Komfort czy życie?

Gdy mój syn ponownie wstał dziś o 4.20 pomyślałam, że albo będę marudzić kolejny dzień, albo zrobię coś konstruktywnego. Gdy zajął się swoimi autkami sięgnęłam po „Nasze Inspiracje” z myślą, że poczytam coś lekkiego przy porannym kubku kawy (wielkości wiadra! – dzięki Krysiu i Piotrku za trafiony prezent!).

No i sobie poczytałam… Nie no, czytałam – ale to wcale nie było lekkie. Dostałam pstryczek w nos. Wyjdź ze swojej strefy komfortu – krzyczało na mnie z czasopisma. Strony z artykułem wyglądają jak po tornadzie – pokreślone, popisane i tego wcale nie zrobiło moje dziecko, ale ja sama.

 

Marta Balon idealnie opisuje stan, z którego wielokrotnie nie chciało mi się wychodzić. Co mnie zatrzymywało? Z pewnością to o czym wspomina Autorka – lęk (przed porażką, popełnieniem błędów, przed nieznanym). Wiele razy w życiu rezygnowałam z rzeczy, o których marzyłam tylko (a może aż?) dlatego, że się bałam. Czasem przyczyną są lenistwo i egoizm – o czym Autorka również wspomina.

Co mnie najbardziej zatrzymuje? Gdzie jest moja strefa komfortu?

Mnie zatrzymuje głównie lęk – przed porażką i nieznanym. Wolę swoje ciasne, stare buty niż nowe i wygodne, po które trzeba wyjść do ludzi. Jak wiele dobra w życiu zmarnowałam wie tylko Bóg. Wiem o tym ja sama – choć pewnie nie zawsze.

Czytając wspomnienia Autorki o tym, jak musiała przełamać samą siebie by pójść na kurs prawa jazdy – pomyślałam o sobie. Był taki czas, gdy kilka lat nie siadałam za kierownicą – rządził mną lęk. Sytuacja zdrowotna mojego nowonarodzonego syna sprawiła, że musiałam wozić go do szpitala na częste kontrole. Zmusiła mnie sytuacja, ale wyjście z ciasnej i pozornie bezpiecznej sytuacji to był mój krok. Od tamtej pory wiele się zmieniło – za kierownicą czuję się świetnie, jadę gdzie oczy poniosą 🙂

Do dziś zdarzają się jakieś drobne ucieczki – szczególnie w relacji z drugim człowiekiem. Ostatnio, bojąc się pewnego spotkania powiedziałam ostro sama do siebie: bierz tę sytuację, którą masz. Przestań jęczeć. To było wspaniałe spotkanie, choć wymagało ode mnie wyjścia z ciepłego domu.

Chcę brać odpowiedzialność za wszystko co się dzieje w moim życiu. Za wszystko!

O to, że mam wiele niespełnionych marzeń mogę obwiniać tylko siebie. Tak, siebie! Czasem wystarczy mały krok by (jak mówi moja kochana bratowa) poleciała lawina.

Marta Balon świetnie opisała to w swoim tekście:

Czasami opuszczenie strefy komfortu jest na tyle trudne, że trzeba zacząć od drobnych kroków. Małe decyzje mają wielkie znaczenie. Jeśli będziemy regularnie wychodzić poza nasze poczucie wygody, to podobnie jak podczas ćwiczeń fizycznych, „rozciągniemy się” i przy każdej następnej sytuacji będzie nam coraz łatwiej.

Patrząc wstecz na moje życie widzę kilka małych kroków, które okazały się zmienić mój świat. Chcesz wiedzieć co to było?

W 2016 roku zmarł mój Teść. Zabrała go choroba nowotworowa. Pamiętam, gdy poprosił mnie bym ogoliła mu głowę (nie miał sił był dojść do fryzjera). Goliłam głowy moim chłopakom, więc w czym problem? Mój teść przyjmował chemioterapię – moje serce krwawiło, gdy przeczesywałam jego włosy i zostawały mi w dłoni. Wiedziałam jednak jakie to dla niego ważne. Wyszłam poza to, co dla mnie było miłe. Widziałam jego wdzięczność. Dziś zrobiłabym dla niego to samo.

W 2017 roku zamarzyło mi się by więcej pisać, by zadbać o swoją pasję. Trudnością było wyjście do szerszego grona z moimi tekstami. Dlaczego? Dopóki czytali mnie tylko przyjaciele, miałam same pochlebne opinie (lub ich brak). Teraz jestem wystawiona na ocenę innych. To dla mnie duży krok do przodu. Jeszcze czasem się boję. Choć małe kroki przyniosły dla mnie wielkie sukcesy (jak np. Twoja obecność tutaj, zaufanie wydawnictw, zauważenie przez ludzi, którzy są dla mnie autorytetem). Wystarczył mały krok, a ruszyła lawina (Ada, jesteś mistrzem matafor!).

Droga do sukcesu nie zawsze jest łatwa i przyjemna. Suma zysków czasem nie przekroczy strat. Ale czy nie warto założyć nowe buty i wyjść z ciepłego domu? Jaki dziś będzie Twój pierwszy krok?

 

Comments

  1. Piękno24

    Bardzo wartościowy tekst. Niestety, bardzo często wolimy pozostać w tej bezpiecznej strefie, zamiast odważyć się i sięgnąć po więcej. A jedynie sięgając po więcej możemy coś osiągnąć 🙂

    1. Post
      Author
  2. Ppp

    Jeśli sytuacja jest dobrze rozpoznana, a działanie dobrze przemyślane – wychodzenie ze strefy komfortu nie musi być bardzo bolesne. U mnie zawsze tak było: im więcej myślenia, tym mniej problemów w działaniu.
    A do wstawania o 4:30 też się można przyzwyczaić, o ile nie jesteś “sową” w zakresie spania.
    Pozdrawiam.

    1. Post
      Author
  3. Krysia

    Dziękuję za to, że dzielisz się sobą, swoim doświadczeniem, przeżyciami, że zapraszasz nas do swojego bogatego wnętrza. I do podróżowania z Tobą poza strefę Twojego komfortu. Ps. Cieszę się, że „wiadro” na kawę się przydaję;)

    1. Post
      Author
    1. Post
      Author
  4. Wiola

    Ag! Wyjśc ze strefy komfortu to poważna i ciężka sprawa, ale pondeugiej stronie znajduje się szczęście i spełnienie! Bardzo spodobały mi się tutaj zacytowane przez Ciebie małe kroczki! Bo od jednego małego kroku rozpoczną się wielkie zmiany. To piękne, że teściowi głowę goliłas! Przełamałaś swój lęk 😉

  5. NaturalnieAndzia

    Bardzo fajny tekst. Ja myślę, że nie ma co aż tak przywiązywać wagi do opini innych, szczególnie w Internecie, gdzie zawsze znajdą się hejterzy. Ja pod koniec ubiegłego roku wyszłam poza strefę komfortu, kiedy zaczęłam kręcić krótkie filmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *