Jezu, Ty naprawdę mi ufasz?!

Wczorajsza uroczystość Bożego Ciała była dla mnie niespodziewanie mocnym dniem.

Procesje z dziećmi w Boże Ciało to walka o przetrwanie – przynajmniej do jakiegoś czasu… Nie byłam przekonana do tego, by jechać na Mszę i procesję do Gdyni. Czułam się zmęczona, ociężała, nic mi się nie chciało.

Na Mszy mój 5 letni Jaś turlał się po ławce wprowadzając mnie w stan obłędu. Gdy o. Proboszcz mówił, że wyjdziemy z kościoła by iść za Jezusem, Janek stwierdził:
– Po co Ksiądz to mówi, przecież ja to wiem?

No tak, pomyślałam. Wiesz, bo tłumaczyliśmy ci w aucie, ale spora część ludzi nie wie po co tu jest i jaki to ma sens… Zamilkłam.

Zaraz po Mszy, na samym początku procesji, moje dziecko szarpnęło mnie za rękę ze słowami:
– Mama, ale my mieliśmy iść za Jezusem, a ja Go nie widzę.
– To dawaj do przodu. Będziemy iść zaraz za Jezuitami – odparowałam.

Janek ruszył z kopyta, przedarł się przez tłum i szliśmy. Całą procesje. Pierwszy raz moje dziecko było tak skupione na jakimkolwiek nabożeństwie. Szedł wytrwale, mimo że pot lał się po plecach. Nie marudził, nie nawijał swoich opowieści ze szkoły i tego, co będzie robił, gdy nabożeństwo w końcu się skończy. Szedł w prawie całkowitym milczeniu. Gdy zdarzyło się na moment, że ktoś wszedł przed niego i zasłonił kapłana z monstrancją – omijał go ze słowami, że on chce być bliżej…
A ja… Dawno nie byłam fizycznie tak blisko Jezusa. I nie wiedziałam nawet ile sił da mi wpatrywanie się w Niego, tak po prostu. Nie byłam w stanie się modlić, ale mogłam na Niego patrzeć.

Moje dziecko uratowało mnie tym samym przed tym czego strasznie nie lubię na procesjach – przed rozmowami między ludźmi: o pogodzie, babci, cioci i zbyt krótkiej sukience sąsiadki. Nic mnie nie rozpraszało… Nic – tylko On, ja i Jaś, który trzymał się mojej ręki dzielnie zasuwając za Jezusem.

Dwa bardzo dobre (choć krótkie) kazania budzące jedność, wiarę i sens… Tyle dobra na gdyńskim Wzgórzu.


fot. z FB parafii św. Stanisława Kostki w Gdyni/Andrzej Błędziński SJ
Ten mały człowieczek w czerwonej czapce za kapłanem to Jaś 🙂

Nie spodziewałam się już niczego więcej. Bardzo chciałam odpocząć. Upał dawał w kość, serce i dusza wciąż są szarpane przez wspomnienia z niedawnych rekolekcji ignacjańskich.

Przyjaciółka zaproponowała mi koncert. Pomyślałam – pojadę, odpocznę, pobawię się trochę.

Szybko zostałam odarta ze złudzeń.

Bogu – Chwała zaczęli grać. Uśmiechałam się do słów bpa Zielińskiego, gdy opowiedział o tym, że w Gdańsku skończyła się ulewa dokładnie w momencie, gdy rozpoczęła się 20 edycja Katolików Na Ulicy. W Rumi też lało, wiało, było burzowo, ale w czasie koncertu niebo było czyste, a słonko grzało delikatnie w plecy. Przypadek?

Gdy ze sceny leciały pełne mocy i radości dźwięki zamknęłam oczy i poczułam ból. Przed oczami stanął mi obrazek z dzieciństwa. Znów na moment byłam małą dziewczynką, która była wytykana palcami przez kolegów, która czuła wstyd, opuszczenie, niemoc. Tą, którą nie miał się kto zająć, za to ona musiała ratować resztki ludzkiej godności. Zabolało. Powiedziałam w duchu: Jezu, nie, weź. Ja chciałam tu odpocząć!!!

Wiedziałam, że tę małą dziewczynkę we mnie trzeba przytulić. Całe rekolekcje uczyłam się jak to robić, by nie spychać tych wspomnień na kolejne 30 lat życia, ale się nimi zająć – tu i teraz. Ok, Jezu. Rób co chcesz – pomyślałam, a po moim policzku spłynęła łza.

Muzyka była piękna, porywała do tańca, do modlitwy, do wielbienia. Modlitwa prowadzona przez kapłanów w międzyczasie także. Gdy jeden z nich powiedział, że na polu kręcą się ludzie w czerwonych koszulkach i można poprosić ich o modlitwę, poczułam znów pewien brak. Stwierdził także, że na polu jest sporo księży: „szarpcie ich za sutanny jeśli ich potrzebujecie”. Oj, tak… Poczułam, że jakby tylko jakiś obok mnie przemknął, szarpnęłabym mocno z prośbą: ksiądz, pomódl się za mnie! Żadnego jednak obok nie zobaczyłam, a na wyjście w głąb pola zabrakło mi odwagi i sił.

Stałam więc tam, gdzie stałam, modląc się piękną muzyką razem z Przyjaciółką, z którą uwielbiam się modlić i której wiara jest dla mnie siłą w meandrach codzienności. A we mnie toczyła się walka, na którą nie miałam już sił.

Gdy na scenę wyszedł ks. Mariusz i powiedział, że ma dla nas krótką katechezę, pomyślałam: nie gadaj za długo, bo wolę jak śpiewają. Dziś już tak nie myślę…

Usłyszałam słowa, które były dla mnie jak miecz.

Gdy dzisiaj patrzę na Najświętszy Sakrament słyszę w swoim sercu jak Jezus mówi: „ufam ci”

Naprawdę Jezu, Ty ufasz mnie? Przecież ja sobie nie ufam… Przecież ja czuję się tak pełna lęku i tak niegodna. Ty ufasz mnie? Dajesz siebie w Chlebie przed którym mogę uklęknąć, ale też który mogę zdeptać – dlaczego? To dla mnie, naprawdę? Naprawdę aż tak bardzo mi ufasz?

Jezus więc dzisiaj z tej Najświętszej Hostii zdaje się dalej mówić: „Pragnę miłości, pragnę delikatności”. Możemy dzisiaj, każdego dnia!, okazywać Jezusowi naszą czułość chociażby przez spotkanie dwóch spojrzeń, gdy wpatrujemy się w monstrancję.

Przypomniało mi się poranne spotkanie, to do którego przyczynił się mój syn. To spojrzenie, które znaczyło tak wiele. Ta procesja, która była inna niż wszystkie dotychczas.

Myślałeś tak kiedyś o sobie, gdy przyjąłeś Komunię? O tym, że stajesz się wtedy tak ścisłą jednością z Jezusem, że gdybyśmy wzięli duchowy rentgen, to nie dałoby się rozdzielić, gdzie jesteś ty, a gdzie jest Jezus?

To co poczułam było jak młot. Rozbił to, co było we mnie tak mocno zamknięte i obudowane warownią lęku – o to co pomyślą inni, co pomyślę ja. O to, jak wyglądałoby moje życie, gdyby nie paraliżował mnie lęk. O to kim jest dla mnie Jezus i co ważniejsze – kim ja jestem dla Niego.

To było prawdziwe Boże Ciało – choć nie dotknęłam Go fizycznie, spotkałam twarzą w Twarz. Dziękuję Jezu, kolejny raz…

Całość katechezy ks. Mariusza można przeczytać tutaj:

#CoMówiDuch – Słowo wygłoszone przy okazji wydarzenia "Bogu-Chwała!"Ksiądz Krystian opowiedział nam o bliskości Jezusa…

Opublikowany przez SpotkajSłowo Czwartek, 20 czerwca 2019

 


Pierwsze zdjęcie pochodzi ze strony na Facebooku Parafii Jezuitów w Gdyni, drugie jest mojego autorstwa.

Zapraszam 🙂

facebook.com/niezawodnanadzieja

https://instargam.com/biegnac.pod.wiatr

urbanska.madzia@gmail.com

Comments

  1. jan777

    Jak Pani rozumie słowa:

    ‘’5 Teraz zaś idę do Tego, który Mnie posłał, a nikt z was nie pyta Mnie: „Dokąd idziesz?” 6 Ale ponieważ to wam powiedziałem, smutek napełnił wam serce. 7 Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was1.’’

    ‘’1 Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie1 w Boga? I we Mnie wierzcie! 2 W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. 3 A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem.’’

    ”POŻYTECZNE JEST DLA WAS MOJE ODEJŚCIE. BO JEŻELI NIE ODEJDĘ, POCIESZYCIEL NIE PRZYJDZIE DO WAS.
    A JEŻELI ODEJDĘ, POŚLĘ GO DO WAS”

    ”A GDY ODEJDĘ, PRZYJDĘ POWTÓRNIE…..”

    1. Post
      Author
      Magdalena Urbańska

      W jakim sensie rozumiem? Nie wiem jakiej odpowiedzi Pan oczekuje – analizy teologicznej? Nie jestem teologiem 😉 a jeśli pyta mnie Pan o moje osobiste odczucia – mogę odpowiedzieć za kilka dni, gdy przeczytam kontekst tych słów i pomodlę się całością. Pozdrawiam! Magda

    1. Post
      Author
      Magdalena Urbańska

      Dla mnie Jezus jest żywą, prawdziwą Osobą. Wierzę w zmartwychwstanie. Jezus jest dla mnie kimś realnym, kimś kto jest. Nie bawię się w doktrynalne przepychanki 😉

  2. Janek

    Św. Jan 14.23-24 rzecz ujmuje następująco :”Jeśli kto Mnie miłuje będzie zachowywał Moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego i mieszkanie u niego uczynimy.”
    Jeśli dobrze rozumiem, chodzi o żywą i prawdziwą Obecność Boga żywego, w Trójcy Świętej Jedynego, w czasie ziemskim człowieka. Rozważania o sposobach obecności Boga w świecie stworzonym i odkupionym oraz w wieczności pozostawiam na inny czas.

    1. jan777

      Źle Pan rozumie i zaprzecza Pan prostym słowom Pana Jezusa Chrystusa:
      ”25 To wam powiedziałem przebywając wśród was. 26 A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy7 i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. 27 Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka! 28 Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie8.”( ciąg dalszy cytatu jaki Pan przywołał–Jana 14)

      ”Odchodzę i przyjdę znów do was.”

      Natomiast w cytacie przywołanym przez Pana mowa jest o MOCY OJCA ZBAWICIELA, DUCHU ŚWIĘTYM POCIESZYCIELU.

  3. Antoni M.

    Bardzo dziekuje Pani za to swiadectwo! W zamian cos „mojego”. Mieszkamy w Czechach i tutaj dostalismy od naszego ksiedza ksiazke „In sinu Jesu” – czeski przekŁad ang. oryginaŁu napisanego kilka, kilkanascie lat temu przez irlandzkiego benedyktyna (nie podaje swojego imienia). Jak mi wiadomo, polski przekŁad przygotowuje ktos od chrystusowcow. Rzecz jest wewnetrznym dialogiem, a najczesciej monologiem Jezusa, ktory przemawia do owego mnicha. WybraŁ go dla stworzenia wspolnoty, skad promieniowaŁaby odnowa stanu kapŁanskiego (!). Ale ja czytuje to po prostu z zachwytem… Wielokrotnie jest mowa o takiej Jego bliskosci, o jakiej Pani wspomina. I prosta, fundamentalna wiedza o zyciu duchowym pochodzaca wprost od Przyjaciela. O miŁosci, oczekiwaniu Boga na nasza uwage i miŁosc. O tym, iz chwila prawdziwej ufnosci ma ogromne znaczenie, przewyzszajace dŁugie modŁy etc. Pozdrawiam !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *