Nie musisz być idealna, by być dobrą matką

Wiele się u mnie dzieje. Młodszy syn od wczoraj przebywa w szpitalu, jest po zabiegu. Starszy tęskni za bratem i boi się, że ten nie wróci, bo dziadek kiedyś poszedł do szpitala i trafił do nieba. W tym wszystkim jestem też ja i mój lęk. A wczoraj także poczucie winy. Dlaczego?

Umówiliśmy się z mężem, że to on zabierze syna do szpitala i to on będzie przy nim czuwał 24h/dobę. Ja nie dam rady. Mimo, że mój ostatni pobyt z dzieckiem w szpitalu był prawie 3 lata temu, do dziś pamiętam jego krzyk i to mocne przytulenie, gdy pielęgniarki przestały wkłuwać się w jego głowę. Do dziś mam przed oczyma jego spojrzenie pełne bólu. Wiedziałam, że tym razem mogę tego nie udźwignąć.

Jestem więc wtedy, gdy starszy syn jest w szkole. Tulę ile mogę, bawię się, głaszczę i trzymam za rękę. Tak jak tylko matka potrafi. Potem wracam do domu.

Właśnie tutaj pojawiało się poczucie winy – jak to go zostawisz? On potrzebuje matki! Jesteś mu potrzebna!

Jeśli jesteś matką, pewnie wiesz, co to za uczucie. Takie rozdarcie między nie potrafię, a wydaje mi się, że muszę, bo inaczej będę wyrodną matką.

Muszę być zawsze blisko, zawsze czuła, obecna, pomocna. Mama to w końcu synonim słowa „ratuj”, nieprawdaż?

Ależ skąd, przecież to kłamstwo! Wiedziałaś o tym?

Mój mąż świetnie daje sobie radę. Tata jest silniejszy emocjonalnie, a mój syn potrzebuje teraz spokoju. Dziś na pożegnanie synek dał mi dużego buziaka i powiedział, że mam iść do Jasia. Poszłam. Z ciężkim sercem – jak głaz. Wiedziałam jednak, że teraz moje miejsce zajmie mąż, a ja powinnam tulić do siebie drugie dziecko – które mimo, że jest zdrowe, też bardzo mnie potrzebuje.

A czego potrzebuję ja?

Zadajesz sobie czasem to pytanie? Czego JA potrzebuję? Nie po to by coś lub kogoś zaniedbać, ale po to by mieć siły do tego by to zaniedbanie nie stało się faktem.

Odprowadziłam rano syna do szkoły, sama poszłam do kościoła. Wiedziałam, że jeśli się pośpieszę, mam szansę zdążyć na drugą z porannych mszy. Zdążyłam, wyciszyłam się, uspokoiłam, poczułam się mocno przytulona. Jezus zabrał mój lęk, dał siłę i spokój. Bardziej niż się tego spodziewałam i oczekiwałam…

Moje macierzyństwo nie jest dla mnie łatwe. Często mam dość. Kocham moje dzieci i potrafię o nie walczyć jak każda matka-lwica. Nie zmienia to jednak tego, że jestem tylko człowiekiem, jestem słaba. Często upadam, krzyczę, gubię się w swoich uczuciach, mam dość. Tak, często mam dość. Bywa, że zazdroszczę kobietom, które mają czas dla siebie – tak po prostu. Mój czas przestał być tylko mój, gdy urodził się pierwszy syn. Mimo, że dzieci uważam za jedno z największych darów, jakie otrzymałam w życiu – bywa że mam chęć uciec – najlepiej tak, by szybko mnie nie znaleźli.

Przypomina mi się tutaj jedna z medytacji z moich rekolekcji ignacjańskich. Zobaczyłam siebie jako potłuczony dzban – jego kawałki wbijały się w nogi moich dzieci. Raniły je, kaleczyły. Bardzo mnie ten obraz zabolał, bo wiedziałam, że jest prawdziwy. Wiedziałam, że zawalam, że nie jestem matką idealną. Wiedziałam, że zadaję ból.

Płakałam przed Jezusem pytając jak mam się zmienić, a On pokazał mi, że klęka przy każdym z moich dzieci, wyciąga szkło i opatruje rany. On je uleczył, On…

Nie pozwól zabrać sobie szczęścia bycia matką z powodu swoich braków i niepowodzeń. Jesteś idealną matką, innej twoje dzieci mieć nie będą. Kochaj jak potrafisz i zadbaj o siebie – to najlepsze co możesz dać swoim bliskim.


Zdjęcie pochodzi z pixabay.com

facebook.com/niezawodnanadzieja

Instargam.com/biegnac.pod.wiatr

 

Comments

    1. Post
      Author
  1. Monika

    Bardzo dziękuję za ten wpis. Poruszył mnie zwłaszcza ten fragment dotyczący dzbana i Jezusa, który opatruje dzieciom rany… O jakże to u mnie na czasie. Mamy z mężem trójkę fantastycznych dzieci, a jednocześnie czuje się momentami wyczerpana psychicznie. Brakuje mi cierpliwości, coraz głośnej i częściej krzyczę. I nie potrafię tego zatrzymać. Codziennie wieczorem chce mi się płakać nad sobą, następnego dnia rano wstaje z nadzieją i decyzją, że będzie lepiej…a jest jak zwykle. Mąż mówi, żebym znalazła sobie jakieś pole odpoczynku, coś tylko dla mnie, ale nie mam pomysłu!
    Doskonale rozumiem te rozterki odnośnie pobytu w szpitalu… Wszystkie nasze dzieci były hospitalizowane. Dwa razy był z dziećmi mąż bo ja albo w ciąży albo z niemowlakiem w domu. To są bardzo trudne decyzje bo trzeba wybrać między jednym dzieckiem a drugim… Niedawno byłam z kolei z noworodkiem na oddziale, a starsze dzieci bardzo tesknily. Nie wiem czemu przeżywamy takie doświadczenia, ale wiem, że gdy ja nie mogę być przy dziecku, to w sposób szczególny troszczy się o nie Maryja. I ta świadomość bardzo mi pomaga.

    1. Post
      Author
  2. Zacisze Lenki

    Jesteśmy tylko ludźmi i zdarza się nam mieć słabości. Ważne, żebyśmy nie upadali, ale wyciągali wnioski. Niech Jezus błogosławi, a Matka Boża przytula do serca, bo kto zrozumie lepiej jak nie Ona. Z darem modlitwy za Waszą rodzinę. Pozdrawiam serdecznie.

    1. Post
      Author
  3. Ania

    Dziękuję. Jak dobrze że ktoś prowadzi takie strony i zamieszcza takie wpisy jak Ty. Szczególnie w czasach kiedy szybciej sięgamy po internet niż radę którejś z wielu kobiet z wioski

    1. Post
      Author
  4. MartaM.

    Bardzo mnie poruszył ten wpis… Średniego synka czeka zabieg usunięcia migdałów, boję się tego. Póki karmię piersią najmłodszego, nie będę i tak mogła zostać dłużej w szpitalu. A ten akapit o zmęczeniu…jej, mam tak samo, z głowy mi wyjęłaś te słowa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *