Droga do Kościoła

Kilka lat temu napisałam pracę magisterską o funkcjonowaniu społeczności protestanckiej w Trójmieście. Jako katoliczka weszłam w świat, którego nie znałam. Nie byłam świadoma tego, że wokół mnie żyje i rozwija się masa Kościołów innych niż katolicki. Nie wiedziałam wtedy zbyt wiele o protestantach. Kojarzyli mi się z Lutrem i sektami. Jakie to było nieuczciwe i krzywdzące! Czas pisania tej pracy był dla mnie mocnym okresem zmiany myślenia i nastawienia. Spojrzałam inaczej i dziś cieszę się ogromnie z tego, że miałam możliwość przebywać wśród protestantów, którzy bardzo dużo mnie w tamtym czasie nauczyli. Nie zmieniło to we mnie jednak podejścia do Kościoła Katolickiego, który kocham i któremu zostałam wierna. Uwielbiałam rozmawiać z jednym z gdyńskich pastorów, który szanując moją wiarę, pokazał mi swoją. Do dziś darzę tego człowieka ogromną sympatią i szacunkiem.

Spotkałam wiele osób, które wychowały się w Kościele Katolickim i w dorosłym życiu odeszły do zborów protestanckich. Wśród bliższych znajomych, których poznałam jako bardzo zaangażowanych katolików jest kilku protestantów. Wiedziałam jaki to rodzi konflikt – starałam się tym bardziej szanować ich wolność. Zastanawiając jak to się dzieje dostrzegłam, że…nie znam sytuacji odwrotnej. Nie znałam i nie znam nikogo kto urodził się w rodzinie protestanckiej, a dziś żyje w Kościele Katolickim. Do czasu aż poznałam historię Ulfa i Birgitty Ekman.

Wydawnictwo WAM wydało niedawno opowieść tego małżeństwa. W książce pt. „Wielkie odkrycie. Nasza droga do Kościoła Katolickiego” opisują swoją przemianę. To co przeczytałam wprawiało mnie w zdumienie i zachwyt nad tym jakimi drogami prowadzi Pan Bóg.

Ulf i Birgitta Ekman przez kilkadziesiąt lat żyli jako bardzo zaangażowani chrześcijanie i charyzmatyczni liderzy szwedzkiego wolnego Kościoła Livets Ord. Ulf przez całe swoje dorosłe życie posługiwał jako pastor, nauczał w różnych częściach świata, założył bardzo prężny i liczący wiele członków Kościół, który ciągle się rozwijał i rozrastał. Żyli w przekonaniu, że Kościół Katolicki nie jest zgodny z Ewangelią, ich nastawienie było bardzo negatywne – był taki czas, gdy pastor Ekman nie chciał wizyty papieża Jana Pawła II w Szwecji. Zmiana spojrzenia na Kościół trwała kilka lat. Ekmanowie poznawali w swojej pracy misyjnej kolejnych charyzmatycznych katolików, zaczęli poszukiwać odpowiedzi na nurtujące ich pytania w katolickich lekturach. Dogłębna analiza Pisma Świętego i jego historii, pism wczesnochrześcijańskich, pism Ojców Kościoła i świętych (np. Świętej Brygidy, która była inspiracją i poruszała serce Birgitty) prowadziła ich do poznania tego, co wcześniej kategorycznie odrzucali.

Te poszukiwania zaprowadziły ich do momentu, w którym podjęli decyzję o przystąpieniu do Kościoła Katolickiego. Nie jest to jednak tak proste, jakby się mogło wydawać. Małżeństwo przez kilka miesięcy przygotowywało się do tego wydarzenia, spotykając się wtedy z kapłanem, który się nimi opiekował.

Mieliśmy przekonanie, że decyzja o przystąpieniu do Kościoła katolickiego wypływała z woli Pana i była głęboko zakorzeniona w naszych sercach. Zrobienie tego kroku odczytywaliśmy jako swoje wyraźne powołanie. Nie oznaczało to jednak, że zostaliśmy wyposażeni w rozkład jazdy. Pytania o czas i o to, jak o naszej decyzji poinformować otoczenie, zaczęły coraz bardziej zajmować nasze myśli. Mieliśmy świadomość́, że to będzie wielkie wydarzenie, niezależnie od tego, jak dobrze przygotujemy na nie siebie i wspólnotę̨.

Spodziewałem się̨, że decyzja o opuszczeniu wspólnoty po ponad trzydziestu latach bycia jej pastorem wywoła porządny wstrząs. Choć byłem bardziej niż pewien, że Słowo Życia sobie z tym poradzi. Przecież nie chodziło o wystąpienie przeciwko wspólnocie, nie odrzucaliśmy tego, co wcześniej wspólnie zbudowaliśmy, nawet jeśli tak uważali nasi najzajadlejsi krytycy.

Wiele osób w Szwecji przeczuwało co może się wydarzyć, nie obyło się jednak bez szoku i medialnej burzy, które były skierowane przeciwko Ekmanom.
Znajdowaliśmy się w oku medialnego cyklonu. Wszystkie ważne szwedzkie media informowały o naszej decyzji.

Nie zmieniło to jednak ich decyzji i małżeństwo przystąpiło do pierwszych w swoim życiu sakramentów. Zewnętrznie może wyglądać to jak opowieść o czyimś widzimisię, zmianie na poziomie intelektualnym – doszli do jakiegoś wniosku i zmienili wyznanie… Tak jednak nie jest. Droga, jaką przebyli ci ludzie była trudna, walka wewnętrzna jaką musieli stoczyć – ogromna. Zostawili za sobą wszystko, na co po ludzku patrząc, pracowali przez całe życie. Patrząc jednak na nich ma się wrażenie, że dostali o wiele więcej.

Lektura wciągnęła mnie bardzo mocno. Polecam każdemu, kto ma na tyle otwarte serce, by poznać czyjąś historię zanim się ją oceni.

Dziękuję Wydawnictwu WAM za egzemplarz recenzencki!

Tytuł: „Wielkie odkrycie. Nasza droga do Kościoła Katolickiego
Autor: Ulf i Birgitta Ekman
Wydawnictwo:
WAM
Liczba stron: 314
Cena: 39,90 zł

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne. Są dla mnie inspiracją do dalszego działania!!!
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco?
Zapraszam na mój funpage

Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

Informacje o Magdalena Urbańska

Kobieta, żona, matka, przyjaciółka. Pozytywnie nastawiona do świata. Spędzam czas na dbaniu o siebie i innych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Droga do Kościoła

  1. Ciężko mi ten wpis skomentować, bo na temat religii, jakiejkolwiek, mam przekonanie jedno – ciężko mi zrozumieć sens istnienia takiego tworu. Oczywiście wiem, rozumiem i popieram to, że ktoś potrzebuje czegoś, co będzie dla niego oparciem, drogowskazem w życiu czy pociechą w trudnych czasach – dla jednych jest to religia, dla innych nauka, a jeszcze dla innych np. uczucie. Ciężko mi zrozumieć, że to, czy się wyznaje wiarę w ten, czy inny sposób może prowadzić do konfliktów, czy wywołać „medialny cyklon”.
    Wpis bardzo, bardzo ciekawy, ale nie poruszył we mnie strun emocjonalnych, bo w tej chwili mojego życia jestem na takim etapie, że znajduję na świecie więcej negatywów wynikających z religii, niż pozytywów.

  2. Zosia pisze:

    To ciekawe, ze ludzie tak bardzo potrafią się przejmować decyzjami obcych nie mających wpływu na nich osób. Bardzo lubię biografie bo można wyciągnąć wiele nauki i mądrości z doświadczeń nieznanych nam ludzi, którzy okazują się tak bliscy 🙂

    • Magdalena Urbańska pisze:

      Nie do końca jest tak, że Ekmanowie nie mieli wpływu na ludzi. Stworzyli Kościół w Szwecji – mocny i liczący wielu członków. Wiele osób czuło się zapewne oszukanych ich odejściem. Jeśli ktoś całe życie jest pastorem to ludzie się do niego przywiązują i mają pewne oczekiwania. Nie oceniam tego, ale patrzę na swoje odczucia. Sama znalazłam się w sytuacji, gdy bliski mi kapłan przeszedł do zboru zielonoświątkowego – trudno było mi to przyjąć i się nie przejmować.

  3. Dlatego osobiście uważam, że w szkole zamiast religii powinno być religioznawstwo tak aby młodzi ludzie mogli poznać wiele religii.

  4. Ja mam podejście bardzo podobne do tego, które prezentuje powyżej Dizajnuch. Od jakiejkolwiek religii trzymam się raczej z daleka – niemniej jednak szanuję cudze pogląd, o ile nie trącą religijnym fanatyzmem.

  5. Anna pisze:

    Nie chodzę do kościoła już, chyba, że na uroczystości. Ciężko mi się do tego ustosunkować.

  6. Agnesssja pisze:

    Chętnie przeczytam:)

  7. Bernadka pisze:

    Każdy z nas wyznaje w życiu zasady, podąża drogą, którą sobie wyznacza. Dla wielu z nas religia bywa często na wysokim miejscu w hierarchii naszych wartości. Dla mnie nie ma znaczenia czy ktoś jest katolikiem, czy muzułmaninem czy buddystą. Liczy się wnętrze człowieka, liczy się to czy potrafi czynić dobrze, pomagać tym, którzy są w potrzebie. Czasami bywa właśnie tak, że zmieniamy swoje myślenie, że chcemy spróbować czegoś innego. Zmiana wyznania religii wymaga nie tylko odwagi, ale także pewności, że postępuję zgodnie ze swoim sumieniem, że tego właśnie chcę. Mówi się, że zakazany owoc najlepiej smakuje i chyba tkwi w tym przysłowiu ziarno prawdy. Podziwiam rodzinę Ekmanów za ich wybór, że kierowali się głosem serca, a nie ludźmi. Skoro są szczęśliwi, że właśnie w Bogu odkryli siebie, to niech mają prawo cieszyć się z tego. Nikt z nas nie ma prawa ich oceniać. Do każdej życiowej decyzji trzeba poprostu dojrzeć, odpowiedzieć sobie, dlaczego chcę tak, a nie inaczej, co mogę zyskać i czy mogę być potrzebny innym ludziom mimo swojego wyboru.

  8. Krysia pisze:

    Sama jako katoliczka jestem na co dzien w środowisku,gdzie sa rownież protestanci…kiedyś czułabym się zagrożona(z braku wiedzy o ich denominacji) Obecnie cieszę się z tego,że możemy wspólnie przebywać.W związku z tym,że mamy przestrzeń na wyrażanie swojej wiary,to robimy to : szanując jedni drugich i skupiając się na tym,co wspólne: czyli uwielbieniu Chrystusa,Trójcy Świętej i zamiłowaniu do Pisma Świętego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *