Nieobecny ojciec?

Po opublikowaniu tekstu „Ojcze, stań się obecnością”*  dostałam bardzo smutną wiadomość. Oto jej fragment:

Magdo!
Przeczytałam właśnie twój tekst na blogu. Szczerze mówiąc wkurzałam się, gdy go czytałam… Ja marzę o tym by mój ojciec zniknął. Zapadł się pod ziemię. By go nie było. Mam 17 lat i czuję się jak popychadło. Wszystko musi być tak jak on chce. Jesteśmy niby wspaniałą rodziną, ale ojciec w domu ma inne oblicze. Pod dyktando mam chodzić ubrana, spać, jeść. Wydziela mnie i mamie (której nie pozwala pracować) kasę na jedzenie, życie. Nie bije nas, ale nie musi. Wystarczy mi jego wzrok i wiem, że będę musiała siedzieć cicho by nie zabrał nam pieniędzy na jedzenie… Mama nie chce słuchać o tym byśmy od niego odeszły. Twierdzi, że nie poradzimy sobie same. A ja czuję, że chcę by on umarł. Wiem – to jest straszne. Ale jakie piękne byłoby życie bez niego. Jakie proste okazałyby się codzienne sprawy bez jego dyktatury…

Na końcu pojawiła się prośba o radę, modlitwę. O ile wychodzę z założenia, że rady przez internet to fatalny pomysł, o tyle chciałam odnieść się do tego co napisała ta dziewczyna. Dlaczego?

Bo znam wiele podobnych historii…

Znam wiele kobiet, które przez lata walczą ze swoim bólem i wewnętrznym rozdarciem.  Z jednej strony marzą o tym, by ich ojciec je pochwalił, przytulił, powiedział o nich coś dobrego, pobłogosławił. Z drugiej strony marzą by zniknął, umarł, odszedł. Można tak żyć? Nie, nie można…

Pierwsze co przyszło mi do głowy to terapia. Wiem, że to brzmi dziwacznie – to ojciec powinien się leczyć, a nie ona. Nie! I nie chodzi o to, że coś z nią nie tak. Zwyczajnie czasem potrzebna jest fachowa pomoc i należy z niej skorzystać by zacząć żyć pełną piersią. Internet i masa mądrych słów niewiele zmienią, potrzebne jest dogłębne i indywidualne spojrzenie na problem. W tym może pomóc specjalista.

Znam wielu terapeutów. Większości z nich nie poleciłabym przyjaciołom. Raz zdarzyło mi pokierować bliską mi kobietę do konkretnego terapeuty, z którym pracowałam. Znałam go jednak i wiedziałam, jak pracuje. Tej konkretnej kobiecie poleciłam miejsce, gdzie warto kogoś poszukać. Tyle mogłam…

Znam wiele różnych historii. Również moja droga do wewnętrznej wolności była kręta i trudna. Czy jest coś, co stało się punktem zwrotnym? Tak – przebaczenie. Trala lala… Fajnie się gada, nie? Tak!

Dla mnie pierwszą rzeczą jest izolacja od oprawcy i terapia. Autorka pewnie niebawem opuści rodzinny dom – pojedzie na studia, pójdzie do pracy. To będzie bardzo trudny czas. Leczenie ran trwa…i boli. Okropnie boli. Kiedyś jednak przestanie i jeśli będzie mądrze przeprowadzone, może dać poczucie wolności.

Mnie najbardziej pomogła…przyjaźń. Gdy znajdziesz się w środowisku, które cię akceptuje, daje wzrost – zaczniesz się rozwijać, kwitnąć, odżywać. Dla mnie wielką pomocą była też spowiedź i kierownictwo duchowe. Dlaczego? Gdy nie doświadczysz w życiu błogosławieństwa ojca, możesz nie wiedzieć kim jest Bóg Ojciec. A On jest miłością – taką prawdziwą i niezawodną. Taką opatrującą rany i dającą morze wolności. Ta droga też jest trudna i wyboista. Ale warto ją podjąć.

Zostało najtrudniejsze… Pytanie, które mocno się przewijało w mojej głowie przez ostatnie dni:

czy ojciec agresor jest lepszy od ojca nieobecnego?

Nie, nie jest lepszy. Nie jest też gorszy. Każdy nie jest dobry. Ojciec ma dawać poczucie bezpieczeństwa, wzmacniać, błogosławić, wypuścić w świat szczęśliwego, dojrzałego człowieka, który nie musi przez lata zlizywać ran… Taka jest rola ojca. Nie jest winą dziecka, że on nie spełnia tych wymogów. Nie jest to też wina matki. Czasami nie jest to też wina jego samego, ale choroby i zranień, które sam w sobie nosi.

Trzeba jednak czasem powiedzieć „dość” i zająć się sobą by naprawdę zacząć żyć…

 

*(https://niezawodnanadzieja.blog.deon.pl/2018/06/21/ojcze-stan-sie-obecnoscia/)

Comments

  1. Ania

    Kobieta nosi na sobie brzemie odpowiedzialności za rodzinę, też sie zmagam z pytaniem – co bedzie lepsze dla mojego syna? Czy mogę wybrac swoje szczęscie ?

    1. Post
      Author
      Magdalena Urbańska / Biegnąc pod wiatr

      Aniu… Nie wiem. Nie znam Ciebie i Twojej sytuacji. Jeśli poszukujesz odpowiedzi, pogadaj o tym z kimś mądrym, kto ma większy dystans. Pozdrawiam ciepło!

  2. almadecasa

    Bardzo ważne, że wspomniałaś o przebaczeniu. Podobnie jak Ty odbieram je jako „punkt zwrotny” w wielu życiowych sytuacjach, które wydawały mi się beznadziejne. Przebaczenie to taki mały cud w sercu, który nadaje sens temu co przeżyliśmy. Może to zabrzmi kontrowersyjnie, ale myślę, że dzięki przebaczeniu możemy stać się „bogatsi” o cierpienie, które nas dotknęło. Jeśli nie przebaczymy nasz ból, nasza „rana”, żal, może nas niszczyć, zatruwać.

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *