Uzdrowiciel

Z moich obliczeń wynika, że był to październik 2008 roku – zaczynałam właśnie trzeci rok studiów i drugi rok akademicki w duszpasterstwie studentów. Po mszy podszedł do mnie jeden z duszpasterzy i zapytał czy pojadę z nim do szpitala. Jakaś dziewczyna prosiła o modlitwę i sakrament chorych. Miałam już pewne doświadczenie modlitwy wstawienniczej, więc pojechałam.

Na miejscu okazało się, że oddział był już zamknięty dla odwiedzających, ale trafiliśmy na otwarte drzwi. Na widok koloratki duszpasterza pielęgniarki zgodziły się byśmy zostali i zaproponowały pokój pielęgniarski, bo dziewczyna leżała na zatłoczonej sali, a część pacjentów już spała.

Gdy chora do nas wyszła – ugięły się pode mną kolana. Okazało się, że ją znam. Kiedyś była mi bardzo bliska, później kontakt się urwał. A teraz…szpital, stwardnienie rozsiane, paraliż części ciała.

Pomodliliśmy się i wróciliśmy. Nie byłam w stanie nic powiedzieć w drodze powrotnej, przepełniał mnie ból. Mimo, że wierzyłam w Boga i Jego moc – nie było we mnie nadziei.

Kilka dni później duszpasterz powiedział mi, że Ala była pod mocnym wpływem leków i nie pamięta, że u niej byliśmy. Po relacji pielęgniarek zaczęła szukać odpowiedzi co się działo – myślała, że ktoś wysłał do niej bioenergoterapeutów. Miała tylko jedno mgliste wspomnienie. Gdzieś przebijał jej się obraz twarzy – mojej. Zaczęła więc szukać odpowiedzi wśród jezuitów. Ojciec opowiedział jej co się działo i kto u niej dokładnie był. Dziewczyna po jakimś czasie wyszła ze szpitala z nadzieją na zaleczenie. Niestety nie chciała utrzymywać relacji z nikim, kto wiedział o jej chorobie. Nie wiem co dzieje się z nią dziś.

Przeczytałam ostatnio pewien artykuł, w którym Marcin Zieliński (charyzmatyk znany z modlitwy za innych) pisze: Czy pierwszą myślą, która pojawia się w naszej głowie, gdy dowiadujemy się o własnej lub czyjejś chorobie, jest: „Trzeba z tym iść do kościoła!”? Pewnie niektórzy w tym momencie stwierdzą: „Bez przesady”. To pytanie chodzi za mną od kiedy je przeczytałam. Nie daje spokoju, rwie serce, podburza moją wiarę – po to może bym w końcu zaczęła wierzyć?

W 2010 roku byłam na sesji o modlitwie uwolnienia w Łodzi. Od tamtego czasu modliłam się częściej i więcej za innych. Po dwóch latach posługi, miałam przerwę. Wróciłam w 2014 roku i posługiwałam przez kilka miesięcy. Po urodzeniu drugiego syna nie wróciłam jeszcze do wspólnoty, ale moje serce już się tam rwie. Mam nadzieję, że kiedyś przyjmą mnie tam jeszcze.

Czy dziś wierzę, że Jezus może mnie uzdrowić? Czy to co mówi Marcin ma dla mnie sens, czy jest bajką? Wierzę! Gdy moje dzieci chorują – kładę na nie ręce i się modlę. Gdy mój mąż miał problem z kręgosłupem – zrobiłam to samo. Ale gdy mój Teść umierał na raka – nie potrafiłam tego zrobić. Wstydziłam się, bałam, że mnie wyśmieje? Nie wiem. Podobno najtrudniej jest być prorokiem we własnej ojczyźnie. Jego śmierć była dla mnie ogromnym ciosem i zasiała we mnie niepewność. Wierzę w Bożą moc, ale boję się zawieść. Tak zwyczajnie, po ludzku… Choć, gdy się modlę, wierzę – że On działa, że On jest, że mnie słyszy. Przede wszystkim wierzę, że mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej.

Dużo łatwiej jest mi modlić się na odległość. Gdy ktoś prosi – odmówić dziesiątkę albo pomodlić się spontanicznie. Trudniej przychodzi mi zaproponowanie modlitwy, gdy z kimś rozmawiam. Gdy ktoś opowiada mi o swoich kłopotach i rozterkach ciężko jest mi zaproponować – a może pomodlimy się teraz o rozwiązanie tych spraw? Uczę się – każdego dnia.

A Ty?

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Informacje o Magdalena Urbańska

Kobieta, żona, matka, przyjaciółka. Pozytywnie nastawiona do świata. Spędzam czas na dbaniu o siebie i innych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Uzdrowiciel

  1. s.Klara pisze:

    To śmieszne, bo chociaż jestem zakonnicą też mam ten problem, wstydzę się lub brakuje mi wiary, aby nawet zaproponować komuś abyśmy się razem pomodlili. Chociaż wierzę, że Bóg uzdrawia dzisiaj, to nie mam odwagi prosić przez nałożenie rąk za konkretne osoby, ponieważ brakuje mi wiary, że Bóg może zechcieć się mną posłużyć. Pozdrawiam

  2. Mariola pisze:

    Tak, też się zgadzam z tym co napisałaś. Dobrze się czyta i pobudza do refleksji. Ja po latach posługi mam coraz mniej zahamowań aby zaproponować modlitwę 🙂 muszę pamiętać, że Bóg uzdrawia w znanym tylko dla siebie czasie… albo i nie- jeśli chodzi o choroby ciała, natomiast jestem przekonana, że modlitwa zawsze powoduje zmiany sfery duchowej, tam dzieją się największe cuda, i one są początkiem uzdrowień.Takie jest moje doświadczenie. Na ogół uzdrowienie to proces. Serdeczności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *