Imigrant na Wyspach – jak odnalazłem się w UK

Trzynaście lat temu, zaraz po maturze zaproponowano mi wyjazd do pracy na Wyspach Brytyjskich. Pamiętam swoje obawy. Zdecydowałam się na niego, by zarobić na studia. Do wyjazdu jednak nie doszło, z niezależnych ode mnie przyczyn. Pamiętam jednak jak mocno szarpałam się wewnętrznie myśląc o imigracji.

Tym bardziej ciekawa byłam opowieści Marcina Kowala. Wydawnictwo Bernardinum kilka tygodni temu wysłało mi zapowiedź Imigranta na Wyspach. Od razu serce zabiło mi mocniej, wróciły dawne wspomnienia. Dziś nie żałuję, że zostałam w Polsce. Pomyślałam jednak, że fajnie zobaczyć co straciłam i czy warto się smucić z tego powodu…

O smutku nie było jednak mowy od pierwszy stron opowieści. Nie dlatego, że Marcin Kowal pisał o brytyjskim świecie w sposób, który budził lęk. Momentami nie mogłam powstrzymać śmiechu – Autor jest dla mnie numerem jeden jeśli chodzi o dystans do siebie, świata, wydarzeń, innych ludzi. Jego opowieść czyta się nie tylko lekko, ale w ciągłym półuśmiechu. Nie da się inaczej, nawet będąc mrukiem.

Lekki styl, duża dawka zdrowej złośliwości, fantastyczne przypisy (również od znajomego Autora, zwanego Mańkiem, który starał się chyba w pewien sposób odgryźć za to, co o nim napisano). Wszystko spójne, logiczne, okraszone dużą ilością pięknych, wyrazistych fotografii (jakby mogło być inaczej u tego wydawcy?).

Można zapytać – a wady? Przykro mi, nie znalazłam…

Marcin Kowal opisał świat zupełnie inny niż sobie wyobrażałam. Jako imigrant przeżył wiele, jeszcze więcej zobaczył. Podczas lektury odczuć można, że jest bardzo dobrym obserwatorem, a czytając jego komentarz do opisywanych ludzkich zachowań – zwyczajnie dobrym, przyzwoitym człowiekiem. Takiego go poznałam z kartek książki.

Wspomnianemu Mańkowi zarekwirowano na lotnisku świnie. Tak! Świnie, a właściwie mięso. Ta historia zostanie we mnie jeszcze jakiś czas, śmiałam się przy niej długo. Autor w fantastyczny sposób połączył tą opowieść z przedstawieniem różnic na lotniskach poszczególnych państw. Jeśli szukasz wskazówek przed wyjazdem – tutaj je znajdziesz.

Dowiedzieć się można również o szczegółach ruchu lewostronnego. Także o tym, że Anglicy widząc kilka milimetrów śniegu, nie wychodzą z domu, czy o tym, że potrafią cały dzień chodzić w piżamach (również do sklepu!).

Wiele zabawnych historii mężczyzny przeplata się z opowieściami o ludziach – ich historii, sposobie patrzenia na świat. Szczegółowo (choć bardzo ciekawie, nienużąco) opowiada o tym, jak szukać mieszkania na Wyspach i dlaczego nie warto pić lokalnego poteen – czegoś w rodzaju irlandzkiego bimbru.

Z lekkim napięciem czytałam o językowych potyczkach i o tym, jak słowo „masło” mało nie doprowadziło do ostrej bijatyki w zakładzie pracy.

Autor wskazuje na wiele różnic między naszą, a brytyjska kulturą i mentalnością. Tam łatwo jest oskarżyć kogoś o molestowanie, trzeba uważać na wypowiadane słowa. Niepotrzebne jest prawo jazdy, by jeździć samochodem – jak to zrobić? Kowal wyjaśnia szczegółowo.

Czym Brytyjczycy zastępują chleb? Dlaczego mają w słodyczach sam cukier i mdłe jedzenie? O tej stronie codziennego życia też wiele się dowiedziałam.

Dobra, przyznaję się. Angielska kuchnia nie przypadła mi do gustu. W ogóle! Próbowałem bronić jej przed Mańkiem. Przed innymi. Nawet przed samym sobą. Nic z tego. Wyspiarze również zdają się to rozumieć i nawet otwarcie przyznają, że można angielskich przysmaków nie lubić. Czego, na przykład, żaden Polak na Wyspach nie powie o polskiej kuchni. Każdy rodak stanie w jej obronie i każdy będzie zachwycał się i tęsknił za chlebem, kiełbasą, pierogami czy bigosem. Str. 216

Ze zdziwieniem pochłaniałam strony z opisami warunków mieszkaniowych – pogoda deszczowa sprzyja…pleśni. Czy łatwo jest znaleźć mieszkanie bez tego niechcianego lokatora? Opis pięknych krajobrazów i pogodowych anomalii może budzić zachwyt – we mnie obudził. Wyspy wydają się mi bardzo bliskie jeśli chodzi o odległość – nie spodziewałam się, że tak wiele może się różnić między nimi, a Polską.

Ostatni rozdział opowieści wydawał mi się bardziej poważny. Choć wcześniej autor poruszał bardzo wiele trudnych, mało śmiesznych spraw, to robił to z dużą dawką humoru. Jak jednak pisać z uśmiechem o tym, że w Irlandii Północnej na ulicy wybuchają bomby i jest się tego naocznym świadkiem? Pisząc o konflikcie na Wyspach, nie pomija rzeczy naprawdę trudnych, również tych, w których niestety zmuszony był brać udział.

Mam wrażenie, że ta publikacja jest trochę jak kompendium wiedzy. Osobista, zabawna, szczera, ale również bardzo praktyczna i rzeczowa. Jeśli myślisz o wyjeździe – zajrzyj koniecznie. Jeśli chcesz dowiedzieć się trochę o kulturze zupełnie innej niż nasza, mimo, że wciąż europejskiej – przeczytaj. Na pewno się nie zawiedziesz. Osobiście długo będę się zachwycała nie tylko lekkim piórem autora, ale również tym, że świat niby bliski, a tak różny i daleki…

Dziękuję Wydawnictwu Bernardinum za lekturę!

Tytuł Imigrant na Wyspach – jak odnalazłem się w UK
Autor Marcin Kowal
Wydawnictwo Bernardinum
Liczba stron 288

Książkę można nabyć na stronie wydawnictwa (ksiegarnia.bernardinum.com.pl) w cenie 39, 90 zł. Dostępny również w salonach Empik.

Comments

  1. Marcin Kowal

    Bardzo dziękuję za wspaniałą, podbudowującą recenzję. Nie jedno ego z pewnością urosłoby na tak pozytywnym gruncie, dlatego swoje muszę trzymać na wodzy 😉 Pozdrawiam serdecznie i życzę jak najwięcej przyjemnie zapadających w pamięć doświadczeń, nie tylko z książkami 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *