Mój wielki i niewielki post

Wielki Post to czas umartwień, mniej lub bardziej wymagających postanowień i pracy nad sobą. Patrząc na siebie mam jednak wrażenie, że robię sobie samej na przekór i że ten post taki mało postny. Czy jednak na pewno?

Przez cały rok 2019 zrecenzowałam 62 książki. Wszystkie bardzo dokładnie przeczytałam, by móc napisać co szczerze o nich myślę.

Jaki więc sens miałoby dla mnie czytanie kolejnej lektury duchowej w Wielkim Poście? Pewnie jakiś by miało, gdybym szukała formacji w konkretnym aspekcie…

Gdy na Facebooku napisałam, że w tym roku w Wielkim Poście będą towarzyszyły mi tylko powieści i książki podróżnicze padło pytanie:

„ale jak to? Bez lektury duchowej? I to ty? Jak możesz?”.

Ano mogę. Taki jest mój plan – niecodzienny, nietuzinkowy, mój.

Jestem w takiej sytuacji, że karmić chcę się wyłącznie rekolekcjami internetowymi z Innym Wymiarem, cotygodniową Drogą Krzyżową i tym, co życie przyniesie. Nie mam planu, nie mam ciśnienia ani postanowień. No może poza jednym, ale o tym za chwilkę 🙂

Gdy patrzę na swoje życie duchowe i to, jak postrzegam swoją relację z Bogiem, widzę, że czas Wielkiego Postu jest mi bardzo potrzebny.

  • Choćby dlatego, że odprawianie Drogi Krzyżowej jest dla mnie nabożeństwem szczególnym, a w innym czasie rzadko do niego wracam.
  • Zmusza do dłuższego zatrzymania i choć to dla mnie nie nowość – lubię to sobie przypominać w biegu życia.

Dla mnie czymś codziennym, najważniejszym przez cały rok są sakramenty.

Nie ukrywam, że mam wielką radość, gdy uda mi się pójść na Mszę również poza niedzielą, a do spowiedzi umawiam się mniej więcej co miesiąc (z reguły więcej niż mniej, ale bardzo dawno nie miałam przerwy dłuższej niż 2 miesiące). Gdy w piątek udało mi się wyrwać na Drogę Krzyżową, zostałam też na Mszy, która choć moje zdolności percepcyjne były bliskie zeru, przyniosła w moim sercu konkretny owoc.

Byłam bardzo śpiąca. Z Drogi Krzyżowej zapamiętałam jedno zdanie, z kazania dwa, a całą Mszę przeziewałam jakbym miała połknąć ołtarz. Po Komunii, gdy klęczałam w ławce z zamkniętymi oczyma, organistka zaczęła śpiewać „Wielbić Pana chcę”, a z mojego serca popłynęła bardzo szczera modlitwa. Zobaczyłam wtedy kolejny raz, że Bogu nie przeszkadzają moje fizyczne ograniczenia…

Co więc z tym postem i nie-postem? Mam duży problem z lekkomyślnym korzystaniem z Facebooka i Instagrama, z bezmyślnym przeglądaniem nieistotnych dla mnie treści.

Za radą spowiednika wyznaczam sobie więc sztywne ramy, gdy korzystam z telefonu i internetu. Upadam, a potem wstaję i idę dalej.

Nie robię tego, by udowodnić sobie, że potrafię. Robię to po to, by być bliżej Boga, ludzi i samej siebie. I nie chcę by to postanowienie skończyło się w dzień Zmartwychwstania, ale by trwało…

Gdy patrzę na siebie na przestrzeni ostatnich lat, widzę jak wiele razy się spinałam. Post, jałmużna, nabożeństwa w jak największej ilości i masa lektur duchowych. To wszystko jest samo w sobie dobre, dla mnie jednak było za dużo, wychodziłam w czas oktawy napchana po brzegi. Jakbym napchała się fast-foodem, po którym mocno skacze mi zgaga. A przecież miało być tak pięknie!

Nauczyło mnie to, że treściami duchowymi można się przejeść i zatruć. Można wejść jak w kołowrotek – przez cały Post nie sięgać do Internetu, a potem nie odklejać się od niego przez miesiąc zaniedbując wszystko inne. A tak trudno nauczyć się w tym wszystkim umiaru – który z jednej strony nakarmi i ukształtuje, ale z drugiej nie zapcha.

Zadbałam też już o spowiedź, zachęcam też Ciebie – bo stanie w długiej kolejce w Wielkim Tygodniu rodzi tylko frustracje, żal i zniechęcenie. A przecież wiesz, że nie tego potrzebuje twoje serce…

A jak jest Twój Wielki Post?

https://www.facebook.com/niezawodnanadzieja/posts/2595036310753008

 


zdjęcia pochodzą ze strony pixabay.com

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.