Chiara Corbella Petrillo od zawsze kojarzy mi się z pewnym zdjęciem. Młoda dziewczyna, w znoszonym swetrze, uśmiechnięta, z zaklejonym okiem i blizną na szyi. Ktoś bardzo zwyczajny, jak jej sweter, który z pozoru nie nadaje się na okładkę książki. Kto przeczyta opowieść o Chiarze, jednocześnie zwykłej i niezwykłej kobiecie, ten zrozumie dlaczego to zdjęcie idealnie obrazuje ją samą.
Znałam część historii Chiary. Wiedziałam o tym, że bardzo młodo zmarła z powodu choroby nowotworowej, której leczenie przesuwała w czasie, by dziecko, które nosiła pod sercem zdążyło się rozwinąć i urodzić zdrowe. Nie znałam szczegółów, motywacji, wątpliwości. Książka Chiara Corbella Petrillo i jej historia. Przyszliśmy na świat, by nigdy już nie umrzeć pokazała mi ją z nowej perspektywy.
Ta publikacja jest szczególna, napisali ją bowiem przyjaciele bohaterki. Cristiana to jedna z najbliższych Chiarze osób. Kobiety dzieliły się swoimi sekretami, wiarą, wspierały w najtrudniejszych momentach. Nie jest to jednak wyidealizowana laurka, ale historia o kobiecie, która była kimś zwyczajnym, z wadami i zaletami, a jednocześnie kimś, kogo trudne wydarzenia ukształtowały w taki sposób, że była gotowa oddać życie za swoje nienarodzone dziecko. Mimo tego, że tak bardzo pragnęła żyć…
Wiele osób chciało poznać losy Chiary. Zrozumieć, jak żyła i jak umarła. Wielu wiedziało tylko, że młoda kobieta zmarła, przerwawszy terapię, by urodzić dziecko. Ale to przecież nie wszystko. Historia Chiary to dużo więcej. To sakrament małżeństwa przeżywany w całej pełni radości. To miłość tak prawdziwa, że pozwoliła razem dźwigać krzyż. To widzieliśmy o i tym chcemy wam opowiedzieć. Str. 21
Chiara i jej mąż Enrico poznali się w Medjugorie w 2002 roku. Ich narzeczeństwo nie było czasem sielanki. Kłócili się, rozstawali, wracali do siebie. Wydawać by się mogło, że taka para nie jest w stanie udźwignąć tego, co spotkało ich później. Niedługo po ślubie Chiara zaszła w pierwszą ciążę. Okazało się, że dziecko urodzi się ciężko chore, prawdopodobnie umrze zaraz po urodzeniu. Podobnie było z drugą ciążą i kolejnym dzieckiem. Mimo nacisków lekarzy, Chiara nie zgodziła się na aborcję. Dwukrotnie – razem z mężem – wynosiła z kościoła małą, białą trumnę. Gdy czytałam opowieść o tym, jak para żegnała swoje dzieci, płakałam. Myślałam o tym ile trzeba mieć w sobie siły, by tak ogromny ból nie tyle znieść, co go w sobie mądrze utulić.
Trzecia ciąża. Wszystko wskazywało na to, że tym razem wszystko będzie dobrze. Do czasu, gdy na języku Chiary pojawiła się zmiana… Autorzy z dużym wyczuciem, ale też i dokładnością, opisują czytelnikowi etapy choroby Chiary. Dzięki temu widzimy jak podejmowała kolejne decyzje, z czego one wypływały i jak ostatecznie doszła do punktu, w którym odwlekała w czasie dalsze leczenie ze względu na dziecko, które nosiła pod sercem.
To nie jest łatwa opowieść. Kilka razy odkładałam książkę, by odetchnąć. Mimo to nie wzbudza ona lęku przed chorobą czy innymi przeciwnościami, raczej dodaje wiary i sił. Postawa Chiary, jej męża i najbliższych przyjaciół są jak balsam na rany. Choroba, poród, pierwszy rok życia syna i gasnące ciało Chiary. Jej niezrealizowane marzenia, bunt, niezrozumienie. I jednocześnie wiara w to, że jej życie tak naprawdę się nie kończy, że idzie spotkać się z dwójką pierwszych dzieci, już w niebie.
Niektórzy mówili, że Chiara poddała się, że nie chciała już żyć. Wcale jednak tak nie było. Największym pragnieniem Chiary było wypełnić wolę Ojca. I właśnie dlatego, że Chiara jaśniała pięknem dzieci Bożych, w domu było coraz więcej osób, które chciały ją zobaczyć i poznać. „Ale po co oni tu przychodzą? Co ja mam im powiedzieć? Nie mam nic do powiedzenia”, twierdziła Chiara. Nie zdawała sobie sprawy, jak pięknym i ważnym doświadczeniem było być razem z nią i Enrikiem. Chiara była inna, niż zazwyczaj są osoby umierające, które czepiają się życia ze wszystkich sił. Po rozmowie z nią wracało się odnowionym. Kto z daleka śledził jej poczynania, myślał o niej ze smutkiem, ten natomiast, kto był blisko, doświadczał pocieszenia, będącego owocem prawdziwej mądrości. Str. 162
Mimo ciężaru doświadczeń bohaterki, ta opowieść niesie nadzieję. Pokazuje jak wiele daje nam troska i siła płynąca z dobrych relacji z ludźmi. Jak wartości, które wyznajemy mogą zostać nie tyle zweryfikowane przez życie, co w pewnym momencie mogą okazać się latarnią, jedynym światłem w mroku. Czymś, czego warto się trzymać, gdy po ludzku nie zostaje już nic. Chiara bardzo kochała i była kochana. Miała też ogromne pragnienie nieba i bycia w bliskości z Bogiem. To napędzało ją do walki – o małżeństwo, dzieci, o siebie. Odeszła, ale zostawiła po sobie ludzi przemienionych przez miłość.
Bardzo polecam tę lekturę. Nie da się obok tej historii przejść bez głębszego poruszenia serca.
Tytuł Chiara Corbella Petrillo i jej historia. Przyszliśmy na świat, by nigdy już nie umrzeć
Autorzy Simone Troisi i Cristiana Paccini
Wydawnictwo PROMIC
https://wydawnictwo.pl/pl/p/Chiara-Corbella-Petrillo-i-jej-historia.-Przyszlismy-na-swiat%2C-by-nigdy-juz-nie-umrzec-/5521
JEŚLI TEN TEKST WYDAJE CI SIĘ WARTOŚCIOWY I MYŚLISZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ,
TO BĘDZIE MI MIŁO, GDY:
- pozostawisz po sobie ślad w formie komentarza
- zaobserwujesz mojego Facebooka (wtedy będziesz ze wszystkim na bieżąco)
- dołączysz do mnie na Instagramie
- zapraszam też do kontaktu, rozmowy przez mail urbanska.madzia@gmail.com
- można wesprzeć moją twórczość, stawiając mi wirtualną kawę https://buycoffee.to/urbanska_blog


