Wejść w Inny wymiar!

Od kiedy zostałam mamą, wiele razy czułam się nie do końca panią własnego czasu. Zależna od pór snu i aktywności. W pogotowiu w razie choroby, częściowo wyobcowana, bo bez niani na etacie i możliwości wyjścia z domu, gdy JA tego chcę i potrzebuję. Trudno jest, gdy kolejny tydzień z rzędu siedzi się z chorymi dziećmi w domu, a wyjście na zakupy w osiedlowym sklepie to luksus.

Wiele razy czułam, że konam duchowo. Trudno jest modlić się w nieustannym hałasie, gdy nie można usłyszeć siebie. Trudno, gdy za mną kolejna nieprzespana noc, a pragnienia są tak wielkie i niezaspokojone – kolejny raz. I choć macierzyństwo ma wiele barw i blasków, nie pozbawione jest cieni, bólu i uczucia pustki.

Tak czułam się pod koniec zeszłego roku – jakbym umierała. Nie miałam sił na nic. Zbliżał się Adwent, a we mnie była pustka. Widziałam, że nie mogę zostać w tym stanie, z drugiej strony nie wiedziałam, co zrobić by z niego wyjść.

Patrzyłam realnie na swoje możliwości – wyjście z domu graniczyło z cudem. Choroby dzieci sprawiały, że nawet gdybym mogła jechać np. na rekolekcje gdzieś niedaleko, nie wiedziałam czy nie zasnę za kierownicą. Pozostał Internet.

Znam kilka dobrych, wartościowych stron, które pomagają w duchowym rozwoju. Wiedziałam, że chcę bardziej słuchać niż czytać. Tak by mieć wolne ręce i formować swoje serce i głowę np. podczas robienia śniadania czy inhalacji dziecka. Szukałam, szukałam i nic.

Langusta na palmie mi się przejadła, bo o. Szustaka słuchałam codziennie we Wstawakach. Wszystko inne było niby fajne, ale nie dla mnie. Czy ja nie za mocno wybrzydzam, Jezu? – pytałam na modlitwie, gdy na stronie mojej parafii pojawiła się informacja o „Innym wymiarze”.

Do tego też nie byłam przekonana. Pewnie odrzuciłabym tę opcję, gdyby nie osoba, które je przygotowywała.

Ks. Paweł Labuda pracował jakiś czas w mojej parafii. Uwielbiałam jego kazania! Nikt tak jak on nie potrafił mnie zaskoczyć, zmusić do weryfikacji myślenia, spojrzeć na Boga i siebie inaczej niż wcześniej. Czasem na jego kazaniach chciało mi się śmiać (pamiętam takie o przesądach – wiary w czerwoną wstążkę przy dziecięcym wózku i witaniu się przez próg, gdy resztką sił wysiedziałam do końca, nie śmiejąc się w głos. To kazanie było rewelacyjne!). Stwierdziłam, że skoro tak, to ja wchodzę w „Inny wymiar”. Pomyślałam, że jeśli mnie ma coś ruszyć, to ks. Paweł jest w tym wybitnie zdolny.

„Inny wymiar” nie jest wyłącznie jego działem, współtworzy go z ks. Mateuszem Tarczyńskim, choć tak naprawdę codzienne rozważania w Adwencie były dziełem wielu osób.

Zasłuchiwałam się w kuchni, przygotowując jedzenie dla rodziny.

Po jednym z filmików długo płakałam. Czułam jak moje serce zostało przyjęte z tym, co najbardziej je teraz boli. Wyjście z duchowego paraliżu? Jak? Czyli to w ogóle jest możliwe?

 

Inny wymiar – odc. 9 – 10.12.2018 – Paraliż

Ks. Maciej Jasiński o tym, że Miłość Boża jest najlepszym lekarstwem na duchowy paraliż.https://youtu.be/PCItdxCpkcw

Opublikowany przez Inny wymiar Wtorek, 4 grudnia 2018

W innym miejscu, w jednym z ostatnich filmików usłyszałam słowa ks. Piotra Bartoszka:

„Moc objawia się w pełni w słabości. Bóg ma to szczególnego w swoim charakterze, że potrafi dokonywać wielkich rzeczy właśnie odwracając ludzki bieg rzeczy. Świat do góry nogami to Jego specjalność”.

Tak, świat do góry nogami – to był i jest mój świat. Ten, do którego wpuściłam Jezusa wołając w bezsilności: zrób coś ze mną!

W środę zaczyna się Wielki Post.

Jestem w innym miejscu niż kilka miesięcy temu, inne rzeczy we mnie pracują. Wciąż jednak potrzebuję by ktoś mnie czasem szturchnął – w jakikolwiek sposób. Liczę na „Inny wymiar”, choć wiem, że będzie wyglądał inaczej niż w Adwencie.

Księża Paweł i Mateusz planują krótkie filmiki w piątki i soboty, dotyczące rozważań stacji Drogi Krzyżowej i jak napisał mi ks. Paweł „z przesłaniem i z odniesieniem do życia” – w co ani trochę nie wątpię! Dziękuję Wam bardzo, drodzy Księża. Nie wiecie nawet ile dobra daje wejście w „Inny wymiar”! Ja wchodzę bez wahania!

BELKA W OKU – WIELKI POST„Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?” (Łk…

Opublikowany przez Inny wymiar Poniedziałek, 4 marca 2019

 


Zdjęcie u góry pochodzi z pixabay.com

facebook.com/niezawodnanadzieja

https://instargam.com/biegnac.pod.wiatr

Comments

  1. Bernadeta

    Pani Magdaleno, bardzo dziękuję za to świadectwo, za tę walkę o to, co najcenniejsze.
    Dziękuję też za podpowiedź – Inny wymiar.
    Niech Jezus daje Pani odczuć swoją miłość i czułość.

    Bernadeta

    1. Post
      Author
  2. awa

    Wciągnęły mnie te Twoje wpisy i chyba zbyt dużo komentuję. Jeżeli uważasz ze sobie pozwalam, i mam swoje inne poglądy, to nie zatwierdzaj. Cytat:
    Od kiedy zostałam mamą, wiele razy czułam się nie do końca panią własnego czasu. Zależna od pór snu i aktywności. W pogotowiu w razie choroby, częściowo wyobcowana, bo bez niani na etacie i możliwości wyjścia z domu, gdy JA tego chcę i potrzebuję. Trudno jest, gdy kolejny tydzień z rzędu siedzi się z chorymi dziećmi w domu, a wyjście na zakupy w osiedlowym sklepie to luksus.

    Wiele razy czułam, że konam duchowo. Trudno jest modlić się w nieustannym hałasie, gdy nie można usłyszeć siebie. Trudno, gdy za mną kolejna nieprzespana noc, a pragnienia są tak wielkie i niezaspokojone – kolejny raz. I choć macierzyństwo ma wiele barw i blasków, nie pozbawione jest cieni, bólu i uczucia pustki.

    Jakże chcielibyśmy będąc młodym małżeństwem, jakże chciałaby moja żona mieć takie problemy mając dzieci, jak Ty Madziu. To nie jest tak, że nie wierzę w to co napisałaś, w Twoje odczucia. Tylko, że brakuje mi w Twoim otoczeniu Rodziny, czyli mamy, teściowej, dziadków, ciotek – BO TO JEST NATURALNE OTOCZENIE MŁODEJ MAMY. Ksiądz Sz. i jego rady mogą nieco zmniejszyć frustrację, ale nie zapewnią radości z macierzyństwa. Jeżeli takiego otoczenia nie ma, to można rzeczywiście wpaść w depresję, oszaleć. Jak czyta Twoje wspomnienia przyszła młoda mama, to z góry zarzeka się macierzyństwa, a babcia nie ma możliwości przytulenia wnuka i czucia się potrzebną.
    Przykre jest to, że zaleca się, by młodzi rodzice i ich dzieci byli daleko od rodzin, bo teściowe i mamy, podobno rozwalają małżeństwa. Przypadki oczywiście są, tak samo wśród teściowych, jak i księży, czy innych „życzliwych” doradców. Płaci za to demografia i perspektywy starości dla młodych. Pozdrawiam.

    1. Post
      Author
      Magdalena Urbańska

      Lubię Twoje komentarze. Choć czasem patrzymy inaczej na różne rzeczy, to lubię czytać, to co piszesz. To dla mnie pole do refleksji, rozwoju. Podziwiam wchodzenie w głąb i poziom – zazwyczaj jeśli ktoś się ze mną w jakiś sposób nie zgadza, nie potrafi powiedzieć tego tak, żeby nie atakować (w stylu „ale głupio gadasz/jesteś głupia”). Także zachęcam do dalszych refleksji i dziękuję za te, które już są 🙂
      Wokół mnie jest bardzo dużo młodych małżeństw. Wiem, że niektórzy marzą o takich „problemach” jak moje. Faktem jest jednak też to, że mam wokół siebie wiele matek-wraków. Masz rację pisząc, że to też kwestia „odcięcia” się od rodziny. Z drugiej strony widzę, że wielu dziadków i wujków/cioć pracuje i nie pomoże w czynnym wychowaniu – może weekendami, od święta. Moi oboje rodzice pracują na pełen etat, teść zmarł na raka, teściowa jest zbyt słaba by zająć się na dłużej dwójką maluchów. Na szczęście mamy przyjaciół i moje rodzeństwo (które też pracuje…). Więc realna pomoc jest tylko wtedy, gdy inni MOGĄ, a nie gdy ja POTRZEBUJĘ. I to jest niestety doświadczenie wielu matek.
      Macierzyństwo przedstawia się jako lukrowe obrazki – słodki bobas i zadowolona mama. Prawda jest czasem taka jak moja dziś – mąż wyjechał, ja spałam 3 godziny (ząbkowanie pełną gębą ;)) i nikt mnie dziś nie wesprze. Muszę sobie radzić. Pół biedy, jeśli to jeden dzień. Gorzej jeśli ktoś musi tak funkcjonować przez 3 lata, zanim dziecko pójdzie do przedszkola.
      Macierzyństwo jest piękne, ale jest też trudne. Trzeba mówić o tym wprost, bo wiele kobiet czuję się złymi, niewartymi, wybrakowanymi – bo jak to one nie potrafią sobie radzić tak jak insta-matki. Myślę jednak, że trzeba tego choć raz doświadczyć, by w pełni zrozumieć – jak wszystkie inne trudne sytuację (bo np. choćbym bardzo chciała to nie wesprę kobiety zmagających się z bezpłodnością, bo nie przeżywałam jej rozterek…).
      Pozdrawiam ciepło!

  3. awa

    Tak się rozmarzyłem, by wszystkie kobiety, matki, żony przyjmowały życie tak jak Ty Magdo. Przykre komentarze, jeżeli się trafiają, to tylko od ludzi małych duchem. Jestem też przekonany, że kiedyś z perspektywy czasu powiesz, że chwile spędzone z małymi dziećmi, były najpiękniejszymi w życiu. Małżeństwo, a szczególnie matka, dająca życie małemu, całkowicie bezradnemu człowiekowi, jest jak kochający i dobry Stwórca. Jak pisze Jan Paweł II, relacje Boga z człowiekiem, są jak relacje ziemskiego ojca i matki ze swoim dzieckiem. To mama jest szczególnie powołana do tego, by pięknie zapisać tę białą i czystą karteczkę duszy swojego dziecka. I mimo, że kiedyś to dziecko powie mamie przykre słowo, bo chce zaznaczyć swoją osobowość, inność, to gdy naprawdę dojrzeje, zdziwisz się, gdy będzie powielać Twoje zachowania. Czy może coś dać większą satysfakcję?
    Czy spotkałaś coś pięknego i łatwego? Tylko wysoko zawieszona życiowa poprzeczka, daje satysfakcję. Trochę starsze kobiety, będąc dziewczynami, wcale nie były mądrzejsze, ani bardziej zaradne, tylko, że wychodząc za mąż, macierzyństwo było dla nich czymś oczywistym i wyczekiwanym. Tak samo chłopaki.
    Tragedią wielu dzisiejszych młodych ludzi, jest brak jasno wyznaczonych celów, swojej życiowej roli, brak punktów odniesienia, autorytetów, obowiązków, powinności. Jest tylko presja na sukces, wzrastanie. Najbardziej cierpią na tym młode kobiety, bo pewnie biologia, a może same dla siebie ustawiają się jak rywalki
    Co nie znaczy, ze nie ma takich, których można tylko podziwiać.
    Nie życzę Ci też, byś przeżywała wszystkie przykre doświadczenia innych kobiet i małżeństw. Jestem przekonany, że ze wszystkim dasz sobie radę wiedząc, że małe dzieci, mały kłopot…
    Optymiści mówią, że zawsze może być gorzej, pesymiści odwrotnie. Dużo czytasz, więc pewnie czytałaś „Poczwarkę”
    Gdybym się ze wszystkim z Tobą zgadzał, jaki miałabyś pożytek?
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *