
Po wczorajszym tekście na Deon.pl w temacie całodobowych żłobków (1) potrzebowałam wytchnienia. Postanowiłam nie czytać komentarzy, nie odpowiadać na nie. Nie dlatego, że czegoś się boję. Zwyczajnie czuję się zmęczona. Zmęczona ilością słów, spojrzeń, sugestii, teorii.
Nie ukrywam, że temat rodzicielstwa jest dla mnie niezwykle ważny – właściwie są w moim życiu trzy najważniejsze: relacja z Bogiem, mężem i dziećmi. Trudno więc od tego uciec – nawet tego nie chcę, wręcz przeciwnie. Sięgnęłam więc wczoraj po „Nasze Inspiracje” z nadzieją na kilka spojrzeń z zewnątrz.

Znalazłam w nim trzy bardzo inspirujące teksty, które wzbudziły we mnie wiele różnych refleksji.
Piotr Gąsiorowski (2) pisał o czymś co wydaje mi się być fundamentem rodzicielstwa. Przyjaźń z dzieckiem – nie koleżeństwo, ale przyjaźń. Taka relacja, w której potrzebna jest masa pokory i szacunku, by później móc zbierać tego dobre owoce. Mnie trudno wcielać to w życie. Może dlatego, że moje dzieci są jeszcze małe, niełatwo jest mi przestać myśleć, że mają być posłuszne i koniec – bo tak mnie nauczono. Trudno jest mi czasem spojrzeć na ich pomysły, inne niż moje, z dystansem i pewnym zrozumieniem (bo przecież takie pomysły nie biorą się znikąd). Nie chodzi o to by się na nie zgadzać (o czym autor pisze bardzo wyraźnie i mądrze), ale o to by szanować. Szanować to małe dziecko, które tego szacunku potrzebuje.
Marta Karel (3) mówi o przyjaźni, która:
Buduje się ją za pomocą niezliczonych małych gestów, słów i spędzonego wspólnie czasu. (…) Tę samą relację można skutecznie podkopać, żeby nie powiedzieć zrujnować. Wystarczą niezliczone codzienne gesty dezaprobaty, niezadowolenia i rozczarowania. Brak dobrych słów w powodzi pouczeń, porównywanie z innymi, niedostatek wspólnie spędzonego czasu, wieczne pochłonięcie „ważnymi sprawami”.
Odniosłam te słowa nie tylko do całodobowej opieki dla dzieci w żłobkach, ale również do siebie samej – matki ciągle w biegu, która używa słowa „za chwilę” zbyt często. Słusznie zwróciła uwagę Emilia komentująca na moim facebooku tekst o żłobkach, że nie chodzi o ilość, ale jakość czasu, które spędzamy z dzieckiem. Zgadzam się z tym.
Trudno jednak jest budować cokolwiek, gdy brakuje na to czasu, sił i umiejętności. Nikt nie uczy nas jak być dobrymi rodzicami. Nie ma szkoły dla matek i ojców wyczerpanych codziennością. Niezliczone ilości poradników nie zastąpią przykładu z własnego podwórka. Choćbyśmy przeszli najlepsze terapie świata (do czego nie zniechęcam!) i tak nie będziemy idealni. Idealnych rodziców nie ma i nie będzie. Świetnie pisze o tym Piotr Gąsiorowski na końcu swojego artykułu:
jeśli ktoś kiedyś Wam powie, że ma receptę na wychowanie dzieci, to proszę, uciekajcie daleko! Każde dziecko jest inne i zawsze najlepszym specjalistą od jej lub jego wychowania będzie ten z kochających rodziców, który potrafi zadbać o przyjaźń ze swoją pociechą.
Proste, a jakże jednocześnie trudne…
Bardzo podobał mi się praktyczny tekst Justyny Bury (4), która w bardzo praktyczny sposób podeszła do sposobów okazywania bezwarunkowej miłości.
Nikt nie mówi, że to jest łatwe! Wręcz przeciwnie. Rodzicielstwo jest zadaniem bardzo trudnym! Nie daje nam się jednak prawa do kapitulacji – ona bowiem może oznaczać bezpowrotne utracenie szansy na szczęśliwe dzieciństwo, dojrzewanie i dorosłość naszych dzieci.
Czy moje dziecko dostaje na co dzień słowa błogosławieństwa, zabawę ze mną i dużą dawkę przytulenia? Oby tak było, zawsze… Nie wykorzystując czasu tu i teraz może się okazać, że jutro będzie już za późno.
Przypisy:
(1) https://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,3296,calodobowy-zlobek-szansa-czy-zagrozenie.html
(2) P. Gąsiorowski, Rodzice, dzieci, przyjaźń i… pokora, „Nasze Inspiracje” 2018, nr 2 (94), str. 28.
(3) M. Karel, Różne etapy relacji, „Nasze Inspiracje” 2018, nr 2 (94), str. 53.
(4) J. Bury, Potrzeby naszych dzieci, „Nasze Inspiracje” 2018, nr 2 (94), str. 61.
Zdjęcie na górze pochodzi z pixabay.com, zdjęcie okładki „Naszych Inspiracji” jest mojego autorstwa.
