Spotkanie Miłości

Jest czas Wielkiego Postu. Czas, gdy częściej mówi się o nawróceniu, pokucie, o spowiedzi. Nie to, że w innym czasie się nie mówi. Moim zdaniem poza okresem postu mówi się zdecydowanie mniej.

Sakrament spowiedzi wydaje mi się być wielką kością niezgody wśród chrześcijan. Nie tylko w Kościołach chrześcijańskich poza Kościołem Katolickim. Myślę, że wśród samych katolików także.

Znam bardzo wiele osób, które z tego sakramentu nie korzystają, bo: ksiądz do niczego i też grzesznik, bo w Biblii nie napisali wprost, że komuś mam do ucha swoje grzechy gadać, bo nie zgadzam się z nauczaniem Kościoła odnośnie któregoś przykazania i rozgrzeszenia nie dostanę, bo… Ile ludzi tyle powodów.

Miałam w swoim życiu taki czas, że do spowiedzi nie chodziłam. Bardzo długo. Żyłam w przekonaniu, że nic złego nie robię i mi niepotrzebny. Z perspektywy lat widzę, że kierował mną lęk – przed odrzuceniem – przez Boga i księdza. Potem nastał czas, gdy „uczyłam” się spowiadać. Z lepszym i gorszym skutkiem pracowałam nad rachunkiem sumienia (różne problemy z nim mam do tej pory). Miałam to szczęście, że ten czas zapoczątkował we mnie szukanie stałych spowiedników. Przez te kilka lat było ich pięciu. Każdy z nich nauczył mnie czegoś cennego.
Na szczęście razem ze stałymi spowiednikami odszedł do lamusa konfesjonał. Nie, nie jestem ich wielką przeciwniczką. Ale we mnie konfesjonały budzą negatywne uczucia. Wolę spowiedź twarzą w twarz choć kiedyś wydawało mi się to nieosiągalne.
Dużym problemem była dla mnie też formułka spowiedzi. Że więcej grzechów nie pamiętam, że… nie, nie jestem jej przeciwniczką. Ale wolałabym by już na zawsze była dla mnie środkiem, a nie celem.

Dziś spowiedź jest dla mnie SPOTKANIEM. Nie, nie z kapłanem. Choć jego osoba jest bardzo istotna i uważam, że trzeba modlić się o dobrych spowiedników i takich sobie szukać. Nie przekonują mnie twierdzenia, że „w mojej okolicy nie ma dobrych spowiedników”. Jeśli nie ma to zmień okolicę. Sama jeżdżę do spowiedzi do innego miasta niż to, w którym mieszkam. Mam niedaleko i mam samochód – więc może łatwo mi mówić? Może… Modliłam się o spowiednika i jak miałam przekonanie, że to ma być TEN kapłan to zwyczajnie do niego poszłam i poprosiłam o spotkanie. Owszem, mało nie dostałam zawału, bo nigdy wcześniej z nim nie rozmawiałam. Nie wiedziałam jak mnie przyjmie. Ale jego serce też już było gotowe na spotkanie ze mną. Jezus nie bez powodu pokazał mi konkretnie tego człowieka. Proście, a dostaniecie….

Dziś spowiedź jest dla mnie czasem, gdy mogę złapać się za płaszcz Jezusa. Jest czasem, gdy mogę się do Niego przytulić. Tak jak moi synowie, gdy coś nabroją. Jest czasem, gdy mogę powiedzieć Mu o swoich słabościach, o moich lękach i o moich walkach. Jest czasem radosnym mimo moich ludzkich ograniczeń. Tak, lubię się spowiadać. Lubię czuć się kochana. A ten sakrament jest dla mnie największym doświadczeniem Jego bezwarunkowej miłości.

 

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *