
W ubiegłą niedzielę pisałam na facebooku o tym, byśmy w dużej wolności i posłuszeństwie podeszli do tematu, który wielu z nas teraz dotknie –
ZABIERAJĄ MI UKOCHANEGO KSIĘDZA!
Tak, wiem – łatwo się gada.
Posłuchaj jednak pewnej historii…
Gdy byłam dzieckiem i nastolatką, w mojej rodzinnej parafii pracował ks. Henryk. Dla wielu autorytet. Nawet jeśli ktoś nie chodził do kościoła, czy nie korzystał z sakramentów – jego szanował. Ten kapłan miał w sobie dużo ludzkiej życzliwości, pewien rodzaj spojrzenia na drugiego, który pociągał. W konfesjonale słuchał (po 15 latach pamiętam jedną jedyną spowiedź, którą odbyłam u tego kapłana!). Kazania czytał z kartki, ale nie przynudzał – wręcz przeciwnie. Cała parafia żyła nadzieją, że zastąpi wiekowego proboszcza i osiądzie w tym miejscu na stałe.
Dostał jednak inne zadanie. Został proboszczem, ale hen daleko.
Pamiętam ten bunt, złość, rozgoryczenie. Parafianie chcieli bojkotować Pelplin i biskupa wywieźć na taczkach. Zrobiliby wszystko, byle by „Heniu” został z nimi.
W moim życiu było kilku takich kapłanów, za którymi tęskniłam. Byli dla mnie jak tata, którego wtedy trochę mi brakowało. Na ich miejsce pojawiali się jednak kolejni ludzie i to…dało mi rozwój.
Droga rozwoju może nie być łatwa. Moja nie była. Łatwo się przywiązywałam, potem cierpiałam. Czy żal mi dziś tych relacji? Nie. Dały mi rozwój i widzę, że dzięki tym personalnym zmianom szłam do przodu w rozwoju duchowym.
Kiedy w niedzielę publikowałam na facebooku i IG ten wpis, o czymś jeszcze nie wiedziałam. Obecnie w mojej parafii pracuje czterech kapłanów. Dwóch z nich uwielbiam słuchać. Wczoraj dowiedziałam się, że obaj idą na studia. O w mordę – pomyślałam! Tylko nie obaj!!!
Czy poczułam ukłucie w sercu? Owszem! Mimo, że nasza relacja opierała się głównie na tym, że słuchałam ich kazań z otwartą buzią, są dla mnie iskrą w tym środowisku. Czy mam żal do naszego Arcybiskupa? Ależ skąd! Niech się panowie uczą – zasługują na to. Niech innych teraz pociągają do Boga! A Pan Bóg zatroszczy się o to, by wysłać kogoś nowego, kogoś kto doda w tej parafii coś od siebie.
Nie porównuję nikogo. Po ludzku rozumiem jednak, że takie przenoszenia kapłanów bywają trudne – dla świeckich i dla nich samych. Naturalne jest to, że się przywiązujemy. Nie róbmy jednak z ludzi bożków. I módlmy się za kapłanów – w każdym czasie i sytuacji – oni potrzebują tego szczególnie teraz. To oni zostają wrzuceni w nowe środowiska, do których muszą się przyzwyczaić. Pomóżmy im w tym! Popatrzmy na nich także przez pryzmat ich przeżyć, bądźmy posłuszni decyzjom władz Kościelnych, bo posłuszeństwo to dar…

Bardzo mnie urzekło ostatnie zdanie „Posłuszeństwo to dar.” Liczę, że kiedyś rozwinie Pani ten temat (a może już gdzieś jest o tym wpis?). Myślę, że jest niewielu ludzi, którzy postrzegają posłuszeństwo właśnie w ten sposób, a szkoda… Może odświeżenie tego tematu pomogło by w zaakceptowaniu decyzji o zmianach w diecezjach jak i w zakonach.
Pozdrawiam!
Pani Natalio, myślałam o tym jakiś czas temu. Napiszę, postaram się zrobić to w najbliższym czasie. Dziękuję za motywację i pozdrawiam!