#mójŚwięty Ignacy

Gdy o. Robert opowiadał o wodzie św. Ignacego – spojrzałam na niego wzrokiem potępienia. Jezuita i totemizm? Ja się w to nie bawię! Owszem, jako kobieta w stanie błogosławionym, znałam modlitwę o wstawiennictwo św. Ignacego Loyoli. I modliłam się nią często. Ale woda?

Gdy nadszedł dzień porodu wszystko przebiegało książkowo. Aż do momentu, gdy z porodówki wyproszono męża, a na sali zrobił się tłum. Pomiędzy jedną a drugą utratą świadomości usłyszałam głos lekarza „ratujemy matkę”. To był wstrząs! Zaczęłam wołać „Ignacy, miałeś mi pomóc! Miałeś tu być! Co z ciebie za pomoc? Tchórz, a nie rycerz!”. Potem pamiętam tylko głos studentki, która złapała mnie za rękę i delikatnym głosem mówiła „dasz radę, przyj”, by za chwilę krzyknąć „zostań z nami, nie mdlej, zaraz będzie dobrze!”.

I było dobrze… Po chwili usłyszałam krzyk swojego pierworodnego syna. Urodził się zdrowy, ja przeżyłam. Lekarz dzień później stwierdził, że to niemożliwe, że taka kruszyna jak ja urodziła dziecko z taką objętością głowy.

I tak zaczęła się przyjaźń. Ignacy Loyola i ja, ja i Ignacy. Wiedziałam, że mnie nie zostawił, choć zwątpiłam w to w najtrudniejszej chwili. Dzielny z niego rycerz! Nie zszedł z pola bitwy w najgorszym momencie, mimo tego, że go zwyzywałam.

Ostatnio dostałam butelkę wody św. Ignacego. Wzięłam ją by zanieść przyjaciołom starającym się o potomstwo – dziś to już nie totemizm, ale przyjaźń. A przyjaciół się nie zawodzi w potrzebie…

Ignacego poznałam 11 lat temu w duszpasterstwie akademickim. Wydawał mi się postacią dobrą, ale trochę nudną. Rycerz, który ucierpiał w walce i się nawrócił, później ewangelizator i trochę dziwak – tak go początkowo dostrzegałam. Do czasu, gdy pojechałam na pierwsze rekolekcje ignacjańskie.

Gdy zaczęłam poznawać duchowość i ćwiczenia, które zostawił po sobie Ignacy, spojrzałam na niego inaczej. Moje kobiece serce pełne emocji, zranień, wątpliwości – wszystko to mogłam zobaczyć przez pryzmat jego wskazówek. Coś co kiedyś było dla mnie jedną wielką plątaniną wszystkiego, stało się czymś do ogarnięcia – dostałam konkretne narzędzie do pracy nad sobą.

Przyszedł też taki czas, że wśród jezuitów szukałam tych, którzy w jakiś sposób pomogą mi uporządkować to, czego ja nie ogarniam. Tak też się dzieje od wielu lat i to co Ignacy stworzył dawno temu, teraz ja wcielam w życie z ich pomocą.

Ostatnio, na kazaniu w kościele diecezjalnym ks. Paweł (twierdzi, że sam żyje duchowością karmelitańską, a jego mama ignacjańską, ale…) powołał się na nauczanie św. Ignacego i jego Ćwiczenia. Gdy zaczęłam go słuchać, pomyślałam, że takich właśnie nauczań brak czasem w parafialnych, małych kościołach – jasnych, ale wymagających. Tak wiele się czasem wymaga, a nie daje się konkretnych wskazówek. Z Ignacym jest inaczej.

Kiedy mam problem z podjęciem decyzji – korzystam z jego wskazówek. Kiedy nie wiem czy robię dobrze – patrzę jaki ma być mój cel ostateczny. Jeśli nie wiem czy coś jest dla mnie dobre – biorę o tyle, o ile mi coś służy. Wciąż się uczę i poznaję – ta skarbnica wiedzy wydaje mi się nie mieć dna.

Często rozmawiam z moim świętym o tym, że nie wiem co zrobić. Proszę by był przy moim starszym, odratowanym Jasiu i młodszym Piotrusiu Ignacym, który drugie imię otrzymał na jego cześć. Wiem, że jest patronem kobiet w ciąży i porodów czy rekolekcji, a nie dzieci. Ja oddaję ich jednak pod jego opiekę. Wiem, że mnie nie zawiedzie. W końcu jest rycerzem, oni nie zawodzą… Nie mam wątpliwości co do tego, że moi przyjaciele niebawem zostaną rodzicami. Ignacy już za życia pokazał, że stać go na bardzo wiele. Człowiek słowa, czynu, działania – nie cukierkowy i nie zbyt groźny by go czasem przytulić. Taki do życia w ciągłej komitywie i patrzenia na świat na większą chwałę Bożą – w końcu to ma być mój cel ostateczny… Ignacy, dzięki, że się nie poddałeś kiedyś i nie robisz tego dzisiaj. Taki jesteś – mój przyjaciel, #mójŚwięty!

 

Informacje o Magdalena Urbańska

Kobieta, żona, matka, przyjaciółka. Pozytywnie nastawiona do świata. Spędzam czas na dbaniu o siebie i innych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Chwile z życia i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „#mójŚwięty Ignacy

  1. s. Klara pisze:

    Ja to każdy inne wątki wyłapuje u tego Świętego ale chyba na tym Jego wielkość polega. Pozdrawiam serdecznie

  2. Krysia pisze:

    Też mam nadzieję, że Twoi przyjaciele niedługo dostąpią zaszczytu bycia rodzicami… a co do Ignacego, bardzo lubię jego duchowość, ale jego samego nie znam do końca…zachęciłaś mnie, żeby poczytać o nim więcej…mocne świadectwo Madziu, dziękuję,że się tym podzieliłaś.

  3. Bardzo lubię duchowość ignacjańską, choć nad osobą samego św. Ignacego to się za bardzo nigdy nie zastanawiałam. Ale znam przyjaźń ze świętymi. Tym, który nigdy mnie nie zawiódł to św. Antoni. Kocham św. Franciszka, św. Józefa, św. Joannę Beretta Molla. Ale w życiu duchowym moimi patronami są: św. O. Pio i św. Faustynka. Od tej ostatniej szczególnie doświadczam pomocy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *