Gdy sięgałam po książkę Mam na imię Joy. Przeżyłam, wiedziałam jaka jest jej tematyka. Spodziewałam się również tego, jak ogromny ładunek emocjonalny może za sobą nieść… Jednak po jej przeczytaniu na długo odłożyłam ją na półkę, zanim odważyłam się o niej cokolwiek powiedzieć.
Joy to młoda mieszkanka Nigerii. Gdy Imade, przyjaciółka siostry – kobieta, z którą chodziła do kościoła (i która miała zostać pastorką!) – proponuje jej wyjazd do Włoch, do opieki nad jej samotną matką, Joy widzi szansę na lepsze życie, możliwość nauki itd.
Nie wie jeszcze wtedy, że jej intuicja mówi prawdę, że trafi do piekła na ziemi.
Joy wyrusza w podróż. Niestety nic nie jest takie, jak jej obiecywano. Poznajemy historię handlu ludźmi, ich uprzedmiotowienie, zezwierzęcenie tych, którzy mają jakąkolwiek władzę. Wielokrotnie gwałcona i głodzona, przetrzymywana w nieludzkich warunkach, opisuje okrucieństwo, jakiego doświadczyła zarówno ona, jak i inne osoby podróżujące nielegalnie do Włoch. To niestety nie jest koniec jej cierpienia. Trafia do matki pastorki, jednak nie jest to schorowana staruszka, ale właścicielka agencji towarzyskiej, która zmusza bohaterkę nie tylko do prostytucji, ale również do aborcji.
Jak Joy przeżyła ten koszmar? Co dawało jej siłę? Jak udało jej się wyrwać z miejsca, z którego po ludzku nie było ucieczki?
To trudna, pełna bólu opowieść o ludzkim okrucieństwie, ale i o sile wiary. Czy po takich przejściach można nadal wierzyć w kochającego Boga? Czy po wielokrotnych gwałtach, zmuszeniu do aborcji, można być kobietą silną, pełną miłości i znającą swoją wartość? Joy się to udało.
Ta historia pokazuje, że zło nigdy nie ma ostatniego słowa. Nieludzkie okrucieństwo, którego doświadczyła bohaterka nie jest sensem tej opowieści. To jej wiara, siła płynąca z relacji z Jezusem, pokazuje jak wiele potrafimy znieść, jak jesteśmy silni Jego siłą…
Nigdy nie zapomnę tego łóżka, prześcieradeł, koca, nieużywanej piżamy, która przywróciła mi godność. Zawsze z wdzięcznością i wzruszeniem wspominam ludzkie ciepło, z jakim przywitały mnie te trzy kobiety. Ich spojrzenia nie były ciekawskie i niedyskretne. Patrzyły, jakby znały mnie od zawsze. Nie oceniały, ale szanowały, uśmiechały się do mnie. (…) Pierwsza noc, którą spędziłam, będąc już wolna, okazała się cudowna. Nikt nie wchodził do pokoju, aby mnie upokorzyć i zmusić do seksu, nikt nie przypominał o długu do spłacenia, nikt na mnie nie krzyczał: „Co się z tobą dzieje, dlaczego tak mało zarobiłaś? Dlaczego chowałaś się w lesie?”. Po raz pierwszy od bardzo dawna spałam bez koszmarów, otoczona czystym zapachem pościeli, który sprawiał, że czułam się dobrze. Znów odkryłam w sobie dziecko, które rozmawia z niebiosami, zanim zapadnie w sen.
str.134
Polecam tę lekturę wszystkim, którym brak sił w codzienności. Owszem, jest trudna. Daje jednak wiele światła tam, gdzie po ludzku widać tylko mrok.
Dziękuję Wydawnictwu W drodze za egzemplarz książki!
Tytuł Mam na imię Joy. Przeżyłam
Autorka Mariapia Bonanate
Wydawnictwo W drodze
https://wdrodze.pl/produkt/mam-na-imie-joy-przezylam/
JEŚLI TEN TEKST WYDAJE CI SIĘ WARTOŚCIOWY I MYŚLISZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ,
TO BĘDZIE MI MIŁO, GDY:
- pozostawisz po sobie ślad w formie komentarza
- zaobserwujesz mojego Facebooka (wtedy będziesz ze wszystkim na bieżąco)
- dołączysz do mnie na Instagramie
- zapraszam też do kontaktu, rozmowy przez mail urbanska.madzia@gmail.com

