W Kościele warto być łobuzem?

Strach czy zaufanie?

Będąc dzieckiem bardzo bałam się proboszcza z mojej parafii. Mieszkałam na wsi i nie miałam możliwości poznania kogoś innego – z otwartym i radosnym sercem. Myślałam, że tak już musi być. Sądziłam, że ksiądz ma zawsze rację – nawet jeśli całe kazanie i ogłoszenia duszpasterskie poświęcone są zbieraniu funduszy na nowe dzwony do kościoła. Czułam, że strach w takiej relacji jest normalny – wszak ksiądz ma zawsze rację…

„Mamo! Czy Jezus dłubał sobie między palcami jak ja, gdy był mały?” – zapytał kilka miesięcy temu mój 4 letni syn. Odpowiedziałam, że pewnie tak…
„Mama, ja wiem! Pójdziemy do ojca Piotra, on jest mądry i będzie wiedział” – odpowiedział i jak pomyślał, tak zrobił. Nie bał się. „Ojciec wujek Piotr” to przecież przyjaciel. W końcu zawsze bierze na ręce i podrzuca. Można zadać mu pytanie i się z tych pytań nie śmieje, można z nim pogadać o wszystkim. Taki obraz Kościoła ma mój syn.

Czy wkurza mnie w Kościele przewielebność? Owszem! Skręca mnie, gdy słyszę kazanie, które zaczyna się od słów „przewielebny księże kanoniku, drodzy parafianie”. Już wiem, gdzie bym syna z jego pytaniami nie wysłała.

Pieniądze

Sześć lat temu brałam ślub w dużym, gdańskim sanktuarium. Zapytaliśmy ks.Wiesława o pieniądze. Uśmiechnął się tylko i pokiwał głową. Niestety zanim wzięliśmy ślub, zmienił się tam proboszcz. Ten kolejny nie kiwał głową, był raczej kimś kto na każdym milimetrze parafii chciał rządzić – nawet kosztem ludzkiej wrażliwości. Czy mnie to wkurzało? Owszem! Do tego stopnia, że rozmawiał z nim mąż. Wiedziałam, że moje słowa mogą przynieść nieszczęście. W końcu od tylu lat przyjeżdżałam w to miejsce, było dla mnie tak bliskie i szczególne…

Radość ze Zmartwychwstania

W Święta nie udało nam się pojechać na mszę do kościoła Jezuitów. Bardzo nad tym bolejemy. Gdy w Niedzielę Zmartwychwstania szłam na Mszę Świętą, bardzo chciałam zobaczyć radość, usłyszeć coś co poruszy moje smutne serce. Mamy w parafii dwóch bardzo dobrych kaznodziei. Liczyłam na to, że któryś z nich powie kazanie. Niestety tak nie było… Gdy zobaczyłam kto wchodzi na ambonę z mojego serca wyrwało się ciche, smutne westchnienie „Boże, dlaczego dziś wystawili do kazań jego?”.

Czy byłabym w stanie pójść do zakrystii i to powiedzieć? Chyba nie, nie chciałabym ranić tego wiekowego kapłana. Inaczej było na kolędzie – gdy pytano mnie co myślę o pracy parafii, mówiłam wprost co czuję, co mnie wkurza, czego mi brakuje. Inaczej reaguję, gdy usłyszę coś co mnie pozytywnie poruszy – idę i dziękuję. Wierzę, że warto…

Wierni

„Co on się tak czepia? Moje życie, moja sprawa. Chcę być chrzestną, co go to obchodzi, że żyję bez ślubu?”
„Płacę i wymagam”
„Co za dzięcioł? Jak można tak spowiadać?”

Tak, wkurzają mnie takie teksty. Sama wiele wymagam, ale nie tylko od innych. Każdy jest częścią Kościoła i jest za niego tak samo odpowiedzialny!
Nie odpowiada ci spowiednik? Znajdź sobie innego! Wymagasz? Daj coś z siebie!

Nie twierdzę, że wina jest zawsze po stronie wiernych, a życie jest czarno-białe. Znam wiele osób, które żyją w związkach niesakramentalnych, a byłyby lepszymi chrzestnymi niż ci, którzy z zewnątrz są nieskazitelni. Czy to jest uczciwe? Nie wiem…

Mój Kościół

Wiele jest rzeczy, które mnie przez lata odpychało od Kościoła. Lęk przed kapłanami, który przekładał się na uciekanie od konfesjonału – byle jak najdalej. Bylejakość kazań, po których wychodziłam jeszcze bardziej przybita, niż przyszłam. Cenniki, na widok których moje tętno gwałtownie przyspieszało.
Dziś się nie denerwuję. Znalazłam spowiednika, którego się nie boję. Znalazłam parafię, gdzie od 10 lat nie usłyszałam kazania, które wgniotło by mnie w ziemię – choć zdarzały się takie, które w ogóle mnie nie poruszały. Dziś nie bolą mnie cenniki, bo chodzę tam, gdzie ich nie ma. Nie oznacza to, że nie daję pieniędzy – wręcz przeciwnie.

Dziś jestem w miejscu, gdzie dziękuję za masę dobra, które dostaję. Gdy widzę coś co nie daje mi spokoju – mówię o tym na ucho tym, którzy są w stanie to przyjąć. Nie stoję na dziedzińcu krzycząc, że mi się należy. Szukam miejsc, gdzie moje potrzeby zostaną zaspokojone. I znajduje je, zawsze…

 

Chcesz wiedzieć o nowych wpisach na bieżąco? Zapraszam na mój funpage
Biegnąc pod wiatr

Informacje o Magdalena Urbańska

Kobieta, żona, matka, przyjaciółka. Pozytywnie nastawiona do świata. Spędzam czas na dbaniu o siebie i innych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Chwile z życia i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „W Kościele warto być łobuzem?

  1. Krysia pisze:

    Świetny tekst!!Podpisuję się pod nim wszystkimi kończynami ;D

  2. Bernadka pisze:

    Mega tekst! W samo sedno…
    Znam sama ten ból. Nie lubię chodzić do mojej obecnej parafii, źle się w niej czuję. Nie przepadam za proboszczem, który ciągle mówi o pieniądzach, ciągle moralizuje ludzi, a nigdy nie powiedział kazania, którego tak naprawdę chciałoby się słuchać… Potem się księża dziwią, że ludzie odchodzą od Kościoła.
    Poza tym cenniki w Kościele- tragedia. Jezus nigdy nie brał pieniędzy za sakramenty.
    Pamiętam jak przed swoim ślubem zapytaliśmy księdza czy jest cennik za sakrament. Bez wahań powiedział o minimalnej kwocie, jaką nowożeńcy ofiarowują… My daliśmy tyle ile mogliśmy, wcale nie sugerowaliśmy się cennikiem. Słyszałam kiedyś o przypadku, że ksiądz stwierdził, że stać Cię na wesele to i na księdza też, co za argument. Sama wiem ile to wszystko kosztowało, ile się odkładało, próbowało się zaoszczędzić, żeby zminimalizować koszty. A ksiądz oczekuje np 1500 zł za 45 minut Mszy, gdzie często przeciętny Kowalski musi na to ciężko pracować cały miesiąc…
    Myślę, że księża podchodzą do swojej pracy jak do zawodu,za który oczekują zapłaty, a nie jako powołania…
    Jestem pełna podziwu dla księży, którzy robią coś od siebie, by zapewnić pieniążki dla parafii, którzy angażują parafian a nie oczekują tylko zapłaty. Niedawno było o księdzu, który robił skarpetki na drutach i sprzedawał, by zarobić własnymi rękami na parafię. Wielki szacun dla Niego!! I takim księżom to ja mówię tak! I takim, którzy potrafią zachęcić, którzy są niczym magnes i ludzie do nich lgną!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *