„Jak stać się szczęśliwą mamą w 31 dni” Arlene Pellicane

 

Często jest tak, że poradniki w stylu „odmienisz swoje życie w 31 dni” omijam szerokim łukiem. Zwyczajnie daleko mi do magicznego myślenia o tym, że w jeden miesiąc można przemeblować skutecznie całe swoje życie.

Zatrzymałam się jednak ostatnio przy pewnej pozycji. Nie dlatego, że ma różową okładkę (bo nie lubię różu :)), ale dlatego, że dedykowana jest matkom. Po przeczytaniu fragmentu na stronie wydawnictwa (TUTAJ) stwierdziłam, że chcę zobaczyć co autorka ma do zaproponowania.

Lektura wciąga i intryguje. Arlene Pellicane nie powiedziała niczego nowego, odkrywczego. Jednak sposób w jaki pisze sprawił, że ta książka dotknęła głębokich pragnień i lęków, jakie przeżywam w matczynej codzienności.

Na początku zaskoczyła mnie trochę twierdzeniem, że filarami bycia szczęśliwą mamą są zdrowie, działanie, modlitwa, wytrwałość i postawa akceptacji. Jednak z każdym kolejnym rozdziałem wszystko to stawało się coraz bardziej jasne i dotykające mojej codzienności.

Zdrowie to nie tylko maska tlenowa założona najpierw sobie (bo jak pewnie wiesz, udusisz siebie i nie pomożesz dziecku jeśli w przypadku awarii samolotu nie zaczniesz akcji ratunkowej od siebie), ale również nawyki żywieniowe czy aktywność fizyczna. Autorka dużą wagę przywiązuje do odpoczynku, dając kilka wskazówek jak dbać o zdrowy sen. Mówi o roli wdzięczności, niezamartwieniu się i wadze bycia we wspólnocie. Pokazuje również, że nam matkom potrzebny jest mąż i seks (ręka w górę, jeśli w to wątpisz!).

Działanie czyli dyscyplina, która działa. Jak wejść w kolejne etapy życia dziecka i odciąć pępowinę? Jakie znaczenie w wychowaniu ma konsekwencja? Dlaczego warto zwolnić i zredukować swój poziom stresu, choćby przez to, że zajmujemy się tym, co naprawdę ważne? Czym jest dobre i złe poczucie winy i gdzie może nas zaprowadzić?

Arlene Pellicane w niebywale trafny sposób mówi również o korzystaniu z elektroniki – przez dzieci i przez nas, pokazując jakimi mogą być pożeraczami czasu i niszczycielami emocji i relacji. Bardzo dotknął mnie fragment o tym, że potrzebny jest reset w życiu każdej matki i spojrzenie na siebie oczami innych – doświadczam ostatnio jak wielki to skarb!

Modlitwa czyli kilka oczywistych prawd, które tak naprawdę dotarły do mnie dopiero podczas lektury książki. Gdy dzieje się coś niepokojącego, czy nie jest tak, że sięgasz po telefon czy Google, zamiast zapytać Boga co robić? Czy wierzysz w to, że On w ogóle może dać ci jakąkolwiek odpowiedź? Jak modlić się w zabieganiu? Czy modlisz się za swoje dziecko, powierzając go Bogu, a przy okazji nie biorąc na siebie odpowiedzialności za to, czego nie możesz zmienić?

Po raz kolejny przeczytałam coś, o czym bardzo często zapominam – modlitwa jest jak wektor. Nawet ta krótka, rzucona w pędzie życia może przekierować moje myśli na inne tory. Moje matczyne serce po raz kolejny usłyszało, że moje dzieci są chronione przez Boga (autorka opisuje tutaj wypadek z udziałem swojego syna, który wyglądał bardzo dramatycznie, a skończył się na kilku siniakach). Sama doświadczam tego, że w niewyobrażalny dla mnie sposób Pan Bóg chroni mnie i dzieci. Tak często o tym zapominam i potrzebuję słyszeć o tym wciąż na nowo!

Wytrwałość. Wierzysz w to, że jesteś dzielna – nawet wtedy, gdy chowasz się przed własnymi dziećmi w łazience? Nie wiem jak autorka to zrobiła, ale pokazała mi palcem moją nadopiekuńczość, mówiąc jednocześnie, że mogę nią krzywdzić. Dzieci muszą nauczyć się stawać do walki, w przeciwnym razie nie będą potrafiły żyć w społeczeństwie. Jak to zrobić? Odsyłam do książki.

Bardzo mocno dotknął mnie rozdział mówiący o przykrych komentarzach, które słyszymy – od własnych dzieci, czy od innych ludzi.

Gdy zatem następnym razem poczujemy, że kurczymy się w sobie za sprawą krytycznych komentarzy jakiejś nieprzychylnej nam mamy, padnijmy na kolana. Poprośmy Boga, by pomógł nam przebaczyć tym, którzy nas ranią, i brać sobie do serca tylko te uwagi, które są sensowne i pomocne. Starajmy się o dobre, czułe serce, które jednak pozostanie nieczułe na bezmyślne ciosy. Str. 212

Autorka mówi o wadze śmiechu. Przypomniała mi się pewna historia z udziałem mojego syna. Powiedział: „jesteś ogromnym skarbem! Taka duża i takkka gruba”. Mogłam się obrazić, mogłam też się śmiać. Zrobiłam to drugie i do tego zachęca też Arlene Pellicane. Kobieta zachęca również by szukać wsparcia u bardziej doświadczonych mam (jakie to cenne i ważne!), mówi by wychowywać dzieci do dorosłości, dając odczuć konsekwencje własnych wyborów.

Akceptacja, czyli kilka słów o tym, że mąż jest ważniejszy niż dzieci oraz o tym, że te drugie nie powinny decydować o celu rodziny. Twarde są słowa by nie być natarczywą i zbyt angażującą się, ale czy tak naprawdę nie o to chodzi by wychować dziecko do życia?
Autorka bardzo konkretnie, rzeczowo pokazuje co można i warto robić z dzieckiem by stworzyć z nim głębszą więź (np. wspólny posiłek bez ekranów, mniej zajęć planowych – więcej swobody w działaniu). Mówi także jak ważne jest to by dbać o swoją rozrywkę i przyjemność.
Kobieta zachęca również do służby innym – nie tylko po to by dać przykład własnemu dziecku, ale także samemu wzrastać. Pokazuje przy tym jak niemożliwa misja może stać się zwycięska, gdy podejdziemy do niej z Jezusem.
Rozważanie o akceptacji kończy niczym innym jak syndromem opuszczonego gniazda – mówiąc wprost, że bogata mama to ta, która potrafi wyposażyć dziecko w łaskę wiary.

Nie jest to lektura trudna, ale bez wątpienia jest wymagająca. Stawia wiele pytań, na które nie ma łatwych odpowiedzi. Konfrontuje nas z naszymi brakami, ale nie stawia w centrum dziecka. Pokazuje matkę i to, jakie jest jej serce, codzienność, zmagania.

Czy polecam? Bardzo! Bez względu na staż – każda mama może w tej lekturze odnaleźć kawałek siebie.

Dziękuję Oficynie Wydawniczej VOCATIO za egzemplarz recenzencki!

Tytuł Jak stać się szczęśliwą mamą w 31 dni
Autor Arlene Pellicane
Liczba stron 328
Wydawnictwo Oficyna Wydawnicza VOCATIO


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *