Syberyjski TRANS dziennikarskim okiem

„Syberyjski TRANS” to opowieść, która wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Stanisław Kalisz w sposób bardzo przystępny i obrazowy przedstawia świat, z którym na co dzień nie mam kontaktu. Mimo, że lektura wciąga – wolę swój wygodny, polski sposób życia, patrzenia, myślenia. Opowieść Kalisza wciąga i odstrasza jednocześnie. Dlaczego? Przygody, które opisuje budzą zachwyt. Cierpienie, o którym pisze budzą łzy… Nie byłam gotowa na taką dawkę emocji.

Autor to dziennikarz, filmowiec i dokumentalista. Stworzył wiele filmów i reportaży o Rosji.

Wielokrotnie czułam się zaskoczona opowieściami dziennikarza o tym, jak ludzie żyjący w skrajnie trudnych warunkach nie narzekają i nie mają do nikogo żalu o to, jak brutalnie i bezwzględnie zniszczono ich marzenia i plany, ingerowano w każdą dziedzinę życia.

Podzielę się refleksją o sprawie, która łączy wszystkich tych wspaniałych ludzi: otóż, mimo że życie nie szczędziło im smutnych, brutalnych doświadczeń, to doznane krzywdy nie wywołują w nich chęci zemsty. Syberyjska lekcja nauczyła ich wielkiej pokory. Nie noszą w sobie nienawiści. (str.298)

Autor zabiera czytelnika w głąb Syberii podążając szlakiem dawnych obozów pracy. Dowiadujemy się jak wyglądało wydobycie złota (i wygląda do dziś – na wspomnienie tego jak Kalisz targował się o sztabkę złota dla filmowców przechodzi po mnie dreszcz….). Pokazuje sposoby nielegalnego wydobycia i to, że mimo gościnności sybiraków zdarzają się też sytuacje niebezpieczne (ekipa została zaatakowana przez lokalnych bandziorów – str. 193).

Autor opisał również życie rybaków – trudna i wyczerpująca praca przy połowie łososi, która nie sprawia iż ludzie narzekają. Wręcz przeciwnie…

Nakazy pracy, przydziałowe mieszkania, skutki pierestrojki, której efektem był powrót do czasów wspólnoty pierwotnej – wszystko może szokować, budzić niedowierzanie. A jednak – historie te są autentyczne i opisane przez Kalisza w sposób wciągający i pobudzający do myślenia.

We mnie największe emocje wywołały końcowe rozdziały. Ostatni żyjący więźniowie rosyjskich łagrów wspominają swoje obozowe doświadczenia – niektórzy z nich z bólem nie poradzili sobie po dziś dzień i wypierają ze świadomości wszystkie traumatyczne wydarzenia. Jeszcze bardziej zaskakującym był dla mnie fakt, że ci ludzie nie winią za to Stalina… Nie mają żalu, „bez niego przecież byłoby jeszcze gorzej”. Moje serce nie potrafi tego pojąć.

Ilu zakatowano, ilu zmarło z głodu, odmrożenia, ślepoty, biegunek, szkorbutu i niewidzialnej śmierci czającej się w skałach. Do dziś jeszcze normy radioaktywności przekraczane są tu wielokrotnie, przy sztolniach aż dwadzieścia razy. (str.317)

Roboty trwały od świtu do wieczora. Jeśli któryś z więźniów umierał lub ginął zatłuczony przez strażników, wcale go nie chowano, nie było tu cmentarza. Ciało zasypywano kamieniami, żwirem i tyle. Nikt się tym nie przejmował. (str.333)

 

Książka jest zbiorem trudnych historii. Nie jest to jednak jedyny motyw opowieści. Autor z niesamowitym poczuciem humoru opisuje wszystkie „wpadki” i śmieszne sytuacje, które wydarzyły się na trasie podróży w głąb syberyjskiego lądu. Opowiada również o rosyjskiej gościnności i układach z władzą.

Z Markiem dostrzegamy coś charakterystycznego (…). Nie, tutaj wszyscy mają dla nas czas, cierpliwość. Może to być dyrektor dużego zakładu, mer miasta, głowa administracji, kapitan statku, naukowiec, pan lub pani z muzeum, człowiek napotkany w lesie, na wsi lub w mieście. Kontakt z innym człowiekiem traktują poważnie, a znajomość poczytują sobie często za zaszczyt. Taki to „inny świat”. (str. 199)

We mnie ta lektura poruszyła wiele strun. Sam tytuł ma swoje odzwierciedlenie w historiach bohatera – tym jak oglądał taniec zamieniający się w zbiorowy trans czy poznał tytułową córkę kata, Nataszę Hajutin – przybraną córkę Nikołaja Iwanowicza Jeżowa.

Niewątpliwie jest to świat, który warto poznać. Osobiście nie miałabym na to odwagi – nie chciałabym patrzeć w oczy byłych więźniów. Cieszę się jednak, że ich historia nie zostaje zupełnie pominięta i zapomniana.

zdjęcie pochodzi ze strony Wydawnictwa

Dziękuję Wydawnictwu Bernardinum za egzemplarz recenzencki – dzięki Wam poznałam kawałek tego co niepoznawalne…

Tytuł: „Syberyjski TRANS. Część 1. Mój tatuś kat i inne reportaże”
Autor: Stanisław Kalisz
Wydawnictwo: Bernardinum
Liczba stron: 372
Cena: 39,90 zł

Link do książki na stronie Wydawnictwa TUTAJ

 

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad – komentarze mile widziane, również te mniej pochlebne.
Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr
Masz pomysł na kolejną recenzję na tym blogu? Daj znać o czym chciałbyś przeczytać – zobaczę co się da w tej sprawie zrobić.
Jeśli uważasz, że warto – udostępnij, puszczaj w świat. Może ktoś tego teraz potrzebuje?

Informacje o Magdalena Urbańska

Kobieta, żona, matka, przyjaciółka. Pozytywnie nastawiona do świata. Spędzam czas na dbaniu o siebie i innych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Syberyjski TRANS dziennikarskim okiem

  1. Bardzo lubię reportaże i ta książka wydaje się być mega ciekawa! Jak znajdę cas to chętnie po nią sięgnę 🙂

  2. Katarzyna pisze:

    Bardzo ciekawie się zapowiada 🙂 Chętnie poznam bliżej 🙂

  3. Gdybym tylko miała więcej czasu… Jest tyle ciekawych książek, a to kolejna z nich.

  4. Anna pisze:

    chciałabym przeczytać. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *