Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu i mój uśmiech


fot. archiwum prywatne/fotograf Magdalena Funk

Na wczorajszej, niedzielnej Mszy dowiedziałam się, że przeżywamy Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu.

Uśmiechnęłam się pod nosem słysząc komentarz kapłana, który modlił się za pracowników mediów. Wśród tego co mówił, odnalazłam trochę siebie – bardzo niespodziewanie i zaskakująco dla mnie samej.

Ci, którzy znają mnie osobiście, wiedzą, że piszę od zawsze, choć pokazuję to światu od jakiś 3 lat. Nie będę opowiadać całej historii tego, jak do tego doszło. Powiem tylko – miał być to sposób na odskocznię, reset, katharsis.

Tak się rzeczywiście stało, choć po drodze wydarzyło się wiele niespodziewanych zwrotów akcji.

Nie wiedziałam, że wokół mojego bloga zgromadzi się spore grono odbiorców.

Nie przypuszczałam, że moja droga potoczy się tak, że stanę się autorem tekstów dla DEON.pl, a ostatnio także katolickich, małych wydawnictw.

Nie opowiadałam znajomym co robię, ale ostatnio oni zaczepiają mnie mówiąc, że przeze mnie płaczą po nocach. I takich sytuacji, gdy ktoś przeczyta przez przypadek mój felieton jest coraz więcej.

Autentycznie porusza mnie to, że dzieląc się swoim światem, refleksją nad życiem spotykam się z ludźmi. Coraz mocniej doświadczam tego, jakie ogromne narzędzie wpływu mam w palcach (tudzież w dłoniach).

Podczas wczorajszej Mszy zobaczyłam, że to wielka łaska, przywilej, zaszczyt pisać dla i do ludzi. To wielka siła słyszeć od nauczycieli syna czy mam jego kolegów, że moje teksty dotykają ich do żywego. Jednak to co zobaczyłam też wczoraj to też odpowiedzialność – za słowa wypowiedziane i te, które nie padły, a być może powinny.

Praca w mediach nie jest łatwa. I nie chodzi o statystyki czy zarobki (uśmiałby się ten, który podejrzewa, że z pisania można zarobić na nowe auto :)). Choć wiele osób pisze do mnie „dziękuję” albo mówi mi to w twarz, równie dużo mówi „jesteś chora, walnięta, weź się zamknij”. I choć hejt to hejt, trudno jest czasem machnąć ręką i iść dalej – tak po prostu.

Jestem odpowiedzialna za to co mówię i piszę. Chcę tworzyć coś, co jest mądre, dobre, co jest magis (nie po to jezuici męczą się ze mną od lat, bym to zlekceważyła, prawda?). I to jest najtrudniejsze zadanie na dziś.

Dać ludziom tyle, by nie zasnęli i tyle by mogli żyć bardziej – takie jest moje marzenie na dziś.

Dziękuję, że jesteście – bez Was moje pisanie byłoby psu na budę!


Na fotografii zobaczyć możecie mnie, gdy udaję, że pracuję 🙂 Tak naprawdę uśmiechałam się do przesympatycznej fotograf, najlepszej chrzestnej matki dla mojego syna, a co?! Magdalena Funk – funk You!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *