Kilka dni temu dostałam maila. Napisała do mnie Natalia, twórczyni Deonowego bloga, którego uwielbiam czytać.
Zapytała czy nie chciałabym napisać o swojej historii, o tym jak ja rozumiem niepodległość. Na początku pomyślałam „hmmm… ja?”, potem po raz drugi przeczytałam tekst Natalii (tutaj) i stwierdziłam, że nie. Nie mam nic mądrego do powiedzenia…

Aż przyszła pewna refleksja…
Czym jest moja niepodległość? Jest mną i moją rodziną. Dlaczego?
- Żyję w kraju, w którym rano mogę wyjść po bułki do osiedlowego sklepu, gdy nie mam ochoty jeść czerstwego chleba. Mój dziadek za kawałek chleba wiele lat temu dużo by oddał…
- Mój syn może iść do szkoły – bez żołnierzy na drogach, bez cenzury w szkole. Może się uczyć i poznawać świat. Dziadek Zygmunt nie miał takiego dzieciństwa…
- Mam gdzie mieszkać. Nie muszę liczyć na dobry dzień okupanta – jestem bezpieczna.
- Mogę myśleć, czuć, mówić. Nikt mi za to nie strzeli w skroń.
- Poznaję świat, ludzi, rozwijam się. Jestem bezpieczna. Oni nie byli…
- Mogę dzieciom opowiadać bajki na dobranoc, bez obawy, że rano nas nie będzie…
- Mam obok domu kościół, kapłanów, sakramenty. Modlę się w ojczystym języku. Nie muszę błagać Boga o powrót bliskich z frontu.
Ile z tego jestem w stanie docenić na co dzień? Co sprawia, że tak łatwo zapominam? Dlaczego nie doceniam tych, którzy swoją krwią wywalczyli moje możliwości – życia tu i teraz? No właśnie, dlaczego?
Nie obchodziliśmy hucznie Święta Niepodległości, choć drugiej takiej rocznicy już nie będzie… Siedziałam w domu z chorym dzieckiem. Starszy syn poszedł z mężem na obchody w Domu Kultury. To on w tym roku zadbał, bym pamiętała o tym, co mam. On dał mi lekcję pokory. Mam nadzieję, że lekcję dobrą i trwałą…
https://www.facebook.com/niezawodnanadzieja/posts/2234655753457734

Nikt nie zabranial w czasach PRL-u wywieszania polskiej flagi. Byly wywieszane przez panstwo, publicznie. Godlo bylo w kazdym budynku publicznym. Czemu dzieciom sie bzdury opowiada?
Koscioly mialy sie dobrze. Zreszta wielu – chyba 30% ksiezy bylo wspolpracownikami.
Mój syn nie mówił o czasie PRLu, ale czasu sprzed 100 lat, gdy Polski nie było na mapie. Zero bzdur, czyste fakty 😉
i.cz. Przypomnij sobie, że w głębokim PRL-u prywatne wywieszanie polskiej flagi na 11 listopada np. na balkonie skutkowało kolegium i grzywną. Tak się zdarzało. A wiesz a co? ” Za brak poszanowania dla symboli państwowych”. Ryzykiem obarczony był również termin 3 Maja, ale wtedy władza (MO) przymykała oczy, bo ludzie twierdzili, że po 1 Maja flaga jeszcze wisi.
Nie wiem gdzie Pani i.cz mieszkala, ale w Gdansku flagi byly wywieszane zawsze w towarzystwie czerwonej szmaty, za zerwanie ktorej szlo sie do wiezienia, godlo bylo bez korony, za powieszenie w miejscu publicznym tego z korona – kara. Koscioly mialy sie tak dobrze, ze wielu ksiezy bylo w wiezieniach i wielu zostalo zamordowanych. Za zlozenie kwiatow pod pomnikiem Poleglych Stoczniowcow zostalam aresztowana w 1982r, za zrobienie gazetki szkolnej na 17.09 udalo mi sie uciec, bo pomogla mi nauczycielka / wyskakiwalam przez okno w szkole/. To jest prawda, a nie bzdury.