydarzeń zależy głównie ode mnie
i to ja decyduję gdzie idę – bo nie prowadziły mnie już moje urazy.

I doszłam. Jestem. Dziś widzę jak powrót do tej samej wspólnoty – po długiej rozłące mnie przemienia. Dziś szukam tam Boga, a nie ludzi. Dziś pytam Jezusa czy mam się w coś zaangażować, a potem dopiero idę zapytać o to ludzi. Dziś patrzę na to tak jak kobieta na swoje nowonarodzone dziecko – z miłością bez granic, ale też z poczuciem odpowiedzialności. Za siebie i innych.

Rozmowy są potrzebne. One zmieniają bieg naszej historii.

P.S. Szczególnie dziękuję Zosi. Wtedy, gdy byłam u duszpasterza ona modliła się bym potrafiła wyrzucić z siebie cały ból. Zosiu, dziś rozmów właśnie z Tobą najbardziej mi brakuje…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *