Bycie blisko…

Leżąc ostatnio na szpitalnym oddziale patologii ciąży poprosiłam męża by przyniósł mi książkę ks.Jana Kaczkowskiego „Grunt pod nogami”. Potrzebowałam czegoś by zająć sobie myśli i by czas kolejnych badań i leżenia plackiem pod ktg mijał mi szybciej… I przeczytałam tam słowa, które się we mnie wryły… Które czytałam kilka razy…

„Ocalejemy dzięki temu, że będziemy mieli w naszej rodzinie czy wśród przyjaciół wyćwiczony mechanizm rzucania się sobie w ramiona. Będzie trudno, ale otuleni tą miłością, związani nią przejdziemy przez najgorszy czas” ks.Jan Kaczkowski

Przyznaję – czas teraz jest dla mnie trudny – choć nie jest to dla mnie jeszcze sytuacja graniczna. Pomyślałam o kimś innym.

Mój dziadek choruje bardzo ciężko, ale nie chciał się leczyć. Nie chciał, bo sądził, że nie ma dla kogo. Nie chciał, bo nikt go nigdy nie przytulał, więc sądził, że nie jest otulony miłością. Gdy został wyprowadzony z błędu i gdy poczuł bezwarunkową miłość zaczął walkę z rakiem. Trudna walkę, prawdopodobnie z góry przegraną… Ale walczy, bo jak mówi „muszę choć raz przytulić prawnuka”. I gdy wylądowałam w szpitalu dzwonił by mnie wesprzeć i powiedzieć, że chyba nikt nie rozumie lepiej co to znaczy siedzieć czy leżeć godzinami i się martwić co będzie dalej. Stał mi się w tym jeszcze bliższy niż kiedyś. I choć przytulamy się od zawsze i od zawsze szczerze to widzę, że to nie relacja ze mną go tak otworzyła. To relacja z prawnukiem – tym starszym. Jaś, gdy widzi pradziadka to biegnie do niego krzycząc „cześć dziadziuś” (tylko ci, którzy słyszeli jak Jaś zaczyna mówić wiedzą ile w tym ciepła i radości), kładzie się obok dziadka na brzuchu i każe się godzinami drapać po szyi i plecach. A śmieje się przy tym całym sobą. Tylko pradziadkowi na to pozwala, tylko z pradziadkiem stworzył taką więź, której chyba nikt inny z dziadkiem zbudować nie zdołał. Każdy inny patrzy na dziadka przez pryzmat zła, które było jego udziałem. A dziecko zwyczajnie przyjmuje go całego, bo to jego „dziadziuś”.

Ten 2,5 letni mały człowiek uczy mnie co to znaczy wyćwiczyć w sobie mechanizm rzucania się sobie w ramiona. Uczy mnie, że miłość i proste gesty potrafią zburzyć każdy mur. Uczą, że można zabić lub uratować przez szczere przytulenie lub jego brak. Uczą,  że trzeba kochać – dopóki nie jest za późno…

Comments

  1. Krysia

    Wzruszyłam się czytając ten wpis…wyobraziłam sobie małego Jasia (niejako symbol zdrowia energii, radości, spontaniczności) i dziadka (niejako symbol doświadczenia przez życie, nabytej mądrości i popełnionych błędów, choroby). Dwa skrajne, zupełnie inne światy, dwie osoby: mała i duża. Piękne, że miłość burzy wszelkie bariery i sprawia, że chce się walczyć na nowo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.