Boża codzienność

Słyszałam ostatnio kazanie, które mocno zapadło mi w pamięć. Kapłan pracujący na Ukrainie opowiadał o życiu na misji. Mówił, jak wiele pracy i wysiłku kosztuje życie na obczyźnie. Opowiadał krótko, zdawać by się mogło, że to najważniejsze fakty z jego codziennego życia. Mówił tak, bo nacisk położył na coś zupełnie innego. To co powiedział wbiło mnie w ziemię.

Stwierdził, że jest kiepskim misjonarzem. Opowiadał, że księży już nie słucha się tak jak dawniej, nie darzy się ich takim szacunkiem i zaufaniem jak jeszcze kilka lat temu, a największymi ewangelizatorami są …. rodziny.

Wspomniał o kilku misyjnych rodzinach, które znał. Zapytał wprost – czy patrząc na twoją rodzinę ktoś może stwierdzić, że znacie Jezusa? Ludzie nie chcą kazań, oni chcą miłości. Nie chcą nakazów i zakazów, ale przykładu kumpla z pracy, który kocha i szanuje swoją żonę. Nie chcą wtrącania się kościoła w macice kobiety, ale chcą by koleżanka z pracy wsparła w dylematach, dając przykład tego, że można inaczej i można być przy tym radosną i szczęśliwą. I tak dalej i tak dalej…

Każde kolejne zdanie wbijało mnie w ławkę. Piekły policzki, czułam jak bardzo wytykane są moje błędy. CZUŁAM JAK CZĘSTO NAWALAM. Nawalam jako żona, matka, katoliczka, a przede wszystkim córka Jezusa. Czy widać po mnie moją wiarę?

Czasem ludzie pocieszają mnie, że tak – widać. Ostatnia sytuacja, coś mi pokazała… Pani sprzątająca w bloku klatki schodowe często mnie zagaduje. Czasem się spieszę, czasem rozmawiamy dłużej. Spojrzała dziś na nasze auto stojące przed blokiem i powiedziała

  • To pani, prawda?.
  • Tak, moje.
  • Tak myślałam, że pani, bo ma rybkę z tyłu. A pani jest taka normalna. I ogrodnik ze łzami w oczach mówił, że mu pani kawę ostatnio zrobiła jak zmókł. Wyróżnia się pani tutaj.

Szczerze? Zwaliło mnie z nóg. Nie wiedziałam, że oni odebrali to jako świadectwo mojej wiary. To był impuls, chwila, współczucie. Myślałam raczej: ale ta kobieta musi mieć o mnie zdanie. Znowu widziała jak krzyczę na syna… A jednak – zobaczyła też coś innego. Jak?

Chcę być misyjną rodziną w swoim środowisku. Czy potrafię? Nie wiem…

 

Comments

  1. Bernadka

    Przeczytałam ten post kilka razy. I zgadzam się z tym misjonarzem, że łatwiej przemawiają do ludzi rodziny, w których na pierwszym miejscu jest Pan Bóg i w których jest miłość. Ja wśród moich bliskich mi osób mam właśnie takie rodziny. I jedną z nich jesteście Wy, tak więc jak najbardziej Madziu Twoja rodzina ma charakter misyjny!!

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *